Płacz i zgrzytanie zębów

0
230
fot. Tomasz Schenk

Kibiców, którzy liczyli w miniony piątek na wygraną ich ulubieńców w Arenie Jaskółka z Torusem Wybrzeże Gdańsk, spotkał kolejny srogi zawód. Po fatalnej drugiej połowie tarnowianie przegrali z drużyną, która plasuje się także w dolnych rejonach tabeli i prezentuje podobną klasę sportową. O porażce zadecydowała źle rozegrana druga połowa spotkania. Tym samym, przy zwycięstwie mieleckiej Stali w Szczecinie z Pogonią, jest już pewne, że w sezonie zasadniczym Grupa Azoty zajmie ostatnie miejsce w tabeli.

REKLAMA

Miłe złego początki
Gospodarze mieli przed tym meczem swoje kłopoty. Z powodów zdrowotnych nie wystąpili w nim bramkarz Patryk Małecki oraz najlepszy strzelec Jakub Kowalik. Brak Małeckiego nie był jednak tym razem odczuwalny, bowiem dobry mecz rozegrał Grzegorz Barnaś. Właściwie tylko jego można wyróżnić w zespole gospodarzy po tym meczu, niezłe fragmenty miał też Wojciech Dadej. Jakub Kowalik jedynie straszył rywali z ławki rezerwowych podobnie jak nowy nabytek tarnowian – obrotowy Japończyk Shichi Yoshida. Trener Marcin Markuszewski nieco „pożonglował” składem, w pierwszej siódemce wybiegł na parkiet kołowy Kamil Pedryc zamiast Mindaugasa Tarcijonisa, natomiast Kowalika zastąpił Paulo Grozdek.
Gospodarze dobrze rozpoczęli piątkowy mecz, tym razem nie mając problemów ze znalezieniem drogi do bramki rywali w pierwszych minutach spotkania. Najpierw przy sygnalizacji gry pasywnej drogę do siatki rywali znalazł Rennosuke Tokuda, a następnie Edgar Landim wykorzystał rzut karny i było 2‑0 dla Grupy Azoty. Początkowo dobrze spisywała się również obrona, która nie dopuszczała gdańszczan do łatwych sytuacji strzeleckich. To spowodowało, że właściwie przez całą pierwszą odsłonę gospodarze nadawali ton grze utrzymując jedno, dwu‑ lub trzybramkowe prowadzenie. W 14. minucie spotkania, kiedy trafił Kamil Pedryc, na tablicy pojawił się wynik 8:5 dla Grupy Azoty. Po bramce gości odpowiedział na 9:6 Łukasz Kużdeba. W 19. minucie gdańszczanie grali przez moment w czwórkę w polu, po wykluczeniu dwóch zawodników, co tarnowianie skwapliwie wykorzystali. Postacią numer jeden w zespole gospodarzy był tym razem bramkarz Grzegorz Barnaś, który bronił bardzo skutecznie, wygrywając pojedynki przede wszystkim ze skrzydłowymi rywala. Podobać mógł się także młody rozgrywający Wojciech Dadej, zaliczając kilka efektowanych asyst, sam też potrafił celnie rzucić. Goście stosowali dosyć prostą taktykę w ataku, często dogrywając piłki do kołowego, dysponującego znakomitymi warunkami fizycznymi Pawła Salacza. A ten zamieniał te podania na gole.
Z czasem gdańszczanie zmniejszyli nieco swoje straty, wykorzystali karę Paulo Grozdka i w 22. minucie przegrywali tylko różnicą jednej bramki. Po kontrze wykończonej przez Mateusza Wojdana, na pięć minut przed przerwą, przewaga gospodarzy znowu wzrosła do trzech goli 15‑12. Z biegiem czasu mecz się otworzył i obie drużyny seryjnie notowały skuteczne akcje ofensywne. Przy prowadzeniu tarnowian w 30. minucie, w ostatniej akcji pierwszej połowy przy piłce byli goście, ale po raz kolejny w świetnym stylu zastopował ich Grzegorz Barnaś i gospodarze schodzili do szatni prowadząc różnicą dwóch goli 17:15.

Koszmar drugiej połowy
Początek drugiej części spotkania nie zapowiadał jeszcze problemów. Trafiali Wojciech Dadej i bardzo efektownymi, silnymi rzutami Nikola Kedzo. W 36. minucie meczu gospodarze prowadzili jeszcze 19:16. I wtedy dopadł ich kryzys. Goście na drugą odsłonę wyszli mocno zdeterminowani. Zawodnicy Marcina Markuszewskiego musieli sobie radzić ze znacznie twardszą obroną rywali. Gdańszczanie w 40. minucie mogli doprowadzić do wyrównania, ale Dawid Ciochoń obronił rzut karny. Trafienie Kamila Adamczyka sprawiło już jednak, że wynik brzmiał 21‑21. Po chwili ten sam zawodnik wyprowadził swoich kolegów na pierwsze prowadzenie w spotkaniu.
Goście w ataku stosowali dwie zagrywki. Albo dogrywali piłki na koło, gdzie rządził i dzielił wspomniany Paweł Salacz, albo akcje kończył mocnymi rzutami z drugiej linii Kamil Adamczyk. Skutecznością imponował także Wojciech Prymlewicz. Ta trójka zawodników zdobyła w sumie aż 22 gole dla swojej drużyny. A gospodarze, kiedy wynik zaczął im się wymykać z rąk, kompletnie się pogubili. Zaczęli mnożyć znane z wielu poprzednich meczów błędy w ataku, a w obronie nie potrafili znaleźć recepty na wspomnianą trójkę rywali. Mimo tego w 48. minucie mecz wrócił do stanu równowagi, wynik brzmiał 26:26.
Dwa kolejne trafienia były autorstwa graczy Torus Wybrzeża, dlatego na osiem i pół minuty przed końcem zawodów to oni prowadzili 28‑26. Goście zaskoczyli rywali, grając w ostatnich fragmentach spotkania bez bramkarza, w siódemkę w ataku. Nadal bardzo ciężko szło szczypiornistom spod Góry św. Marcina zatrzymywanie kołowego rywali, Pawła Salacza. Na trzy i pół minuty przed końcową syreną gdańszczanie mieli już bezpieczny zapas czterech goli. Losy spotkania były tym samym rozstrzygnięte.

Grupa Azoty Tarnów – Torus Wybrzeże Gdańsk 31‑34 (17‑15)

Grupa Azoty: Barnaś, Ciochoń – Kużdeba 6, Landim 5, Pedryc 2, Tarcijonas 2, Dadej 4, Sanek 1, Wojdan 2, Kedzo 2, Grozdek 3, Tokuda 4, Lazarowicz, Grabowski.

W weekend, w ramach 25. rundy tarnowianie zagrają w Szczecinie z Pogonią.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o