Jesteś tym co jesz – jak zacząć zmiany żywieniowe?

0
52
zdrowie
fot. Kamila Bachula

Żyjemy w czasach, w których nie da się ukryć, że JESTEŚMY TYM, CO JEMY. Aby zadbać o swoje zdrowie, zmiana diety to podstawa. Możemy wesprzeć się przez jakiś czas środkami farmakologicznymi, ale te powodują szereg skutków ubocznych i na dłuższą metę zatruwają nasz organizm, co powoduje coraz to nowe schorzenia.

Z błędnego koła jest tylko jedno wyjście – zmiana diety, oczyszczenie organizmu i zmiana naszego stylu życia, czyli pewnych nawyków, które po prostu nam nie służą. Gdy przestaniemy przeszkadzać organizmowi działać jak Matka Natura chciała, nasze wrodzone siły uzdrawiające postawią nas na nogi.

Najtrudniejszy pierwszy krok
Zmiana to chyba jedyna stała na tym Wszechświecie. Kiedy myślę o wprowadzaniu zmian, to od razu słyszę dość często używane ostatnio pojęcie „wyjścia ze strefy komfortu”. Przeważnie nie lubimy tej czynności, ponieważ odchodzimy od bezpiecznych utartych schematów. Bezpiecznych, bo znanych, ale czy dobrych i właściwych? Zmiana żywienia to bardzo poważne przedsięwzięcie. W dużym skrócie przedstawię Wam, jakie zmiany wprowadziłam w swoim żywieniu w pierwszej kolejności, aby poprawić stan swojego zdrowia. Nie działo się to na hurra, lecz etapami.

ZDROWE TŁUSZCZE
Pierwszą rzeczą była zmiana stosowanych TŁUSZCZY. Na pewno jest Wam już znane przeciwzapalne i przeciwbakteryjne działanie naturalnych, nierafinowanych substancji oleistych. Regularne spożywanie zdrowych tłuszczy to podstawa zdrowej diety. Zdrowych tłuszczy czyli naturalnych, takich, które nie były poddawane obróbce termicznej w zbyt wysokich temperaturach, bądź obróbce chemicznej. Pamiętajmy, że wszelkie przetworzone i chemicznie utwardzone tłuszcze, stosowane w produktach sklepowych, to trucizna. Margaryna to sztucznie utwardzony tłuszcz, który nie występuje naturalnie w przyrodzie, a zatem nasz układ trawienny nie trawi go, ponieważ nie wie jak to zrobić. Jest to substancja obca, z którą organizm sobie nie radzi.
Oleje dobrej jakości mogą być stosowane leczniczo zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Spożywając je regularnie dostarczamy niezbędnych kwasów tłuszczonych, które potem są wykorzystywane przez nasz organizm m.in. do łagodzenia stanów zapalnych. To samo działanie wykorzystujemy smarując skórę olejami, które łagodzą podrażnienia, przyspieszają gojenie się ran i odżywiają naszą skórę pozostawiając na niej ochronną warstwę.
Od kiedy zgłębiłam temat tłuszczów spożywczych i ich wpływu na zdrowie, oprócz margaryny zrezygnowałam też raz na zawsze z oleju rzepakowego.

Dlaczego olej rzepakowy jest szkodliwy?
Po pierwsze dlatego, że rzepak, zaraz obok kukurydzy i soi, to najczęściej modyfikowana genetycznie roślina, a to działanie wbrew Matce Naturze i nie wiadomo jakie będą zdrowotne konsekwencje spożywania takich produktów. Po drugie, olej rzepakowy należy do grupy olejów wielonienasyconych. Są to oleje bardzo nietrwałe w swojej budowie, zatem takie czynniki jak światło, powietrze i temperatura zmieniają ich budowę, czyniąc je niebezpieczne dla naszego zdrowia. Dlatego na takich olejach NIE WOLNO SMAŻYĆ, ponieważ podczas tego procesu wytrącają się toksyczne i rakotwórcze substancje. Dodatkowo olej rzepakowy zawiera niekorzystną dla nas proporcję niezbędnych nam kwasów tłuszczowych omega 3 i 6. W naszej diecie powinniśmy dbać o to, aby omega 3 było znacznie więcej niż omega 6, bowiem omega 6 w nadwyżce powoduje stany zapalne w organizmie. Stąd olej lniany jest tak polecanym olejem, ponieważ ma więcej omega 3. Jednak, aby skorzystać w pełni ze zdrowotnych właściwości oleju lnianego, należy go przechowywać w ciemnej butelce w lodówce i spożyć maksymalnie do 3 tygodni od otwarcia butelki. Stosujemy go oczywiście tylko na zimno.
Oliwa z oliwek to bardzo dobry tłuszcz jednonienasycony, przez co mniej podatny na oksydację niż oleje wielonienasycone. Jednak, aby zachować jak najwięcej z wartości odżywczych oliwy z oliwek, najlepiej stosować ją także na zimno. Wybierajcie oliwę o jak najlepszej jakości i zawsze w ciemnej, szklanej butelce. Najlepiej, jeśli na opakowaniu jest podana nazwa odmiany oliwek, z której jest tłoczona – to daje nam gwarancję, że nie była zmieszana z innymi olejami roślinnymi. Niestety, producenci często to robią, oszukując nas w ten sposób.

