Chemiczne derby dla gospodarzy

0
326
fot. www.azoty-pulawy.pl
REKLAMA

Zgodnie z powszechnym sądem tarnowianie jechali na kolejny mecz do Puław, po „jak najniższy wymiar kary”. Rywal to bowiem drużyna zdecydowanie wyżej notowana, walcząca rokrocznie o miejsce na podium, ograna w europejskich pucharach, mająca w swoim składzie reprezentantów Polski seniorów. Trudno więc było liczyć w tym wypadku na niespodziankę.

REKLAMA

Dobre złego początki
Pewnemu smaczkowi rywalizacji mógł nadawać fakt, że mecz miał swoisty charakter „chemicznego derby”, bowiem zarówno ekipa z Puław, jak i z Tarnowa sponsorowane są przez Grupę Azoty. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Tylko pierwsze minuty spotkania miały wyrównany przebieg. Wprawdzie dwie pierwsze bramki zdobyli puławianie, ale goście zdołali jednak wyrównać po trafieniach Łukasza Kużdeby oraz Mindaugasa Tarcijonasa.
Wynik wokół remisu oscylował jeszcze przez pierwsze kilkanaście minut spotkania. Podopieczni trenera Marcina Markuszewskiego w niczym nie ustępowali renomowanemu przeciwnikowi i potrafili „odgryźć się” na parkiecie. Co więcej, potrafili nawet objąć prowadzenie. Tak było w 17. minucie spotkania, kiedy po raz trzeci do bramki gospodarzy trafił doświadczony litewski obrotowy gości, Tarcijonas. Na tablicy wyników pojawił się wówczas rezultat 7:6 dla przyjezdnych. Obserwatorzy podkreślali ciekawą grę tarnowian w ataku, często dogrywali piłkę do obrotowego, nie zawsze jednak byli skuteczni. Dobrze w bramce gospodarzy spisywał się także Walentyn Koszowy.
Rywale popełniali natomiast błędy techniczne, wyglądało to tak, jakby grali sparing przed czekającymi ich meczami w europejskich pucharach. W końcu jednak wrzucili przysłowiowy drugi bieg, co dało im niemal natychmiastowy efekt. Zdobyli cztery gole z rzędu, tarnowianie odpowiedzieli jedynie trafieniem Wojciecha Dadeja. W końcówce pierwszej odsłony skutecznością błysnął Łukasz Rogulski, którego goście nie byli w stanie powstrzymać, chociaż Patryk Małecki dwoił się i troił między słupkami tarnowskiej bramki. W efekcie te ostatnie fragmenty pierwszej połowy praktycznie rozstrzygnęły losy spotkania. Drużyna z Puław schodziła do szatni na przerwę z przewagą siedmiu goli – 15:8, a przy tej różnicy potencjału jest zbyt doświadczonym zespołem, aby roztrwonić taką przewagę.

Siły na zamiary
Druga połowa okazała się bardzo zbliżona do pierwszej. Zaczęła się od dobrej postawy gości, którzy na bramkę zdobytą przez puławian odpowiadali swoim trafieniem. Skuteczny w tym okresie gry był zwłaszcza lewy rozgrywający Jakub Kowalik, który w efekcie okazał się najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny w tym spotkaniu. Na lepszych rywali było to jednak zbyt mało, przez cały czas utrzymywali bowiem przewagę, którą wypracowali w ostatnich fragmentach pierwszej odsłony. W 39. minucie gospodarze prowadzili różnicą sześciu goli i czuli się dosyć komfortowo. Wtedy jednak zespół prowadzony przez trenera Michała Skórskiego ponownie przyśpieszył. Dobry okres gry miał zwłaszcza Wojciech Gumiński. Lewoskrzydłowy trafił trzy razy z rzędu do tarnowskiej bramki i faktycznie było po meczu, bo przewaga miejscowych wzrosła do dziesięciu goli.
Ostatnie fragmenty nie zmieniły już niczego i z takim właśnie debetem bramkowym goście wyjechali z Puław. Trudno jednak mieć do nich jakiekolwiek pretensje, Puławy to rywal naprawdę z wysokiej, krajowej półki i chyba nikt rozsądny nie liczył na sensację w tej konfrontacji. Podkreślił to w pomeczowej wypowiedzi tarnowski szkoleniowiec Marcin Markuszewski, mówiąc – Mierzymy siły na zamiary. Pamiętajmy, że Puławy są zespołem z zupełnie innym budżetem i z zupełnie innym celem na koniec sezonu. Okazało się, że nie do końca wytrzymaliśmy fizycznie drugi mecz w tak krótkim czasie. Mamy problemy ze zmianami. Kiedy za tych teoretycznie podstawowych zawodników wchodzą zmiennicy, nie udaje nam się utrzymać dotychczasowego poziomu. Uważam, że ciągle jesteśmy w fazie zgrywania. Tak naprawdę pretensje do zespołu mogę mieć tylko o ostatnie 10 minut pierwszej połowy. Na drugą odsłonę wyszliśmy znowu ambitnie, z dużym animuszem, jednak zabrakło nam siły.
Tarnowian komplementował natomiast zdobywca czterech bramek dla gospodarzy Łukasz Rogulski – Dziesięć bramek w piłce ręcznej to znacząca różnica, ale z własnego doświadczenia wiem, jak to jest grać jako beniaminek, znam to uczucie. Czasami stres potrafi zżerać. Chłopaki radzą sobie jednak całkiem fajnie, ostatnio wygrali z Chrobrym, a to trudny przeciwnik. Na pewno nie jednemu w tej lidze napsują jeszcze krwi.
Najbliższe spotkanie Grupa Azoty rozegra ponownie na wyjeździe. Rywalem naszej drużyny będzie absolutny suweren ostatnich lat w polskiej lidze, niedawny zdobywca Ligi Mistrzów, zespół Vive Kielce. Mecz odbędzie się już dziś, w środę, 2 października, o godzinie 18.30.

Azoty Puławy – Grupa Azoty Tarnów 28:18 (15:8)

Grupa Azoty Tarnów: Małecki, Barnaś – Kowalik 5, Tarcijonas 3, Grozdek 2, Grabowski 1, Wojdan 1, Sanek 1, Nowak 1, Dadej 1, Kużdeba 1, Misiewicz 1, Pedryc 1, Lazarowicz, Niemiec.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o