Wyspy głuptaków

0
32
Głuptaki
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Krok, jeszcze kroczek, dwa śmielsze stąpnięcia na brudnoszarych, płetwiastych stopach – puchate pisklę głuptaka lokuje się w cieniu człowieka. Na porośniętym kępkami dzikich petuni wybrzeżu wyspy Genovesa, jednej z Wysp Galapagos, cień jest zbyt cenny, żeby młody głuptak, okryty białym puchem jak polarnym kombinezonem, miał mieć coś przeciw bliskości człowieka. Być może dla ptaków z Genovesy ludzie to po prostu istoty rzucające cień…

Pisklak piquero maskarade – głuptaka maskowego, Sula dactylatra – ze swoimi dużymi stopami i dziobem sterczącym z białego puchu wygląda wzruszająco. Nie jest jednak wcale takim niewiniątkiem – podobno wkrótce po wykluciu z jaja uśmierca swe rodzeństwo –drugie, słabsze pisklę. Siedząc wśród gromady głuptaków trudno oprzeć się jednak urokowi tych ptaków. Nawet, jeśli wcześniej powzięło się mocne postanowienie: ani jednego zdjęcia głuptaków więcej, bo przecież na Wyspach Galapagos jest tyle innych, niezwykłych zwierząt!

REKLAMA

O płetwach i dziobach

Z głuptakami Sula nebouxii o nieprawdopodobnych, błękitnych płetwach, spędziłam miłe popołudnia na czarnych skałach Santa Cruz. Ja wygrzewałam się tam po pływaniu z maską (i własnymi, niebieskimi płetwami!) w chłodnym raczej tutejszym morzu. Głuptaki – przeciwnie – chłodziły się, rozkładając skrzydła i poruszając gardłami.

Ptaki okazywały więcej zainteresowania spacerującym po skałach krabom, niż mnie, wylegującej się tuż u ich lazurowych stóp. Do pierwszego głuptaka niebieskonogiego, którego zobaczyłam na Santa Cruz, próbowałam zbliżać się bardzo powoli, ostrożnie – jak do ptaka. Darwin, chłopak z Puerto Ayora, mój samozwańczy przewodnik, wybuchnął na ten widok śmiechem.

– Nie skradaj się tak, to śmieszne. Po prostu podejdź i usiądź obok – poradził.

Do braku lęku przed człowiekiem, cechującego wciąż jeszcze ptaki i zwierzęta z Galapagos, przybyszowi z Europy trudno przywyknąć. Nawet, jeśli już na lotnisku Baltra jadło się z jednego talerza z ziębami Darwina – najsłynniejszymi ziębami świata.

Właściwie zresztą nie ziębami, dziś zalicza się te ptaki do rodziny trznadli, a zasadniczo nazywa darwinkami. Wyewoluowały z drobnych ptaków, zagnanych przez burze na Wyspy Galapagos, przystosowały się do środowiska, zmieniając obyczaje i dzioby (powstały np. przystosowane do jedzenia dużych nasion i części kaktusów). Wciąż zachwycają naukowców, bo ewoluują na naszych oczach – w ostatnim ćwierćwieczu powstał co najmniej jeden całkiem nowy, odmienny gatunek! A ludzi nie obawiają się specjalnie – na Wyspie Santa Cruz nauczyły się przysiadać do plażowiczów, licząc na poczęstunek.

W porównaniu z darwinkami, kormoranami nielotnymi czy albatrosami z wyspy Hood, głuptaki to w zasadzie nic wyjątkowego. Można je zobaczyć już przy przeprawie promowej z Baltry na Santa Cruz: łowiące głuptaki niebieskonogie, ptasie pociski uderzające ostrymi dziobami w turkusową powierzchnię morza. Na wyspie Genovesa można je w ogóle lekceważyć, skupić się na obserwacji faetonów czy mew jaskółczych.

Trudno jednak uznać głuptaki za towarzystwo nudne, siedząc w samym środku kolonii i obserwując, jak ptaki tańczą na swych niebieskich stopach, kłaniają się sobie albo gwiżdżą, jakby dmuchały w zapchane gwizdki. Dźwięk jest tak sugestywny, że trudno się oprzeć próbom naśladowania.

Gdy w cieniu rzadkich krzewów bezgłośnie ląduje na ziemi mała sowa albo kiedy zbliża się cień fregaty, kolonia głuptaków odzywa się ostrymi, skrzypiącymi głosami. Jednak już po chwili najbliższa para głuptaków niebieskonogich znowu podejmuje swój partnerski taniec, polegający na równoczesnych obrotach, z unoszeniem niebieskich stóp, dotykaniem długim dziobem piersi i wskazywaniem nim nieba.

