Nie jestem sierotką!

0
65
Joanna Mazur i Michał Stawnicki | foto: facebook.com/Joanna‑Mazur‑Michał‑Stawicki‑T11‑Ru­nning­‑Pair
REKLAMA

Złoty Londyn
Londyn 2017 rok. Na Stadionie Olimpijskim odbywa się finałowy bieg na dystansie 1500 metrów mistrzostw świata osób niepełnosprawnych. Na starcie staje sześć najlepszych niewidomych zawodniczek wyłonionych po biegu eliminacyjnym. Wśród nich na pierwszym torze w biało‑czerwonym stroju Joanna Mazur. Na oczach czarna przepaska, podobnie jak u jej rywalki. Tego wymaga regulamin. Joanna ma tzw. poczucie światła. W praktyce nie daje jej to żadnej przewagi, ale chodzi o to, aby szanse wszystkich były równe. Obok niej staje przewodnik‑ Michał Stawicki. Chłop jak dąb, ponad 190 centymetrów wzrostu, jest jej oczami podczas biegu. Są połączeni nierozciągliwą, 60‑centymetrową taśmą. Nie może w żadnym wypadku ciągnąć albo napędzać zawodniczki. Za to grozi dyskwalifikacja. Także wtedy, kiedy zrobi falstart lub przekroczy pierwszy linię mety. Jeżeli stracą ze sobą kontakt w miejscu oddalonym od mety dalej niż 10 metrów, to także będą zdyskwalifikowani. Przepisy są bardzo rygorystyczne.
Przed startem odbyli tradycyjny spacer, podczas którego Michał przekazał Joannie taktykę na bieg, w jego trakcie będzie przekazywał biegaczce odpowiednie komunikaty. To wszystko wypracowali podczas wspólnych, wielodniowych treningów i zgrupowań. Wreszcie strzał z pistoletu startera i ruszają. Polacy biegną początkowo z tyłu, w pewnym momencie wydaje się, że nie mają najmniejszych szans na jakikolwiek medal. Na ostatnie okrążenie wbiegają z kilkudziesięciometrową stratą do prowadzących przeciwniczek. Powoli zbliżają się do nich, a na ostatniej prostej po zewnętrznej, w stylu mistrza finiszu Adama Kszczota, wyprzedzają bezradne rywalki. Mają złoty medal, kolejny medal – nagrodę na mordercze treningi, wyrzeczenia, pasję i determinację. Mimo wszystkich przeciwności losu.

REKLAMA

Pod górę
Wzrok zaczęła tracić w dzieciństwie na skutek genetycznej, nieuleczalnej choroby, tzw. ukrytej dystrofii plamki. Początkowo jedno oko pokazywało rzeczywistość inaczej niż drugie i miała problem, aby ocenić, które pokazuje prawidłowo. Potem, kiedy poszła do szkoły podstawowej w Szczucinie, było już tylko gorzej. Pierwszej szkoły nie wspomina miło. – Podstawówkę skończyłam w Szczucinie, tam zaczęłam gimnazjum, które skończyłam już w Krakowie w szkole specjalistycznej dla słabowidzących i niewidomych. Miałam problem z rówieśnikami i niestety także z większością nauczycieli, którzy nie wykazywali chęci pomocy, chociaż uczęszczałam do klasy integracyjnej. Miałam tak naprawdę jedną koleżankę, która mi pomagała, a kiedy jej nie było, ja naprawdę nie miałam po co iść do szkoły. Po pierwszej klasie gimnazjum musiałam odpuścić. Dlatego przeniosłam się do Krakowa. Tutaj skończyłam gimnazjum, następnie technikum administracyjno‑biurowe, dwuletnią szkołę masażu i zdobyłam licencjat z promocji zdrowia ze specjalizacją zdrowia publicznego. Potem ukończyłam studia magisterskie w Łodzi – pedagogikę terapeutyczną z rehabilitacją.
Oprócz nauki Joanna zajęła się sportem, który okazał się wielką życiową pasją, ale także szansą na realizację marzeń i udowodnienie, że bariery nie istnieją. – Mam trzech starszych braci, zawsze brakowało im kogoś do składu, więc brali mnie. Sąsiadami rówieśnikami byli sami chłopcy. Jako dziecko marzyłam, aby pójść do wojska albo zostać policjantką. Ale w momencie, kiedy mój wzrok zaczął się psuć, radość z uprawiania sportu została mi zabrana. Zabraniano mi, bano się, że wysiłek fizyczny będzie pogarszał moją wadę – i tak było. Czułam się niepewnie, zagubiona, to były dla mnie trudne chwile. Do Startu Tarnów trafiłam, kiedy zaczęłam się odnajdywać w życiu – wiedziałam, że tracę zupełnie wzrok i że jest to proces nieodwracalny. Znalazłam to, co mnie cieszyło, czyli sport, a konkretnie bieganie. Miałam ochotę rozwijać się w tym kierunku, ale aby to robić, trzeba było należeć do klubu sportowego dla niepełnosprawnych.
W Krakowie takiego nie było, znalazła w Tarnowie. Pojechała na trening i tak została. Klub na miarę swoich możliwości bardzo jej pomaga, szczególnie kiedy przychodzi czas zgrupowań. – Kiedy wchodzimy w okres przygotowań, musimy z Michałem trenować cały czas wspólnie. To jest bardzo ciężka praca. Przed mistrzostwami świata to było 270 dni. Jesteśmy zawodnikami kadry narodowej, więc część zgrupowań mieliśmy zagwarantowanych centralnie, z częścią pomógł nam klub Start Tarnów, a częściowo płaciliśmy za zgrupowania sami – mówi Joanna i dodaje: Ogromnym problemem jest to, że Tarnów nie funduje stypendiów zawodnikom. Będąc trzykrotnymi medalistami mistrzostw świata i czterokrotnymi mistrzostw Europy, nie dostajemy z miasta żadnego stypendium, najwyżej jednorazową nagrodę. Jeżeli nic się nie zmieni, trzeba będzie pomyśleć o zmianie klubu, bo przecież chcemy trenować i musimy mieć z czegoś żyć. W styczniu staraliśmy się o stypendium socjalne – ministerstwo sportu nawet nie odpowiedziało na nasze pisma. Stąd podczas Gali Mistrzów Sportu zwróciłam się z prośbą o pomoc.

