Pierwszy gol i pierwszy punkt

0
78
fot. GPG

– Żeby pokonać jakąś drogę, trzeba zrobić pierwszy krok. Dziś go wykonaliśmy – mówił po spotkaniu trener Mariusz Rumak. W najbliższą sobotę jego podopieczni ponownie wystąpią na własnym stadionie, a rywalem będzie Legia Warszawa, która dotychczas nie najlepiej prezentowała się w meczach ze „Słonikami”.
Dwie początkowe kolejki nowego sezonu w wykonaniu Bruk‑Betu Termaliki nie były udane. Drużyna z Niecieczy na inaugurację przegrała u siebie 0:1 z Jagiellonią Białystok, następnie także 0:1 uległa w Krakowie tamtejszej Wiśle. W obydwu spotkaniach „Słoniki” miały problemy ze stwarzaniem sytuacji bramkowych, a trener Rumak testował różne warianty kadrowe.
Duże nadzieje wiązano więc z piątkowym meczem w ramach 3. serii spotkań, w którym piłkarze Bruk‑Betu Termaliki zmierzyli się przed własną publicznością z Zagłębiem Lubin. Rywal był jednak wymagający i dodatkowo zmotywowany dobrym początkiem sezonu – podopieczni Piotra Stokowca wygrali bowiem obydwa dotychczasowe mecze i byli jednym z trzech zespołów, które przed weekendową kolejką miały na swoim koncie komplet punktów. W poprzednich rozgrywkach lubinianie dwukrotnie pokonywali „Słoniki” i także teraz przyjeżdżali do Niecieczy tylko po triumf.

Remis wywalczony w końcówce
Pierwsza połowa spotkania nie zachwyciła. Początkowo goście byli aktywniejsi, potem gra się wyrównała, ale walka toczyła się przede wszystkim w środku boiska, a kiedy piłkarze próbowali przedostać się pod bramkę rywala, to ostatecznie nic z tego nie wynikało, nawet jeśli akcje wydawały się groźne. Statystyki są jednak bezwzględne – żadna z drużyn do przerwy nie oddała choćby jednego celnego strzału. Z poziomu meczu nie mógł być więc usatysfakcjonowany selekcjoner narodowej reprezentacji Adam Nawałka, który zasiadł na trybunach stadionu w Niecieczy.
Druga część spotkania rozpoczęła się obiecująco, ale dla kibiców przybyłych z Lubina. Niedługo po wznowieniu gry w prawym narożniku pola karnego znalazł się z piłką Alan Czerwiński, który zagrał płasko przed bramkę – futbolówka przepuszczona przez Jakuba Świerczoka minęła bramkarza i defensywę gospodarzy, a finalnie do pustej bramki skierował ją Martin Nespor.
Szybko strzelony gol nie wpłynął jednak zasadniczo na zmianę poziomu meczu. Zagłębie wraz z czasem postawiło na utrzymywanie się przy piłce i kontrolowanie sytuacji w środku pola oraz w defensywie, którą stanowiło już pięciu obrońców. Niecieczanie z kolei starali się przełamać strzelecki impas, ale w pojedynczych sytuacjach na posterunku był Martin Polacek. Wszystko wskazywało na to, że słowacki bramkarz po raz kolejny zachowa czyste konto. Piłka nożna okazała się jednak przewrotna – w końcówce doliczonego czasu gry golkiper Zagłębia, spisujący się dotychczas bardzo dobrze, wyszedł z bramki do piłki wrzucanej z dalekiego rzutu wolnego, ale nie trafił w nią, a ubiegł go David Guba, która zdobył głową gola zapewniającego „Słonikom” remis 1:1.
– Żeby pokonać jakąś drogę, trzeba zrobić pierwszy krok. Dziś go wykonaliśmy, zdobyliśmy pierwszą bramkę i punkt – mówił Mariusz Rumak na konferencji prasowej. – Na pewno nie zasłużyliśmy na to, żeby przegrać to spotkanie. Można dywagować, kto miał dłużej piłkę i ile sytuacji stworzył, ale Janek Mucha miał niewiele do wybronienia. Ten punkt da nam trochę pewności, bo brakowało jej w pierwszych piętnastu minutach. Druga połowa rozpoczęła się ciężko, popełniliśmy błędy, przeciwnik przeprowadził dobrą akcję. Ale w ostatnich dwudziestu minutach dążyliśmy do zdobycia bramki, choć Zagłębie się cofnęło, a nie jest łatwo w ataku pozycyjnym kreować sytuacje.
Bramka strzelona w końcówce i zdobycie pierwszego punktu złagodziły nieco nastroje wśród kibiców Bruk‑Betu Termaliki, którzy w piątek z trybun wyrażali już swoje rozgoryczenie strzeleckim impasem, w jakim stosunkowo długo znajdowały się „Słoniki”. Również piłkarze – choć zadowoleni z piątkowego rozstrzygnięcia – zdają sobie sprawę z niedostatków w grze drużyny, które również w meczu z Zagłębiem Lubin po raz kolejny się ujawniły.
– To szczęśliwy remis, bo sytuacji mieliśmy jak na lekarstwo. Cieszymy się, że w końcówce zdobyliśmy tę bramkę i pierwszy punkt, co jest budujące – komentował po spotkaniu Łukasz Piątek, jeszcze niedawno piłkarz Zagłębia Lubin, który przed sezonem trafił do klubu z Niecieczy i od razu został kapitanem. W wypowiedzi dla internetowej telewizji „Słoników” wtórował mu Vlastimir Jovanovic: Goście grali wysoko pressingiem, nie pozwalali nam rozgrywać piłki od tyłu, grało się ciężko, mieliśmy mało sytuacji podbramkowych. Staraliśmy się grać kombinacyjnie, ale to nam nie wychodziło, musimy lepiej zachowywać się pod bramką przeciwnika.

