Czarne chmury i… przejaśnienia

0
55
Zimową przerwę drużyna z Niecieczy spędza na 9. pozycji w tabeli, mimo że nie tak dawno znajdowała się w strefie spadkowej | fot. Artur Gawle
REKLAMA

Jakby tego było mało, początek pierwszoligowego sezonu w wykonaniu „Słoni” okazał się fatalny, a drużyna szybko wylądowała na ostatnim miejscu w tabeli, mimo że miała rywalizować o ponowny awans do ekstraklasy. W ostatnich miesiącach nad Niecieczą ewidentnie zebrały się czarne chmury. Od niedawna jednak pojawiają się także przejaśnienia, bo ze sportowej zapaści drużynę próbuje wydobyć trener Marcin Kaczmarek.
W 2015 roku klub z niewielkiej Niecieczy wkraczał na ekstraklasowe salony w wielkim stylu, a w piłkarskim światku nie brakowało podziwu wobec drużyny z małej miejscowości, która w krótkim czasie przebyła drogę z ligi okręgowej do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Doceniano zaangażowanie właścicieli klubu, dotychczasowe osiągnięcia czy bazę sportową wybudowaną w Niecieczy.
Początkowo wszystko układało się nieźle, bo przez dwa sezony „Słonie” grały nie najgorszą piłkę i zdołały utrzymać się na ekstraklasowym poziomie, a nawet wystąpić w grupie mistrzowskiej. Do czasu…

REKLAMA

Pożegnanie w złym stylu
Sytuacja zmieniła się w poprzednich rozgrywkach. Jesienią pod wodzą Mariusza Rumaka drużyna grała słabo, a na ławce trenerskiej szybko zastąpił go Maciej Bartoszek. W efekcie wiosenną część sezonu w 2018 roku „Słonie” rozpoczynały na 14. miejscu w tabeli. Wciąż jednak sytuacja nie była fatalna, bo z gorszych opresji niecieczanie wcześniej wychodzili – potrzebowali tylko nowego otwarcia na wiosnę.
Problem w tym, że „szatnia” nie współpracowała z Bartoszkiem, który nie potrafił dogadać się z niektórymi piłkarzami. Konflikt eskalował w trakcie zimowych przygotowań, a niedługo po wznowieniu zmagań trener opuszczał już Niecieczę w złej atmosferze. Zespół przed degradacją miał ratować doświadczony Jacek Zieliński.
W finałowej fazie sezonu „Słoniom” szło wprawdzie jak po grudzie, ale wyniki były już nieco lepsze. Doszło nawet do tego, że drużyna była bardzo blisko utrzymania. Wszystko rozstrzygało się w maju w ostatniej kolejce, gdy w Gliwicach ekipa Zielińskiego rywalizowała z Piastem. Wystarczyło wygrać albo zremisować, aby pozostać w ekstraklasie. Niecieczanie zagrali jednak fatalne spotkanie, jakby nie zdawali sobie sprawy z jego rangi. Przegrali aż 0:4 i po raz pierwszy od lat spadli do niższej ligi.
Styl pożegnania z najwyższą klasą rozgrywkową rzucił niedobre światło na chwalony dotychczas klub z Niecieczy. W piłkarskim środowisku krytykowano brak zaangażowania piłkarzy, nieprzemyślane transfery, częste i nietrafione zmiany trenerów, nieprofesjonalne oświadczenia na temat medialnych publikacji czy emocjonalne wpisy zarządu na stronie internetowej. Ze strony klubu pojawiały się wprawdzie głosy, że taka ocena jest niesłuszna, ale były tylko wodą na młyn.


