36-letnia Sylwia Wiatr od blisko 10 lat jest sędzią piłkarskim. W swoim dorobku ma sędziowanie spotkań na poziomie 5. ligi piłkarskiej mężczyzn i 1. ligi piłkarskiej kobiet. Oprócz tego mieszkanka Łęgu Tarnowskiego biega w maratonach, a niedawno wróciła z zawodów w japońskim Tokio. Jej marzeniem jest zaliczenie World Marathon Majors, czyli sześciu największych maratonów na świecie.
Sylwia Wiatr piłką nożną zafascynowała się za sprawą swojego taty, który od najmłodszych lat zabierał ją ze sobą na mecze piłkarskie. Mieszkanka Łęgu Tarnowskiego z wykształcenia jest nauczycielką wychowania fizycznego. Ponad 10 lat temu w pracy poznała jednego z sędziów piłkarskich, który zaproponował jej, aby i ona udała się na kurs sędziowski. To właśnie wówczas zaczęła się jej przygoda z gwizdkiem w ustach. – Nie da się ukryć, że kobiet sędziujących mecze piłki nożnej nie ma zbyt wiele. Od 10 lat należę do tego ekskluzywnego grona. Na swoim koncie mam już sędziowanie spotkań na poziomie 5. ligi piłki nożnej mężczyzn, a także 1. ligi piłki nożnej kobiet. Moim marzeniem jest sędziowanie na poziomie Ekstraligi kobiet. Jestem przekonana, że za jakiś czas uda mi się zrealizować ten cel – mówi Sylwia Wiatr, która nie ukrywa, że kobieta z gwizdkiem pomiędzy 22 mężczyznami biegającymi za futbolówką nie ma łatwego życia. – Może się wydawać, że kobietom jest łatwiej, ale na pewno tak nie jest. Kiedy rozpoczyna się mecz, żaden z zawodników nie zwraca uwagi na to, czy sędzią spotkania jest mężczyzna czy kobieta. Adrenalina bierze górę i zawodnicy często potrafią w dosadny sposób przekazać mi, co myślą o moich decyzjach sędziowskich. Oczywiście toleruję to do pewnego czasu. Kiedy jednak zauważam, że granice są przekroczone, sięgam do kieszeni po żółte lub czerwone kartki. Nienawidzę pokazywać czerwonych kartoników, ale w niektórych sytuacjach po prostu nie mam wyboru…
36-latka na swoim koncie ma już ponad 600 spotkań jako sędzia piłkarski. Z racji tego, że jest kobietą, nie ukrywa, że zdarzają się jej nietypowe sytuacje. – Zdarzało się, że zawodnicy mnie… podrywali. Proponowali przed meczami wspólne wyjście na kawę czy do kina. Niejednokrotnie otrzymywałam także przeróżne wiadomości w social mediach. Do dziś pamiętam zdarzenie, kiedy pojechałam na mecz 4.ligi jako asystentka sędziego głównego. Jeden z kibiców zasiadający na trybunach niemal przez całe spotkanie wykrzykiwał w moim kierunku swój… numer telefonu. Już po skończonym spotkaniu podszedł pod okna pokoju sędziów i dopytywał, czy na pewno go zapisałam. Na tym meczu był obecny mój chłopak, który po całym zdarzeniu z uśmiechem na twarzy oznajmił mi, że jeżeli nie zapamiętałam numeru, to nie mam się czym przejmować, bo… on go zapisał – śmieje się Sylwia i dodaje – Jestem tylko człowiekiem i zdarza mi się popełniać błędy. Zawsze po zakończonych meczach analizuję, co mogłam zrobić lepiej. Nie lubię jednak komentowania moich decyzji przez zawodników drużyn rywalizujących ze sobą na boisku. Ja nie komentuję błędów, które popełniają na murawie, więc także nie chcę, aby i oni „na gorąco” oceniali moją pracę. Zdarza się, że otrzymuję za swoje sędziowanie negatywne komentarze, ale jest także mnóstwo pochlebnych opinii. Do dziś pamiętam wydarzenie sprzed kilku lat, kiedy po jednym ze spotkań do pokoju sędziów wszedł trener przegranej drużyny, który był znany ze swojego negatywnego podejścia do arbitrów, a po tym spotkaniu pogratulował mi dobrze wykonanej pracy, zapraszając przy okazji do… świątecznego stołu, bo mecz rozgrywany był w Wielką Sobotę.
Drugą pasją Sylwii Wiatr jest bieganie. Od 2018 roku startuje w maratonach. Niedawno mieszkanka Łęgu Tarnowskiego wzięła udział w „Tokyo Marathon” w Japonii. – Uwielbiam biegać. Pierwszy maraton, jaki pobiegłam, odbył się w 2018 roku w Krakowie. Od tego momentu wystartowałam już w 11 tego typu biegach na dystansie 42 km. Maraton w Tokio był dla mnie cudownym przeżyciem. Bieg odbył się ulicami tego japońskiego miasta, a w jego trakcie mogliśmy podziwiać najważniejsze zabytki czy punkty widokowe – tłumaczy Sylwia Wiatr.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od przeszło 100 lat na ulicach największych miast świata rozgrywane są masowe biegi uliczne m.in. na dystansie maratońskim. W przeciwieństwie do igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, w maratonach ulicznych może wziąć udział prawie każdy. W największych imprezach, jak chociażby w Londynie, Nowym Jorku, Bostonie uczestniczy przeszło 30 tys. biegaczy zawodowców i amatorów. Najstarszy polski maraton organizowany jest w Dębnie.
– Maraton w Dębnie był do tej pory jedynym, z którego pokonaniem miałam poważne problemy. Niewiele brakowało, a zeszłabym z trasy. Warunki atmosferyczne podczas biegu były katastrofalne. Raz świeciło słońce, za chwilę padał grad, by po chwili z nieba sypał śnieg. Na szczęście w trakcie biegu dołączyłam do jednego z biegaczy i wspólnie pokonaliśmy trasę, wspierając się na poszczególnych kilometrach. Wiele osób pyta mnie, dla kogo są maratony? Uważam, że biegać długie dystanse może każdy, o ile odpowiednio wcześnie się do nich przygotuje. Sama każdego dnia biegam po 12-17 km. W ten sposób trenuję kondycję. Mój rekord życiowy na dystansie 42 km wynosi 3 godziny 12 minut i 4 sekundy i został przeze mnie ustanowiony 17 kwietnia 2023 roku na 127. Maratonie Bostońskim. Uważam, że jak na biegacza-amatora jest to naprawdę dobry wynik – tłumaczy Sylwia Wiatr, dodając, jakie cele stawia przed sobą w najbliższej przyszłości. – Na mistrzostwach Polski w maratonie zdobywałam już medale w klasyfikacji nauczycieli. Kolejne medale nie są dla mnie obiektem pożądania. W najbliższych latach chciałabym przede wszystkim zaliczyć World Marathon Majors, czyli zbiór sześciu największych maratonów na świecie, w skład którego wchodzą maratony w Tokio, Bostonie, Londynie, Berlinie, Chicago i Nowym Jorku. Obecnie brakuje mi startów w Nowym Jorku, Berlinie i Londynie. Jestem więc w połowie realizacji swojego marzenia…













![Maksymilian Kwapień wrócił na scenę w Tarnowie [ZDJĘCIA] Maksymilian Kwapień](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Koncert-13-218x150.jpg)