Galapagos
Galapagos wybrzeże | fot. Marta Tutaj

Z gwarkiem nie pogwarzysz

Żółtodziobe głuptaki maskowe i głuptaki niebieskonogie tworzą mieszane kolonie, składając jaja wprost na ziemi. Nawet na Genovesie, zwanej na użytek turystów „wyspą głuptaków”, jaja i pisklęta nie są całkiem bezpieczne – zagrażają im unoszące się nad kolonią fregaty, myszołowy, sowy, a nawet drepczące po ziemi, dużo mniejsze od głuptaków gwarki. Gwarki potrafią wykorzystać okazję, wytoczyć jajko z pola widzenia rodziców, rozbić je i wyjeść zawartość skorupy. Zięby Darwina swymi rozsławionymi przez teorię ewolucji dziobami chętnie przyłączają się wówczas do uczty…

Gwarki galapagoskie to także nie byle ptaszki. Znajomość z pierwszym zawarłam na Santa Cruz, gdy próbował mi wyciągnąć sznurowadło z buta. Na Santa Isabela, największej z Wysp Galapagos, podczas spaceru wzdłuż wybrzeża zostałam bez pardonu zaatakowana przez niewielkiego gwarka, który być może uważał ten teren za swój rewir (!). Ptak rozmiaru naszego kosa atakował kilkakrotnie z powietrza szponami i dziobem, celując w twarz. Jak w filmie „Ptaki”! Nie odczepił się, póki nie odeszłam o kilkaset metrów.

Na Isla Del Plata, wysepce bliższej wybrzeży Ekwadoru i znacznie mniej izolowanej w przeszłości niż Galapagos, głuptaki niebieskonogie w bliskości ludzi okazują niepokój – szczególnie, gdy w pobliżu są pisklęta lub jaja. Kilkakrotnie udało mi się jednak zbliżyć do ptaków, stosując metodę opisaną przez niemieckiego biologa Eibl-Eibesfeldta.

Z samicą, wysiadującą jaja lub ukrywającą pod skrzydłami bardzo jeszcze nieporadne, prawie nagie pisklęta, należało się „zaprzyjaźnić”, wręczając jej suche źdźbło lub patyczek. Na ogół przyjmowała „prezent” i uspokajała się.

Na Santa Cruz Darwin poznał mnie ze swoim ulubieńcem, wyjątkowo przyzwyczajonym do obecności ludzi głuptakiem, który spędzał dużo czasu na nadbrzeżu w Puerto Ayora, ignorując kursujące gęsto motorówki i łowiąc ryby między łodziami. Nie był to szczególny wyczyn, regularnie widywaliśmy bowiem w ruchliwych miejscach przystani małe czaple czy legwany morskie, o pelikanach nie wspominając. Właściwie jedynymi istotami, rzucającymi się do ucieczki na widok człowieka, były portowe szczury, cieszące się na Galapagos podwójnie złymi notowaniami – jako zawleczone przez ludzi szkodniki, zagrażające unikatowej faunie wysp.

Głuptak z portu był o tyle niezwykły, że okazywał coś w rodzaju życzliwego zainteresowania fotografującym go turystom – prostował się, pozował… Nie zauważyłam przy tym nigdy, żeby oczekiwał poczęstunku czy innych korzyści. Darwin twierdził, że piquero po prostu lubi się fotografować.

Głuptaki
Para głuptaków niebieskonogich | fot. Marta Tutaj

Dalej niż Zachód

Najbardziej kolorowe głuptaki, zwane po łacinie Sula sula, mają jaskrawoczerwone stopy, błękitny dziób i różowo-lazurową „maskę”. W przeciwieństwie do niebieskonogich „kuzynów” zakładają gniazda wśród suchych krzaków. Gniazda są z patyków – głuptaki pilnie zbierają wszelkie suche gałęzie (na Genovesie czy La Plata nie ma zbyt wielu drzew). Mają przy tym problem z fregatami – czarnymi, wielkoskrzydłymi ptakami o drapieżnych dziobach i czerwonych gardłach (które nadymają jak balony w okresie godowym!).

Każda znaleziona przez głuptaka, niesiona do gniazda gałąź, jest także przedmiotem pożądania fregat, dużo zwinniejszych lotników. Fregaty, powietrzni złodzieje, nie ograniczają się przy tym tylko do kradzieży patyków – zdarza się, że atakują głuptaka, który właśnie złowił rybę, godząc w niego haczykowato zakończonymi dziobami, póki nie wypuści zdobyczy.

Obserwowałam fregaty na Santa Isabeli, siedząc w punkcie widokowym na skałach, wysoko nad morzem. Większość ptaków, latających wokół wybrzeży wyspy, ogląda się tu z góry, od strony grzbietów – unoszą się poniżej skał. Oprócz fregat – te są zawsze w powietrzu, na tle nieba. Czasem, patrząc na te ptaki, miałam wrażenie, że żyją nie w tej samej przestrzeni, ale gdzieś w innym wymiarze – zawsze wysoko, zawsze gdzieś dalej, nie sposób się do nich zbliżyć…

Może i są to powietrzni piraci, ale także wspaniali lotnicy. W jednej z książek Ursuli Le Guin jest pieśń o smokach: „Na zachodzie dalszym niż Zachód mój lud tańczy na innym wietrze…”

Idealnie pasuje do fregat. Te ptaki mają w sobie coś ze smoków.

A Wyspy Galapagos tam właśnie leżą –„na zachodzie dalszym niż Zachód”. Tysiąc kilometrów na zachód od wybrzeży Ekwadoru.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o