Magia Areny nie zadziałała

0
357
fot. Tomasz Schenk
REKLAMA

Tarnowscy szczypiorniści i ich fani doczekali się wreszcie debiutu w Arenie Jaskółka. Nowa hala wypełniła się mniej więcej w dwóch trzecich, mecz oglądało prawie 3 tysiące kibiców. Pewnie byłoby ich więcej, gdyby mecz odbył się w weekend i gospodarze nie zanotowali ostatnio serii porażek. Magia Areny jednak nie zadziałała, bo zadziałać nie mogła. Zabrzanie to obecnie trzecia siła w kraju i okazali się zespołem dużo lepszym. Mecz przez cały czas mieli pod kontrolą.

Historyczny gol Kowalika
Tylko początek spotkania był sympatyczny dla tarnowian. Pierwsze honorowe podanie wykonał Janusz Terlecki, długoletni, niezwykle zasłużony działacz tarnowskiej piłki ręcznej. Potem, w pierwszej akcji spotkania historyczną, inauguracyjną bramkę w nowym obiekcie zdobył rozgrywający Grupy Azoty Jakub Kowalik. I na tym przyjemności się skończyły.
Goście szybko wyrównali. Jeszcze „odgryzł” się dobrym, celnym rzutem Łukasz Nowak, ale z minuty na minutę przewaga zabrzan, prowadzonych przez do niedawna wybitnego reprezentanta Polski Marcina Lijewskiego zaczęła rosnąć. Różnica klasy dała się odczuć przede wszystkim w rozgrywaniu ataku. Zawodnicy Górnika grali ciekawe akcje kombinacyjne, bramki zdobywali praktycznie z każdej pozycji, w pierwszej połowie często także potrafili wywalczyć rzuty karne, które na gole zamieniał niezawodny w tym elemencie gry Bartłomiej Tomczak. Natomiast tarnowianie „męczyli się”, w pierwszych minutach niemal przy każdej ich akcji sędziowie sygnalizowali grę na czas. A kiedy już oddawali rzut na bramkę, to często bronił go bardzo dobrze dysponowany w minioną środę golkiper Jakub Skrzyniarz. W 7. minucie Górnik objął prowadzenie po golu Aleksandra Buszkowa. Po wykorzystanym rzucie karnym przez Łukasza Kużdebę było 4:5, ale zaraz potem nastąpił lepszy fragment gry gości, co natychmiast przyniosło efekt 7:11. Tarnowianom nie pomagały nawet sytuacje, w których grali z przewagę jednego zawodnika, po 2‑minutowych karach dla rywali. Pierwszy taki okres przegrali 1:2. Po prostu nie mieli argumentów, aby przeciwstawić się lepszym rywalom, w dodatku, nie miał najlepszego dnia pewny zazwyczaj punkt drużyny Patryk Małecki. W efekcie między słupkami zastąpił go Dawid Ciochoń, a w drugiej połowie także Grzegorz Barnaś. Potem było 10:14, wreszcie w ostatnich fragmentach pierwszej połowy Górnik powiększył przewagę do 5 bramek 12:17.

REKLAMA

Pod kontrolą
Druga odsłona niestety nic nie zmieniła, co więcej pogłębiła jeszcze dystans pomiędzy rywalami. Po pięciu minutach drugiej połowy wynik brzmiał już 13:20, a dodatkowo sędziowie osłabili tarnowian karząc Mindaugasa Tarcojinasa. Rozpędzonych przeciwników dwa razy z rzędu zatrzymał świeżo wprowadzony na parkiet, wspomniany Grzegorz Barnaś, a po trafieniach Jakuba Kowalika i Mateusza Wojdana było 16‑22. Barnaś ponownie zaliczył kapitalną interwencję, a po niej przez całe boisko do pustej bramki rzucał Kamil Pedryc. Niestety jego próba tylko odbiła się od słupka.
Na kwadrans przed końcem wynik brzmiał 17:25 i było wiadomo, że Ślązacy łatwo wywiozą punkty z Tarnowa. Mogli sobie wtedy pozwolić na nieco luźniejszą grę, nic bowiem nie mogło im już odebrać zasłużonej wygranej. Tym bardziej, że zawodnicy Grupy Azoty ułatwiali im zadanie, grali bowiem chaotycznie w ataku, tracili sporo piłek, oddawali niecelne rzuty. A przyjezdni grali po prostu swoje. Nie do zatrzymania był reprezentant kraju Szymon Sićko, zdobywca 12 goli. Ostatnie 10 minut spotkania to już luźniejsza gra z obu stron. 23. gol dla gospodarzy padł po solowej akcji Alberta Sanka, który balansem ciała zwiódł defensorów trzeciego zespołu PGNiG Superligi. Lepsze momenty gospodarzy nie przeszkodziły jednak zabrzanom w odniesieniu pewnego zwycięstwa różnicą 10 trafień.

Grupa Azoty Tarnów‑ NMC Górnik Zabrze 23:33 (12:17)

Grupa Azoty: Małecki, Ciochoń, Barnaś – Kowalik 7, Kużdeba 4, Pedryc 3, Nowak 3, Sanek 2, Dadej 2 Tarcijonas 1, Wojdan 1, Tokuda, Grabowski, Jewuła, Grozdek.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o