Bruk‑Bet Termalica Nieciecza – KGHM Zagłębie Lubin 1:1 (0:0).

Nespor 47. min., Guba 90+ min. BBT: Mucha – Fryc, Kecskes, Putiwcew, Maksimenko, Stefanik (46’ Mikovic), Kupczak, Piątek, Jovanovic, Misak (73’ Guba), Śpiączka (64’ Gutkovskis).


Legia przyjedzie do Niecieczy
Piątkowy mecz „Słoników” z Zagłębiem potwierdził popularną w środowisku piłkarskim tezę, że większość ekstraklasowych drużyn znajduje się na stosunkowo podobnym poziomie sportowym. Wszak lubinianie wygrali dotychczas obydwa spotkania, a niecieczanie tyle samo przegrali, ale duże różnice pomiędzy drużynami w piątek nie były widoczne. O zwycięstwie bądź jego braku rozstrzyga więc ostatecznie skuteczność w ofensywie, a tej na razie „Słonikom” brakuje. W efekcie drużyna z jedną zdobytą bramką i punktem na koncie zamyka ekstraklasową tabelę.
O ile w defensywie piłkarze klubu z Niecieczy radzą sobie nieźle i w kolejnym spotkaniu tylko raz pozwolili rywalowi zdobyć gola, o tyle postawa formacji ofensywnych wciąż pozostawia wiele do życzenia. Nie chodzi tylko o wykończenie sytuacji, ale też ich kreowanie. Zdają sobie z tego sprawę piłkarze i trener Rumak, który poszukuje różnych rozwiązań personalnych, ale na razie bez znaczących efektów. Szkoleniowiec zapytany na konferencji prasowej o indolencję „Słoników” w ofensywie, odpowiedział wprost, że jest nią zmartwiony, ale zarazem nadaje ona kierunek pracy.
– Bardzo dużo pracujemy nad tym, żeby akcje były płynne w końcowej fazie, żebyśmy zdobywali bramki. W meczu z Zagłębiem plusem było to, że wszystkie trzy zmiany były pozytywne. Ciągle szukamy optymalnego ustawienia w ofensywie, ale sytuacji jest mało, mało strzałów, bo brakuje nam odrobiny wyrachowania w ostatniej części akcji. Ale jesteśmy od tego, żeby było coraz lepiej – mówił szkoleniowiec „Słoników”. – Ten zespół potrzebuje czasu na to, żeby gra była lepsza, ale klub potrzebuje punktów i zdajemy sobie sprawę, że niezwykle istotny jest kolejny mecz z Legią.
Niecieczanie zmierzą się z Legią Warszawa w najbliższą sobotę w ramach 4. kolejki. Spotkanie ponownie odbędzie się na domowym stadionie klubu pod Tarnowem. Rywal jest wymagający, ale paradoksalnie sobotni mecz to dla „Słoników” bardzo dobra okazja, aby – posługując się retoryką trenera Rumaka – wykonać kolejny krok i odnieść pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Piłkarze i kibice mają prawo mieć nadzieję, że nawet wygrana z uczestnikiem Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie jest możliwa, ponieważ są ku temu różne powody.
Po pierwsze, Legia Warszawa przyjedzie do Niecieczy zmęczona, bo skupia się także na występach w europejskich pucharach, a zaledwie trzy dni przed pojedynkiem ze „Słonikami” rozegra rewanżowy mecz eliminacji do Ligi Mistrzów z FK Astaną. Po drugie, stołeczny klub już tradycyjnie nie zachwyca w lidze na początku sezonu i jak na razie ma na koncie po jednym zwycięstwie, remisie i przegranej (pierwsze zwycięstwo 2:0 Legia odniosła dopiero w minioną sobotę z Sandecją, ale styl gry warszawskiego klubu był nie najlepszy, tym bardziej że rywale przez większość meczu grali w dziesiątkę). Po trzecie wreszcie, nadzieję na pozytywny rezultat sobotniego meczu w Niecieczy stwarza dla gospodarzy historia dotychczasowych pojedynków obydwu ekip. Dość powiedzieć, że Legia dopiero w fazie finałowej poprzedniego sezonu po raz pierwszy w historii ograła ekipę Bruk‑Betu Termaliki, bo wcześniej to „Słoniki” wygrywały bądź remisowały.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o