Maratończycy z koroną

0
80
Maraton
REKLAMA

Właśnie wrócili z ekstremalnie trudnego maratonu na Antarktydzie. Jan „koronę” już zaliczył, Joanna ma już zaliczone maratony na pięciu kontynentach i planuje dołączyć do kolegi na początku przyszłego roku. Jeśli jej plany się powiodą, będzie pierwszą Polką, której to się udało.

REKLAMA

Krok po kroku
Trudno uwierzyć w to, że Jan Kawa, człowiek, który jako siódmy Polak zdobył koronę maratonów, zaczął biegać amatorsko, kiedy stukała mu pięćdziesiątka!
–Wcześniej sportem się raczej nie interesowałem. Zacząłem biegać osiem lat temu dla czystej przyjemności, dla lepszego samopoczucia. Przez pierwsze trzy lata tylko trenowałem, starty zacząłem dopiero pięć lat temu. Pierwszy maraton pobiegłem w Krakowie, następny w Poznaniu. I tak się zaczęło – opowiada.
Cztery lata temu dołączyła do niego Joanna.
– Ponieważ Janek biegał już od trzech lat i miał za sobą pierwsze maratony namówił mnie do spędzania czasu wolnego w sposób aktywny. Po kilku treningach zaproponował, abyśmy wzięli udział w biegu na 5 km, który był współorganizowany przez tarnowskie Stowarzyszenie Sportowe Sokół. On wcześniej uczestniczył już w biegach przez nich organizowanych, np. Biegu Leliwitów w Tarnowie. Zaczynaliśmy oboje podobnie – od krótkich tras, stopniowo wydłużając dystans i tempo biegu. Potem pojawiła się myśl o udziale w zawodach na 10 km, a może nawet w półmaratonie. To miał być mój życiowy wyczyn. Wówczas Janek wpadł na pomysł przebiegnięcia maratonów na wszystkich siedmiu kontynentach.

Od Dubaju po Antarktydę
Pierwszym etapem był bieg w Dubaju, gdzie tarnowianin, reprezentant Stowarzyszenia Sportowego Sokół, ukończył maraton z czasem kwalifikującym go do udziału w biegu maratońskim w Nowym Jorku. Joanna pobiegła wówczas dystans 10 kilometrów. Potem było australijskie Sydney, a w Rio de Janeiro Joanna pobiegła swój pierwszy pełny maraton. Później Florencja, Luksor, Mauritius, Honolulu.
– Oczywiście zawsze staraliśmy się łączyć przyjemne z pożytecznym. Dlatego biegając w tylu fantastycznych miejscach, staraliśmy się jak najwięcej zwiedzać – opowiada Jan. W trakcie wyjazdów nie brakowało przygód. Kiedyś zdarzyło im się nie dotrzeć na zawody w Tanzanii, utknęli w Kenii, ale chyba największą przygodą był ostatni bieg maratoński, w którym uczestniczyli na Antarktydzie. Planowali tam pobiec w 2015 lub 2016 roku, ale w listopadzie otrzymali mail z informacją, że zwolniły się dwa miejsca w maratonie organizowanym w marcu, więc stwierdzili, że nie mogą przegapić takiej okazji. Sama podróż była ekscytująca: z Tarnowa do Warszawy, potem do Rzymu, kolejny etap to Buenos Aires i Ushua, miasto na samym południu Argentyny. Stamtąd rosyjskim statkiem popłynęli na Antarktydę. Bieg odbył się 10 marca, czyli pod koniec tamtejszego lata. Był bardzo trudny ze względu na ukształtowanie terenu, wzniesienia, trasę przeciętą strumieniami oraz…błoto. Z 200 uczestników, do mety dobiegło 129.

Marzenia się spełniają
Bieg maratoński to jedna z niewielu dyscyplin sportu, którą można zacząć trenować w każdym wieku, czego Jan Kawa jest najlepszym przykładem. Ale starty trzeba rozsądnie dozować.
–Są tacy, którzy próbują startów niemal co tydzień, ale dla amatora najbardziej rozsądne są dwa maratony rocznie. A codzienność to treningi, które sprawiają przyjemność. Ja biegam pięć razy w tygodniu‑ mówi.
Joanna dodaje natomiast, że maratony odmieniły jej życie.
– Niesamowite jest to, że na starcie biegu możemy stanąć wśród zawodowców i światowych gwiazd sportu. Czasami trudno nam uwierzyć, że to wszystko, czego doświadczamy dzięki bieganiu, naprawdę się dzieje. Nasza pasja odmieniła nasze życie. Jesteśmy żywym dowodem na to, że warto marzyć, stawiać sobie cele i wytrwale do nich dążyć. Marzenia się spełniają, trzeba tylko w to uwierzyć.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments