Wieczorem na Bali

0
91
Bali - Pole ryżowe
Pole ryżowe | fot. Marta Tutaj
REKLAMA

W Ubud na wyspie Bali mieszkałam na Jalan Hanoman, czyli ulicy Hanumana; w hotelu tuż przy świątyni. Bungalowy, mieszczące w środku całkiem wygodne pokoje z łazienkami i klimatyzacją, wybudowano na kształt złoconych, krytych wysokim dachem pawilonów świątynnych. Po drugiej stronie ulicy stała zresztą świątynia, z której muru szczerzyła zęby wielka figura Białej Małpy – Hanumana.

Rama podaje herbatę

REKLAMA

Hanuman jest w Ubud bohaterem wielu widowisk opartych na fabule Ramajany – od teatru cieni i tańców z hałaśliwą orkiestrą gamelan, po specjalność tej części Bali – kecak, czyli Taniec Ogni.

Kecak można w Ubud obejrzeć niemal każdego wieczora. Zawsze, gdy zespół taneczno-śpiewaczy daje przedstawienie na świątynnym placu, przed wejściem wystawia się żółtą parasolkę, a figurom strażników świątyni – kamiennym ludziom- smokom, stojącym po obu stronach wejścia – wiąże się sarongi z materiału w czarnobiałą kratę i wkłada za ucho kwiat hibiskusa. W identycznym stroju – kraciaste sarongi z czerwonym brzegiem i świeży kwiat za uchem – występuje ponad pół setki uczestniczących w kecaku chórzystów-tancerzy.

Taniec zawsze zaczyna się wieczorem, po zapadnięciu mroku i odbywa się w kręgu światła, padającego ze stojaków z płonącymi pochodniami. Niezależnie od tego, czy wykonywany jest dla turystów, czy w ramach jakiegoś lokalnego święta, widowisko ma znaczenie sakralne – na początku i na końcu przedstawienia tancerzy i śpiewaków pobłogosławić musi kapłan.

Kecak to spektakl bez muzyki, muzyków i instrumentów. O dynamice przedstawienia decyduje chór, który śpiewa i rytmicznie skanduje podczas trwania tańca, a w szczególnie dramatycznych momentach akcji wstaje, otacza tancerzy imitując burzę, zamęt bitewny lub przekształcając się w wielkiego węża, którego wzywa przeciwko bohaterowi Ramie demon Rawana. Bez kręgu chóru, to unoszącego ramiona, to podrywającego się na nogi lub kładącego się na ziemi, by „szumieć” jak morze i wiatr, spektakl samych postaci dramatu – tancerzy ubranych w kapiące złotem kostiumy, z kadzidełkami zatkniętymi nad czołem – byłby raczej statyczny.

Bohaterów pozytywnych: Ramę, Sitę i Laksamanę tańczą zwykle – poprzez wystudiowane układy ruchów dłoni i stóp – młode dziewczęta. Herosi Ramayany muszą być piękni! Kiedyś jednak uczestniczyłam także w przedstawieniu, gdzie role męskie tańczyli rzeczywiście mężczyźni – i powiedziałabym, że tanecznie byli lepsi od dziewcząt, które skupiały się głównie na… byciu pięknymi.

Jednego z tych tancerzy, odtwórcę roli Ramy, poznałam zresztą przed przedstawieniem – był kelnerem w restauracji przy świątyni, w której jadłam tego wieczora kolację. Trudno było nie zwrócić uwagi na to, że kelner, który przyniósł mi satay i dzbanek imbirowej herbaty, miał na twarzy mocny, raczej damski makijaż, nosił długie kolczyki i podzwaniał wielką ilością bardzo ozdobnej biżuterii. Stawiając talerz, posłał mi promienny uśmiech i wyjaśnił dobrą angielszczyzną:

– To nie to, co myślisz. Jestem tancerzem. Dziś wieczór będę tańczył Ramę w przedstawieniu w świątyni, zaraz obok, za tym ogrodem. Może przyjdziesz?

Bali1
Dzienny taniec w świątyni Uluwatu | fot. Marta Tutaj

O Białej Małpie i złotym jeleniu

Role Ramy, Sity i Laksamany to role bez tekstu, złożone tylko z tańca i sytuacji odgrywanych tanecznymi ruchami. Postaci negatywne – jak Rawana czy Meganada lub charakterystyczne – jak Hanuman, małpi król Sugriwa lub Garuda (półczłowiek – półorzeł, symbol Indonezji) – są niewątpliwie ciekawsze. Aktorzy w maskach i bogatych kostiumach uczestniczą także w scenach śpiewanych czy dialogowych. Zwykle grają, dorzucając do tradycyjnych kwestii własne anegdoty i skecze, często o humorystycznym zabarwieniu. Oczywiście, jest to część spektaklu dostępna dla miejscowej publiczności i widzów znających dostatecznie dobrze język indonezyjski, i miejscowi – w tym także tancerze – chórzyści uczestniczący w przedstawieniu – często żywo reagują na te scenki. O popularności kecaku decyduje jednak część taneczno-widowiskowa i nastrojowe pieśni śpiewane przez chór. Te części przedstawienia mogą podziwiać wszyscy, niezależnie od języka i narodowości. Na jednym z przedstawień obok mnie siedziała grupka Amerykanów, którzy okazali się choreografami z teatrów w Nowym Jorku. Jak dowiedziałam się z rozmowy z nimi, przyjechali na Bali specjalnie, by zobaczyć kecak.

