Panowie z rakietkami

0
115
tenis
REKLAMA

 

REKLAMA

Z kart historii
Tenis stołowy w Tarnowie ma długą historię. W okresie międzywojennym żydowski klub Samson był nawet pięciokrotnym drużynowym mistrzem Polski, a w ostatnich dziesięcioleciach to przede wszystkim kilka zespołów występujących na różnych szczeblach rozgrywek ligowych w kraju. O ile w samym mieście trudno znaleźć zespół z dużym potencjałem, to coraz lepiej w II lidze radzi sobie eksperymentalna drużyna z Olesna, złożona w dużej mierze ze sportowych weteranów, których aspiracje sięgają jednak wysoko.
Historia tenisa w Oleśnie, miejscowości obok Dąbrowy Tarnowskiej, sięga lat 70. Wtedy w miejscowej szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego pojawił się Tadeusz Łabędź, który zaczął rozwijać tenis stołowy. – To niezwykła postać, która zaraziła mnie i wielu innych zawodników pasją do sportu. Większość lokalnych tenisistów bardzo wiele mu zawdzięcza – mówi dawny podopieczny trenera, obecnie nauczyciel i zawodnik Tomasz Chmielewski. W Oleśnie szkolono wówczas młodzież, powstawały zespoły. Następnie zawodnicy trafiali najczęściej do Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie występowali w miejscowej Dąbrovii. Kiedy w latach 90. klub został rozwiązany, większość zawodników nie wiedziała, co zrobić.
Część tenisistów stołowych trafiła do drugoligowego UKS SP 1 Tarnów, a potem do sekcji Tarnovii. Inni wrócili do Olesna, bo tam Tadeusz Łabędź założył nowy zespół, który rozpoczął rywalizację od gry w III lidze. Po kilku latach UKS Agra Olesno awansował do II ligi. Wszystko dzięki sponsorowi, który wówczas zainteresował się tenisem stołowym. Marek Tatarczuch, prowadzący w Żabnie dobrze prosperującą firmę, zakochał się w tej dyscyplinie i postanowił zacząć wspierać finansowo sport w Oleśnie.


Olesno?
A gdzie to jest?
W ostatnich latach drużyna grała w III lidze, jednak w tym sezonie powstał pomysł sprowadzenia do Olesna najlepszych zawodników z regionu, aby móc występować w wyższej klasie rozgrywkowej. – Występujemy w II lidze, rozgrywając swoje mecze w Oleśnie, dzięki mariażowi z klubem z Krosna – mówi Marek Tatarczuch. Pomysł wypalił, bo do zespołu ściągnięto wielu zawodników ze sportową przeszłością i po latach posuchy w lokalnym tenisie stołowym w końcu coś zaczyna się dziać. Po pierwszej części rozgrywek zespół zajmuje trzecie miejsce w tabeli, ze stratą jednego punktu do lidera. Drużyna chce awansować do I ligi.
– Jeździmy na wiele meczów i wszyscy pytają nas, czy jesteśmy ze Śląska. Tam też jest Olesno ze słynnym w kraju zagłębiem tenisowym. Dziwią się, kiedy okazuje się, że przyjeżdżamy z małej, nieznanej miejscowości, w której powstał jednak bardzo dobry klub – mówi Adam Kieroński, jeden z sześciu zawodników klubu. Ma 42 lata, jest nauczycielem wychowania fizycznego i wicedyrektorem ZSO nr 5 w Tarnowie.
W klubie występuje także Tomasz Chmielewski, lat 47, także nauczyciel wychowania fizycznego. – Na co dzień pracuję w gimnazjum w Oleśnie, a ze sportem jestem związany niemal od dziecka. Wszyscy bawimy się tym, co robimy, jednak mimo to zespół wypracował już niezły poziom – opowiada. Tę zabawę bardzo poważnie traktuje jednak Konstantyn Puszkariow, 44 lata, były mistrz Ukrainy w kategoriach młodzieżowych. To największa gwiazda zespołu – niegdyś zawodnik polskich ekstraklasowych klubów. Obecnie mieszka w Bieczu, dwa razy w tygodniu dojeżdża 80 kilometrów na treningi do Olesna, gdzie prowadzi także zajęcia z dziećmi.
Jeszcze dalej mieszka Radosław Dudek, młody zawodnik, który na treningi dojeżdża aż z Jarosławia na Podkarpaciu, a na co dzień pracuje jako urzędnik miejski. Z kolei Grzegorz Włodek ukończył Politechnikę Krakowską i dziś jest programistą. Skład uzupełnia jeszcze Krzysztof Furtak, który kiedyś jako zawodnik Kryształu Ustronie Śląskie dawał sportowe porady samemu Lucjanowi Błaszczykowi.
Zespół złożony w większości ze sportowych weteranów jest najstarszą drużyną w II lidze. Mimo to w Oleśnie spotkali się zawodnicy, dla których tenis stołowy jest wielką pasją i sposobem na oderwanie się od codzienności. Klubowi sprzyja jeszcze jedno – niezwykła atmosfera małej miejscowości. – W Oleśnie wokół tenisa stołowego wytworzył się specyficzny klimat. Są ludzie oddani tej dyscyplinie sportu, jak na przykład wójt, dyrekcja szkoły, legendarny już trener Tadeusz Łabędź oraz sponsor, który jest przede wszystkim naszym przyjacielem – wylicza Adam Kieroński.