No dobrze, to co do smażenia, pieczenia czy duszenia?
Na pewno tłuszcze zwierzęce, czyli nasycone (smalec gęsi, masło, masło klarowane), najlepiej od zwierząt wypasanych na trawie z wolnego wybiegu. Ale jest jeszcze jeden tłuszcz, który króluje ostatnio w mojej kuchni – olej kokosowy. Jest to tłuszcz wyjątkowy, bo roślinny, ale nasycony.
Olej kokosowy, jeszcze do niedawna mało znany i raczej luksusowy produkt, stał się tłuszczem wokół którego zrobił się niezły szum. Najpierw został okrzyknięty olejem cudownie uzdrawiającym, a zaraz potem grono dietetyków wysypało na niego całą falę krytyki. Pomimo tego, olej kokosowy stał się podstawowym produktem sprzedawanym w większości marketów, a znajdziemy go najczęściej właśnie w dziale zdrowej żywności. Czy rzeczywiście warto go mieć w swojej kuchni?
Olej kokosowy składa się w 90% z nasyconych kwasów tłuszczowych, dzięki czemu jest bardzo stabilnym tłuszczem. Można go spokojnie przechowywać w temperaturze pokojowej. W bardzo ciepłe dni zrobi się płynny, ale to normalne zjawisko. Dzięki kwasom tłuszczowym o średnich łańcuchach, tłuszcz kokosowy nie wymaga żółci do trawienia, przez co jest bardzo dobrze wchłaniany. Dlatego też jest polecany osobom po resekcji woreczka żółciowego, u których trawienie tłuszczów jest zaburzone.
Istnieją dwa rodzaje oleju kokosowego: rafinowany i nierafinowany. Olej rafinowany jest bezzapachowy, dlatego jeśli komuś przeszkadza zapach kokosu to jest to lepsze wyjście. Olej nierafinowany ma na pewno lepszą jakość, ale też delikatny zapach kokosu. Mnie osobiście w niczym on nie przeszkadza, a wręcz dodaje potrawom ciekawych walorów smakowych. Używam go zarówno do smażenia, jak i pieczenia, a w połączeniu z oliwą z oliwek, jajkami i musztardą powstaje pyszny majonez.

ZDROWE PRZYPRAWY
Wyrzuciłam zwykłą SÓL, która jest pozbawiona jakichkolwiek minerałów, a na dodatek zanieczyszczona różnymi niepotrzebnymi dodatkami przeciwzbrylającymi. W swojej kuchni stosuję najzwyklejszą NIEOCZYSZCZONĄ sól kłodawską, pełną naturalnie występujących minerałów. Polecana jest również sól himalajska. Spotkałam się też z różową solą kłodawską – jest świetna.
PRZYPRAWY to kolejny punkt zmian. Wszelkie mieszanki ze wzmacniaczami smaku, tzw. żółte proszki, wędrują do kosza! Trzeba też uważać na gotowe mieszanki ziołowe, ponieważ w ich składzie może się również znaleźć cukier lub inne cuda. Najlepiej wybrać zioła pakowane pojedynczo i samodzielnie łączyć aromaty podczas gotowania. Przyprawy mogą mieć niesamowitą moc przeciwzapalną, którą warto wykorzystać w swojej kuchni. Najlepsze przyprawy o tym działaniu to kurkuma, cynamon cejloński, imbir suszony i pieprz. Natomiast wszelkie przyprawy ziołowe to oprócz walorów smakowych dodatkowa dawka makro i mikroelementów w naszym posiłku, dlatego nie żałujmy ich sobie.

WODA
Nie kawa, nie herbata, nie zupa i broń Boże nie smakowe napoje! Tylko woda! To bardzo istotny element zdrowej diety, ponieważ nasze ciało składa się w 70% z wody. Aby ten zbiornik wodny był czysty i spełniał swoje zadania, należy go wymieniać. Piękne porównanie jeziora bez dopływu świeżej wody, czyli zbiornika zamkniętego, oraz rzeki, w której woda cały czas płynie i wymienia się, ilustruje nasz zbiornik wody, którym jest ciało. Jeżeli nie dostarczamy organizmowi stałej i wystarczającej ilości wody, to stajemy się takim stęchłym, zanieczyszczonym jeziorem, które pokrywa się glonami i nieprzyjemnie pachnie.
Zatem pijmy wodę jak najczęściej! Najpierw zaraz po przebudzeniu się przynajmniej 2 szklanki na rozruch układu krążenia, a następnie pomiędzy posiłkami, minimum 30 minut przed posiłkiem i 2 godziny po. Jest to bardzo ważna informacja, ponieważ musimy pamiętać, że jakikolwiek płyn spożywany w trakcie trawienia posiłku, zakłóca ten proces. A jeśli już w żołądku trawienie jest zaburzone, to cały proces odbywający się w naszym układzie trawiennym nie działa tak jak powinien. Żołądek musi mieć mocno kwaśne środowisko, aby strawić białko. A białko to podstawowy budulec każdej komórki w naszym organizmie.
Wracając do wody… dobrze jest wsypać sobie do każdej szklanki wody szczyptę soli himalajskiej lub kłodawskiej. Nie zmienia to specjalnie smaku, a wzbogaca wodę o minerały i pozwala dłużej się jej zatrzymać w naszych komórkach, dzięki czemu może je skuteczniej oczyścić. Do wody możemy również wcisnąć sok z cytryny lub dodać łyżeczkę domowego octu jabłkowego, dzięki czemu wzmocnimy jeszcze bardziej jej działanie oczyszczające.

Pamiętajmy, że dostarczając naszemu organizmowi potrzebnych mu witamin i minerałów oraz jednocześnie nie obciążając go zbędnymi i toksycznymi substancjami, pozwalamy mu na regenerację i utrzymanie jego naturalnego stanu, czyli zdrowia. Tak, to zdrowie jest naszym naturalnym stanem! Czas najwyższy, żeby sobie o tym przypomnieć.

Zapraszam Cię do zapoznania się z moim blogiem Zdrowa Brzózka, gdzie znajdziesz jeszcze więcej informacji na temat świadomego podejścia do zdrowia.
https://www.zdrowabrzozka.pl/

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o