Fatalny początek
– Nasza droga w walce o najwyższe cele się nie kończy. Naszym zadaniem na najbliższy sezon jest powrót do grona najlepszych polskich drużyn – deklarowała zaraz po spadku Danuta Witkowska, prezes Bruk‑Betu Termaliki Nieciecza. – Odczuwamy wszyscy złość, ale nie mamy dylematów. Gramy dalej o ekstraklasę – wtórował Krzysztof Witkowski, właściciel firmy Bruk‑Bet.
Latem wydawało się, że „Słonie” są w stanie włączyć się w rywalizację o powrót do najwyższej ligi. Na tle wielu innych pierwszoligowców klub z Niecieczy dysponował imponującym budżetem, miał cenne doświadczenia i dobry „pakiet wyjściowy”. Mimo spadku Zielińskiego nie zmieniono, a w składzie zostało sporo doświadczonych zawodników, którzy w przeszłości występowali na ekstraklasowym szczeblu. Do tego sprowadzono trochę posiłków, w tym młodszych zawodników.
Szybko jednak okazało się, że pomylili się wszyscy ci, którzy sądzili, że „Słonie” albo zdominują pierwszoligowe rozgrywki, albo przynajmniej będą w ścisłej czołówce. Czarne chmury wciąż wisiały nad Niecieczą, bo drużynie w rundzie jesiennej tego sezonu długo nic nie wychodziło. Piłkarze grali słabo, tracili punkty w kolejnych spotkaniach, nie potrafili odnieść zwycięstwa przed własną publicznością.
– Nasza sytuacja jest fatalna – przyznawał już we wrześniu trener Zieliński, a chwilę później rozstał się z klubem. Po dziewięciu kolejkach sezonu „Słonie” zajmowały wówczas ostatnie miejsce w tabeli. Na swoim koncie miały tylko jedno zwycięstwo i dwa remisy.
Co najgorsze, drużynę z Niecieczy dopadł ogromny kryzys formy, bo nie ulegało wątpliwości, że możliwości piłkarzy, jacy znajdują się w kadrze Bruk‑Betu Termaliki, są znacznie większe niż ich odzwierciedlenie w postaci dotychczasowych wyników.
Zadanie wydobycia „Słoni” z głębokiego dołka otrzymał Marcin Kaczmarek, który po ponad roku przerwy od ligowej piłki wrócił na ławkę trenerską.

Kryzys zażegnany
Już w pierwszym meczu pod wodzą nowego szkoleniowca piłkarze Bruk‑Betu Termaliki odnieśli zwycięstwo. Im dłużej grali, tym osiągali lepsze wyniki. Łącznie we wszystkich jesiennych spotkaniach z Kaczmarkiem na ławce „Słonie” sześciokrotnie triumfowały, czterokrotnie remisowały, a tylko dwukrotnie kończyły pojedynki bez punktów. To dobry rezultat, zwłaszcza biorąc pod uwagę położenie klubu w momencie, gdy stery w nim przejmował nowy szkoleniowiec.
– Kiedy przychodziłem do Niecieczy, drużyna była w bardzo trudnej sytuacji. Teraz zespół na nowo uwierzył w to, że może dobrze grać w piłkę, punktować, regularnie wygrywać – mówi Kaczmarek. – Kończymy rok w dobrym nastroju i mam nadzieję, że będzie on trwał jak najdłużej, a pozytywne emocje zostaną przełożone na wiosenną część sezonu. Wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
O długo niewykorzystywanych możliwościach drużyny świadczy chociażby niedawne spotkanie w Pucharze Polski. Niecieczanie dotarli do 1/8 rozgrywek, gdzie zmierzyli się z Lechią Gdańsk, czyli aktualnym liderem ekstraklasy. Mimo tego grali z „biało‑zielonymi” jak równy z równym, a momentami nawet przeważali. Gdyby nie pechowa czerwona kartka i niefortunnie stracone bramki, pucharowa przygoda klubu mogłaby nawet nadal trwać.
Teraz „Słonie” skupiają się już tylko na lidze, gdzie wciąż wiele jest możliwe. Wyniki osiągane pod wodzą nowego szkoleniowca sprawiły bowiem, że na zachmurzonym dotychczas niebie pojawiły się przejaśnienia. Dość powiedzieć, że zimową przerwę drużyna z Niecieczy spędza na 9. pozycji w tabeli, mimo że nie tak dawno znajdowała się w strefie spadkowej. Przewaga nad niżej notowanymi zespołami nie jest wprawdzie duża, ale to specyfika niewielkich różnic punktowych w całej lidze, bo do Sandecji Nowy Sącz, która jako wicelider zajmuje miejsce premiowane awansem, „Słonie” tracą 11 punktów.
Wiosną przekonamy się o tym, czy ekipa Bruk‑Betu Termaliki na dłużej wróci na dobre tory. Wcześniej od 14 stycznia piłkarzy czekają zimowe przygotowania do rozgrywek. W ich trakcie „Słonie” wezmą udział w dwóch zgrupowaniach (w Cetniewie oraz w Turcji), a także rozegrają osiem meczów sparingowych. Przyszłoroczne pierwszoligowe zmagania rozpoczną się na początku marca.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o