 

Sportowa pasja
Zespół z Olesna potwierdza, że sport to nie tylko komercja, ale przede wszystkim pasja i przyjemność, którą czerpią zawodnicy. W Oleśnie sportowcy nie mają podpisanych profesjonalnych kontraktów, nie grają też dla pieniędzy. – Bardziej od sukcesów liczy się sportowa atmosfera i ludzie, których spotykamy – mówi Krzysztof Furtak.
Klub jest fenomenem, bo choć powstał w niewielkiej miejscowości, zawodnicy najczęściej są bardzo doświadczeni, mają swoje życie zawodowe, zaś gra w drużynie jest dla nich przede wszystkim rozrywką, to mimo wszystko drużyna osiągnęła profesjonalny poziom i niedługo mogą spełnić się marzenia sponsora. – Od wielu lat inwestuję w tenis w Oleśnie, już teraz mamy kilka zespołów młodzieżowych, w których grają chłopaki z papierami nawet na ekstraklasę, a powstała w tym roku drugoligowa drużyna ma dużą szansę na awans do I ligi – mówi Marek Tatarczuch.
Tomasz Chmielewski, Krzysztof Furtak i Adam Kieroński występują także na zawodach weteranów, jeżdżąc na ogólnopolskie turnieje, z których przywieźli już wiele trofeów. Adam Kieroński wygrał też w ubiegłym roku Mistrzostwa Polski Nauczycieli i Pracowników Oświaty. Razem z Tomaszem Chmielewskim, Tadeuszem Łabędziem oraz jego synem Tomaszem są nauczycielami wychowania fizycznego i łącznie przywieźli z tego typu imprez sportowych niemal 30 medali.
Skąd pasja do tenisa stołowego? – Zaczynałem w latach 70. Wtedy nie było Internetu, w telewizji można było obejrzeć dwa programy. Sport był dla mnie oknem na świat, bo nawet wyjazd z Olesna na turniej do Tarnowa był wydarzeniem – mówi Tomasz Chmielewski. Adam Kieroński dodaje, że kiedyś miał dylemat. – Grałem w tenisa stołowego, piłkę nożną, a rodzice chcieli zrobić ze mnie akordeonistę. Ostatecznie wybrałem tenis i nie żałuję, bo spotkałem na swojej drodze wspaniałych ludzi, którzy mnie sportowo i osobowościowo wychowali – opowiada.
Klub z Olesna jest inny niemal w każdym wymiarze. Udowadnia, że pieniądze nie są w sporcie najważniejsze. Pokazuje, jak można cieszyć się z tego, co się robi. Zaprzecza powszechnemu wyścigowi szczurów, nieczystej rywalizacji, ciągłej pogoni za wygraną. A że pojawiają się sukcesy? – To tylko efekt uboczny – śmieją się zawodnicy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o