(Nie)zapomniane drużyny (10). Siatkarki Tarnovii krok od ekstraklasy

0
77
REKLAMA

W siatkówkę w mieście generała Bema grano i przed wojną, ale prawdziwy rozkwit nastąpił dopiero po niej. Żeńskie drużyny miały Metal, Unia, ale najsilniejszą mogła się poszczycić właśnie Tarnovia. W latach 50‑tych dziewczęta z tego klubu wywalczyły między innymi Puchar Polski juniorek oraz mistrzostwo zrzeszenia „Ogniwo” i wicemistrzostwo zrzeszenia „Sparta”. Zawodniczki Tarnovii prezentowały bardzo solidny poziom II‑ligowy. Nic dziwnego, że występy siatkarek cieszyły się olbrzymią popularnością wśród kibiców. Tak wspominała tamte czasy w długiej rozmowie z redaktorem Romanem Kierońskim jedna z najlepszych siatkarek tamtych lat, później ceniony szkoleniowiec Eulalia Pichulska: – W klubie trafiłam na wspaniałych ludzi. Oprócz trenera Władysława Pyricha, na profesora Alojzego Skrzypka, zostałam nawet w późniejszym okresie jego asystentką. Miałam szczęście współpracować z Jasiem Rysiem, swego czasu asystentem samego słynnego „kata”, czyli Huberta Wagnera i trenera narodowej reprezentacji. Nie mogę nie wspomnieć długoletniej współpracy ze Stanisławem Malińskim (…) Pamiętam wspaniałą atmosferę z tamtych lat. O wiernych naszych kibicach, drzwiami i oknami usiłujących dostać się do wysłużonej hali tarnowskiego Metalu lub Szkoły Podstawowej nr 16, w której przyszło nam toczyć ligowe mecze. Sporo kibiców, co nas dziewczęta szczególnie radowało, jeździło z nami dosłownie po całej Polsce. W 1965 roku po doskonałych meczach w II lidze Tarnovia stanęła przed szansą awansu do I ligi, kwalifikując się do turnieju kwalifikacyjnego, który odbył się w Łodzi. Jeszcze raz oddajmy głos pani Eulalii Pichulskiej: – Do dziś z koleżankami wspominamy mecz z LZS Rajcza (…) Toczył się piąty set tego zaciętego pojedynku. Przy stanie 22:21 piłkę na stronę przeciwniczek zbijała będąca naszym asem atutowym Irka Milanicz. Jak zwykle huknęła jak z aramty. Znając uderzenie Irki, nie czekałyśmy na efekt. Utonęłyśmy we wzajemnych objęciach. Tymczasem piłka nieoczekiwanie trafiła w jedną z zawodniczek i wróciła na nasze pole gry, na którym została tylko Baśka Roik. Baśka na szczęście odruchowo przebiła piłkę i gra toczyła się dalej. Okazało się, że na radość było za wcześnie. W sumie ten pamiętny mecz wygrałyśmy 3:2. Do I ligi nie udało się jednak Tarnovii awansować. Ani wówczas, ani nigdy potem. Może doczekamy się takiego sukcesu ze strony obecnej drużyny UKS „Jedynka”. Na meczach ligowych swoich następczyń pojawiają się ich starsze koleżanki, które pól wieku temu tworzyły złote karty tarnowskiej siatkówki. I gorąco im kibicują!

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o