Strona główna Rozmaitości Podróże Zaginiona „Żelazna Pani”. Posąg ze Zgłobic, który zniknął bez śladu

Zaginiona „Żelazna Pani”. Posąg ze Zgłobic, który zniknął bez śladu

2
fot. archiwum prywatne
REKLAMA

To historia jak z lokalnego reportażu śledczego. Jest stary dwór, park, archiwalne zdjęcie i posąg, który przez kilkadziesiąt lat był elementem krajobrazu. A potem nagle zniknął. Bez dokumentów, bez informacji, bez śladu. Została tylko fotografia i wspomnienia mieszkańców.

Chodzi o figurę nazywaną przez mieszkańców „Żelazną Panią”, która stała w parku dworskim w Zgłobicach, na terenie dzisiejszego Dworu Prezydenckiego. Sprawą od lat interesuje się regionalista Witold Kisała, który próbuje ustalić, co stało się z rzeźbą.

Jak mówi w rozmowie, z relacji mieszkańców wynika, że posąg stał w parku jeszcze długo po wojnie.
– Z relacji mieszkańców wynika, że figura stała tam jeszcze, kiedy w dworze działała szkoła podstawowa. Czyli musiała przetrwać wojnę i pierwsze lata PRL – mówi Witold Kisała.

REKLAMA (2)

To oznacza, że rzeźba nie została zniszczona podczas wojny, jak wiele innych elementów dworskich parków, ale zniknęła dopiero w latach powojennych.

Według przekazywanych od lat informacji posąg został w latach 60. zabrany ze Zgłobic do Tarnowa, do Domu Kultury Zakładów Mechanicznych przy ulicy Waryńskiego, zwanego „Marienstadtem”. Problem polega na tym, że na tym etapie historia właściwie się urywa.

– Wiele osób powtarza, że trafiła do Marienstadtu, ale nikt nie potrafi powiedzieć, czy ona tam rzeczywiście stanęła. I to jest moment, w którym kończą się pewne informacje, a zaczynają domysły – tłumaczy Kisała.

Jeżeli figura rzeczywiście została przewieziona do Tarnowa, to coś musiało się z nią później stać. Takie rzeźby rzadko po prostu znikały. Zazwyczaj trafiały w inne miejsce – do parku, przed budynek instytucji, do szkoły, czasem nawet na cmentarz jako element pomnika.

– W tamtych czasach bardzo dużo rzeczy z dworów było wywożonych do różnych instytucji – domów kultury, szkół, zakładów pracy. Często bez żadnej ewidencji. Ktoś przewiózł, ktoś ustawił i po latach nikt już nie wiedział, skąd to się wzięło – mówi regionalista.

REKLAMA (3)

To właśnie dlatego jedna z najbardziej prawdopodobnych hipotez mówi, że „Żelazna Pani” może istnieć do dziś, tylko stoi w miejscu, w którym nikt nie kojarzy jej ze Zgłobicami.

– Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby ona gdzieś dalej stała. Może przy jakimś budynku, może w ogrodzie jakiejś instytucji, może nawet na cmentarzu jako element pomnika. Takie historie już się zdarzały – mówi Kisała.

Historia zaginionego posągu pokazuje coś jeszcze – jak w czasach PRL znikały elementy dawnej architektury dworskiej. Nie w spektakularny sposób, nie w wyniku jednej decyzji, tylko powoli i po cichu. Przy okazji remontu, przeprowadzki, likwidacji instytucji. Bez dokumentacji, bez ewidencji, bez informacji skąd coś pochodziło.

Dziś po „Żelaznej Pani” zostało właściwie tylko stare zdjęcie i wspomnienia mieszkańców. Ale bardzo możliwe, że sama figura nadal gdzieś stoi – tylko w miejscu, w którym nikt nie wie, że to fragment historii dworu w Zgłobicach.

I być może ta historia kiedyś zakończy się bardzo prosto. Ktoś spojrzy na starą fotografię i powie: „Przecież taka figura stoi u nas od lat”. A wtedy jedna z małych tajemnic lokalnej historii wreszcie zostanie rozwiązana.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
2 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
2
0
Napisz komentarzx