Fabuła tańca zasadniczo opowiada historię z Ramajany: Rawana, król demonów, porywa ukochaną Ramy, Sitę. Wysyła w tym celu złotego jelenia (tę rolę często tańczy dziecko, zwykle nastoletnia dziewczynka, bo jeleń też jest piękny). Rama i jego przyjaciel, Laksamana, zachwyceni niezwykłym zwierzęciem, idą na nie zapolować. Wówczas demon porywa Sitę. Syn Rawany więzi porwaną piękność na oddalonej wyspie, chcąc ją zmusić do małżeństwa. Przekonuje ją, że Rama nie żyje, zginął ścigając jelenia. Ale Hanuman, potężna Biała Małpa, przybywa z posłannictwem od Ramy, przeskakując z wiatrem przez wzburzone morze. Dzięki niemu Sita otrzymuje pierścień Ramy i zapewnienie, że jej ukochany żyje i wkrótce przybędzie.

Tymczasem Rawana, król demonów, usypia Ramę magiczną strzałą i ukrywa go w splotach wielkiego węża, Pojawia się jednak Garuda, półczłowiek, półorzeł, i wybawia bohatera. W finałowej części spektaklu Sugriwa z armią małp pokonuje króla demonów, walcząc z nim zieloną gałęzią. Kochankowie są znów razem, wszyscy się cieszą i tańczą, chór wykonuje pieśń.

Potem zwykle wystawia się jeszcze „dokrętki”, zapożyczone z innych tradycyjnych przedstawień i tańców. Zwykle jest to Taniec Konia, w którym aktor z czymś w rodzaju dziecinnego „konika” – głową na kiju – tańczy boso w żarze z płonących skorup orzechów kokosowych. Jak nie bez dumy wyjaśnili mi moi przyjaciele z Ubud, Wayan i Komang, taniec w żarze z płonących kokosów jest także elementem balijskich sztuk walki, opartych na tańcu.

Innym dodatkiem jest legong – mistyczny taniec symbolizujący różne etapy ludzkiej egzystencji: życie, śmierć i nirwanę. Balijski legong zwykle wykonują dzieci, najczęściej małe dziewczynki w wysokich tanecznych koronach. Niezależnie od wieku, Indonezyjczycy wykazują w tańcach wielkie umiejętności i zaangażowanie – tradycyjnych tańców uczą się od dziecka, toteż zestawienie zespołu legong nie jest zwykle trudne.

Bali3
fot. Marta Tutaj

Orkiestra i trochę świateł

Podczas jednego z przedstawień, w których uczestniczyłam, zdarzył się dodatkowy, nieplanowany spektakl – wycieczka Japończyków ustawiła się w kolejce do wykonawcy Tańca Konia, by zbadać palcem jego stopy. Okazały się niepoparzone, co na Japończykach zrobiło chyba większe wrażenie, niż sam taniec. Z uznaniem kiwali głowami i gratulowali tancerzowi, który przyjął to ze stoickim spokojem, podobnie jak sute napiwki od Japończyków. Wayan i Komang, moi przyjaciele z Ubud, nie byli jednak do końca zadowoleni i oświadczyli, że chór w przedstawieniu nie był dość dobry.

– Jutro pokażemy ci lepszy zespół! – obiecali.

Następnego dnia poszliśmy jednak na barong. W czasie tego przedstawienia dwaj tancerze występują w imponującym kostiumie smoka (taniec Małpy i Smoka to moim zdaniem najlepsza część barongu). W programie jest też Taniec Noży, z długimi indonezyjskimi nożami kris o falistym ostrzu. Tancerze odgrywają walkę, w zakończeniu której wszyscy giną, więc dramatycznie padają na ziemię. Barong jest bardzo widowiskowym tańcem, o tyle jednak dla mnie trudniejszym, że wykonywanym już przy muzyce. Czyli z towarzyszeniem tradycyjnej orkiestry gamelan, samej w sobie widowiskowej, ale też bardzo hałaśliwej, jako że złożonej w znacznej mierze z gongów, na których gra się młotkami. Dwie godziny tego brzęku i łomotu może nieprzyzwyczajonego widza przyprawić o ból głowy.

Po spektaklu aktorzy tak, jak grali – w kostiumach, barwnych uniformach muzykantów i z kwiatami za uchem – wsiedli na motocykle (najpopularniejszy balijski środek transportu) i rozjechali się do domów. Albo i nie do domów – do późnych godzin wieczornych spotykaliśmy ich, malowniczo ubranych, w grupkach plotkujących przed restauracjami i sklepami.

Dla mnie to był ostatni wieczór w Ubud, więc kupiłam figurkę Hanumana i lalkę z teatru cieni, przedstawiającą Białą Małpę, a Wayan i Komang zabrali mnie na pola ryżowe, gdzie podziwialiśmy tym razem iluminację natury – roje świetlików.

Potem chłopcy wypili po pół szklanki wymieszanego z colą araku – balijskiego wina ryżowego – i, siedząc na krawężniku, oddali się rozpaczy rozstania.

– Wyjeżdżasz, tracimy przyjaciela – powtarzali z prawdziwymi łzami w oczach. Na patio mojego hotelu wypuścili złapane na ryżowisku świetliki, które krążyły między złoconymi bungalowami aż do świtu.

Ostatnia noc na Bali.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o