Król kibiców jest z Tarnowa

0
Krzysztof Jakubek krol kibicow
Krzysztof Jakubek na stadionie w Sankt Petersburgu na meczu MŚ w piłce nożnej
REKLAMA

Miłość I – żużel
Wszystko zaczęło się od żużla. Trudno aby było inaczej, skoro rodzina Jakubków mieszkała w Mościcach nieopodal stadionu Unii i tata zabierał Krzysztofa „od małego” na wyścigi. – Niedawno byłem w klubie i natknąłem się na tableau wykonane z okazji awansu żużlowców do I ligi w sezonie 1967. Pomyślałem, że tyle lat minęło, a ja pamiętam niektórych zawodników oraz działaczy z tamtych czasów – zwierza się Krzysztof. Do tej pory Unia i żużel pozostają jego wielką miłością. Mieszka obecnie w Szwajcarii, nieopodal Bazylei, i kiedy tylko może przylatuje do Polski, by obejrzeć w akcji żużlowców swojego klubu w meczu ligowym, najczęściej w Tarnowie, ale nierzadko także w innych miastach. Tak jak dawniej, kiedy jeszcze na stałe mieszkał w Mościcach.
Pod koniec lat 80-tych zaczął wojażować na zawody żużlowe także za granicę. Pomysł zrodził się, kiedy obejrzał w telewizji transmisję z turnieju, który odbywał się w ówczesnej Czechosłowacji. – Pomyślałem, że warto tam się wybrać i zobaczyć jak organizowane są zawody. Wtedy jednak nie było to takie proste. Nawet wyjeżdżając do Czechosłowacji trzeba było mieć paszport, książeczkę walutową, a nawet zaproszenie. Załatwili mi je robotnicy pracujący tam na kontraktach. Jechałem do Pardubic na słynną „Zlatą Prilbę” pociągiem z dwoma kolegami przez cały dzień. To był 1987 rok. I tak się zaczęło. Problem pieniędzy udało się rozwiązać w prosty sposób. W Polsce zaczął wówczas raczkować rynek pamiątek żużlowych. – Coś się zabierało, sprzedawało koło stadionu i wyjazd potrafił się zwrócić. W 1990 roku pojechałem z bratem na mecz do Lublina, w którym w lidze polskiej debiutował mistrz nad mistrzami – Duńczyk Hans Nielsen. Mieliśmy ze sobą sporo jego plakatów. Rozeszły się na pniu, nie nadążaliśmy ze sprzedażą – wspomina.
Potem wyjazdy na zawody żużlowe były coraz częstsze i dalsze. Krzysztof zaliczył między innymi rundy Grand Prix na kontynencie australijskim, wiele zawodów na długim i lodowym torze w całej Europie i nie tylko. – Kiedyś pojechałem do Kazachstanu na mistrzostwa świata lodowych gladiatorów. W pewnym momencie nad stadion nadciągnęła taka mgła, że zawody trzeba było przerwać – Krzysztof prowadzi od początku notatki na temat swoich żużlowych wojaży. Wynika z nich, że odwiedził łącznie ponad sto torów. Znacznie więcej niż niejeden zawodnik przez całą swoją karierę! Pasja do sportów motorowych to jednak nie tylko speedway. Tarnowianin bywał na wyścigach Formuły 1, a nawet na Moto Grand Prix w dalekiej Japonii.


Miłość II – piłka nożna
Równolegle z żużlem rozpoczęła się przygoda z kibicowaniem piłkarzom. Na początku oczywiście Unii, ale także krakowskiej Wiśle. Wielką miłością okazał się jednak angielski klub FC Liverpool. Gwiazdy takie jak Ray Clemence, John Toshack, Kevin Keegan zauroczyły ówczesnego nastolatka. Po latach, kiedy wyjechał zarobkowo do Anglii mieszkał w Liverpoolu w pobliżu stadionu Anfield Road i często bywał na meczach. Jest członkiem klubu kibica The Reds.
W ubiegłym roku wydał majątek, aby polecieć do Kijowa na finałowy mecz Ligi Mistrzów, w którym jego ukochana drużyna rywalizowała z Realem Madryt. Wcześniej poleciał do słoweńskiego Mariboru obejrzeć swoich ulubieńców w meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów z tamtejszą drużyną. Krzysztofa nie mogło zabraknąć na finałach mistrzostw świata czy Europy. Podczas ostatniego mundialu do Rosji leciał trzy razy. Był na meczu grupowym w Kaliningradzie Chorwacja-Nigeria, przeżywał gorycz porażek na spotkaniach reprezentacji Polski, a potem wybrał się jeszcze do St. Petersburga na spotkanie o trzecie miejsce pomiędzy Belgią i Anglią oraz na moskiewski finał. Na ten ostatni mecz nie wylosował jednak biletu.
– Liczyłem, że kupię koło stadionu, ale ceny były horrendalne. Finał obejrzałem więc w telewizji, w jednej ze stołecznych restauracji. W drodze powrotnej miałem niemiłą przygodę. Planowałem wracać do Szwajcarii samolotami z międzylądowaniami w tureckich Ankarze i Stambule. W Ankarze zatrzymano mnie w areszcie lotniskowym, bowiem miałem tymczasowy paszport, do którego Turcy nie chcieli wbić obowiązkowej u nich wizy. W efekcie spędziłem na lotnisku w Ankarze 19 godzin, a potem odesłali mnie z powrotem do Moskwy i stamtąd poleciałem do Bazylei przez Saloniki. Pieniądze przeznaczone na wejściówkę na mecz przydały się na dodatkowe bilety lotnicze. Cóż, tak bywa – wspomina Krzysztof pechową podróż.