„Taniec z gwiazdami” i mistrzostwa świata
W styczniu Joanna wzięła udział w wielkiej gali polskiego sportu – rozstrzygnięciu plebiscytu na najlepszych sportowców w kraju. Wręczała jedną ze statuetek jako najlepszy niepełnosprawny sportowiec w 2017 roku. Wśród obecnych i byłych gwiazd polskiego sportu czuła się znakomicie. – Nie czuję się sierotką. Tak samo jak wszyscy inni sportowcy zasłużyłam, aby być w tym gronie. Ciężko nad tym pracowaliśmy. W ubiegłym roku zdobyłam wspólnie z Michałem cztery medale mistrzostw Europy, najwięcej z Polaków. Ogromnym wyróżnieniem dla mnie było to, że mogłam wręczać statuetkę najlepszemu sportowcowi z niepełnosprawnością. Wszyscy jesteśmy jedną sportową rodziną, nie czuję dystansu, że jestem osobą niepełnosprawną, a już na pewno nie czuję się kimś gorszym bądź lepszym. Mamy te same cele.
Podczas gali ogłoszono, że Joanna otrzymała i przyjęła zaproszenie do popularnego programu „Taniec z gwiazdami”. Niebawem wyruszy do Warszawy na treningi taneczne do show, który będzie emitowany na antenie Polsatu wiosną. – Zaproszenie do „Tańca z gwiazdami” otrzymałem oczywiście dużo wcześniej, bo ten program przygotowuje się z dużym wyprzedzeniem. Ja też długo zwlekałam z decyzją. Z Michałem zastanawialiśmy się nad udziałem, ponieważ nie znaliśmy terminu mistrzostw świata. Kiedy okazało się, że będą w listopadzie, zdecydowaliśmy się, że mogę wziąć udział w programie. Bardzo się z tego cieszę, w takim programie można poczuć swoją kobiecość. Szykuje się fajna przygoda i myślę, że to świetny sposób, aby odkryć w sobie coś nowego. Ważna jest też popularność tego programu, możliwość pokazania szerokiej widowni siebie jako osoby z niepełnosprawnością, pokazania, że potrafię na co dzień przełamywać mnóstwo różnych barier i stereotypów, pokonywać własne słabości i zahamowania. Ludziom często wydaje się, że osoby niewidzące są zwyczajnie życiowo nieporadne. Chcę udowodnić, że to nieprawda, że potrafię cieszyć się życiem, realizować własne marzenia, bo każdy człowiek z niesprawnością ma swoje pasje i cele. Wiem, że nie zobaczę już nigdy twarzy moich rodziców ani wschodu słońca, mogę to jedynie poczuć. Nie poprowadzę samochodu i nie będę mogła robić wielu rzeczy, ale chcę normalnie żyć, radzić sobie z codziennością, mam marzenia i plany. Nie zamierzam się poddawać.
Jesienią Joannę czeka najważniejsza impreza sezonu – mistrzostwa świata w Dubaju. Ważne także dlatego, że są kwalifikacją do olimpiady w Tokio.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o