REKLAMA (3)

Miłość III – tenis
Takie „partyzanckie” przygody zdarzały się już wcześniej. Kiedyś będąc w Paryżu na turnieju tenisowym French Open nie miał gdzie spać, noc spędził więc w słynnym Lasku Bulońskim. – Wieczorem konserwa na kolację, potem nocleg na ławie, rano konserwa na śniadanie i na kort! Wszystko zaczęło się od kibicowania Wojciechowi Fibakowi, który był w latach 70. gwiazdą światowych kortów. Też chciałem być Fibakiem. Grałem z kolegami na podwórku w niby tenisa, najczęściej rakietkami do kometki – opowiada.
Z tenisem wiąże się kilkuletni etap życia Krzyśka w Stanach Zjednoczonych. Wizę dostał bez problemu w czasach, kiedy nie było o nią tak łatwo. Znajomy kupił mu bilet na tenisowy turniej US Open i ten bilet pokazał konsulowi. Z ważną wizą wjechał do USA, gdzie pozostał przez dłuższy czas. Ale na turniej oczywiście poszedł.
Teraz jeździ oglądać zawody tenisowe po całym świecie. Był na turniejach wielkoszlemowych, czyli tych najważniejszych, gromadzących największe gwiazdy. Oglądał mecze Agnieszki Radwańskiej podczas turnieju Masters w Singapurze. Słynna Karolina Woźniacki podarowała mu w Hong Kongu piłeczkę z autografem, kiedy nie mogła z powodu kontuzji wystąpić na korcie, a dowiedziała się, że przyleciał specjalnie dla niej, obejrzeć ją na turnieju. Do dziś wspomina finał Australian Open w Melbourne, w którym Rafael Nadal z Novakiem Djokovicem grali prawie sześć godzin! Niedawno przyleciał na kilka godzin do Zielonej Góry na mecz Pucharu Federacji z udziałem reprezentacji naszego kraju.
Rocznie tarnowianin zalicza kilkadziesiąt imprez, nie tylko w wymienionych dyscyplinach sportu. Wspomina choćby mecz siatkówki inaugurujący mistrzostwa świata Polska-Serbia na Stadionie Narodowym w Warszawie, zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich czy też mistrzostwa świata w szermierce weteranów, w których startuje regularnie jego starszy brat. W tym roku, oprócz turnieju tenisowego w Zielonej Górze był już na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Austrii oraz na Maderze na meczu ligi portugalskiej klubu, gdzie wychował się słynny Ronaldo – National Funchal z Bragą. W planie kolejne wyjazdy, wśród których nie zabraknie wizyt w rodzinnym mieście na żużlowym meczu „Jaskółek”. Bo Unia to jednak Unia. Była, jest i pozostanie najważniejsza. A jego wielkim marzeniem, które jak mówi, spełnić po prostu się musi, jest obejrzenie z trybun finału najsłynniejszego tenisowego turnieju na świecie, czyli wielkoszlemowego Wimbledonu. Sportowa i podróżnicza pasja Krzysztofa Jakubka ma jeszcze jeden wymiar. – Mam sporą kolekcję biletów z imprez, na których byłem, a także pamiątkowych długopisów, jakie zawsz kupuję w miejscach, które odwiedzam. A zwiedziłem ich naprawdę dużo. Poznałem wielu wielkich sportowców, ale też zwykłych kibiców w licznych krajach. Niektóre znajomości pozostały do dziś – podsumowuje Krzysztof Jakubek.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze