Szału nie było

0
329
fot. Tomasz Schenk

Sportowego cudu nad Dunajcem i Białą nie było, bo być po prostu nie mogło. Zbyt duża jest różnica sportowego potencjału, aby tarnowianie mogli nawiązać równorzędną rywalizację z gigantem europejskiego szczypiorniaka, nawet jeżeli przyjechał na mecz w mocno niepełnym składzie. Kielczanie mieli za zadanie zdobyć punkty jak najmniejszym nakładem sił, zrobili swoje i wrócili do domu, udzielając gospodarzom srogiej lekcji, a pojedynek bardziej przypominał sparing lub mecz pokazowy, a nie ligowy.

Grali w dziesięciu
Vive przyjechało do Tarnowa okazałym, klubowym autokarem, ale równie dobrze mogło niewielkim busikiem. W meczowym protokole widniały bowiem nazwiska ledwie dziesięciu zawodników. Ale twierdzenie, że był to skład rezerwowy byłoby przesadą, chociażby dlatego, że na parkiecie Areny Jaskółka pokazało się czterech byłych lub obecnych reprezentantów Polski, którzy nadawali ton grze. Tarnowianie zaczęli bardzo nerwowo, różnica klas widoczna była od pierwszych gwizdków. Gubiąc piłkę w ataku narażali się na kontry rywali, które w modelowy sposób wykorzystywali skrzydłowi: Mateusz Jachlewski oraz Arkadiusz Moryto. Ten duet do przerwy rzucił aż 10 goli, z 17 zdobytych przez gości.
Pierwszą bramkę dla miejscowego zespołu zdobył w 4. minucie Jakub Kowalik. Jego dobra skuteczność w ataku oraz kilka udanych interwencji Patryka Małeckiego pozwoliły zawodnikom Grupy Azoty uniknąć pogromu w pierwszych 30 minutach. Dwie kontry mistrza Polski dały mu prowadzenie 8-4 w 10. minucie zawodów. PGE VIVE dołożyło dwa kolejne trafienia i przewaga uczestników Ligi Mistrzów wynosiła już sześć goli. Na dziesięć minut przed końcem goście prowadzili 12-6. Grupie Azoty Tarnów brakowało rozwiązań w ofensywie poza rzutami Jakuba Kowalika, stąd na przerwę drużyny schodziły przy pewnym prowadzeniu mistrzów Polski, różnicą aż 8 bramek. Jedynym momentem, który poderwał miejscowych kibiców w tej części gry była znakomita asysta Wojciecha Dadeja do Łukasza Kużdeby, kilkunastometrowe podanie na skrzydło, które kompletnie zdezorientowało dobrze grającą obronę rywali.
Druga połowa spotkania niewiele zmieniła. Trzeba przyznać, że trener Marcin Markuszewski nie pozostawał bierny na wydarzenia na parkiecie i stosował różne rozwiązania taktyczne w ofensywie. Tarnowianie próbowali więc rozbić blok obronny przeciwnika grając na dwóch kołowych, a nawet wycofując bramkarza i grając siedmiu w ataku. Na niewiele to się jednak zdało, a przykładem bezradności była sytuacja, w której nie potrafili zdobyć gola, grając w ataku w sześciu przeciwko czwórce kielczan. Nie nadążali za szybkimi wznowieniami gry przez Vive i kilka razy stracili gola dosłownie w kilka sekund po tym, jak sami cieszyli się z trafienia do bramki gości, w której w drugiej połowie pierwszego golkipera naszej kadry narodowej Mateusza Korneckiego zmienił junior Miłosz Wałach. Dobrze, że jego vis a vis Patryk Małecki starał się trzymać poziom. Zaliczył dwie świetne interwencje, broniąc między innymi rzut karny egzekwowany przez Branko Vujovicia. W 40. minucie goście prowadzili już różnicą dziesięciu bramek – 22:12, a w końcowej części spotkania, grając na luzie, jeszcze ją powiększyli. Ostatecznie wygrali 33:19. – Szału nie było, ale wstydu także nie – podsumował po meczu jeden z kibiców Grupy Azoty.

Nieudane debiuty
Kibice po raz pierwszy zobaczyli w składzie gospodarzy dwóch nowych zawodników Edgara Landima i Nicolę Kedżo, z pewnym zdziwieniem przyjęli natomiast fakt rozwiązania kontraktu z dotychczasowym kapitanem drużyny Łukaszem Nowakiem, który zasilił już mielecką Stal. Debiut nowych graczy był jednak, co tu kryć, po prostu nieudany. Portugalczyk „na dzień dobry” oddał łatwy do obrony rzut, źle dobrał do obrotowego, a za moment został wykluczony na dwie minuty za faul. Starał się wprawdzie walczyć w obronie, ale wymagania od niego są zdecydowanie większe, podobnie jak w przypadku Chorwata. Był praktycznie bezproduktywny w ataku, dosyć szybko zmienił go Japończyk Tokuda. Oczywiście po jednym meczu nie można ich przekreślać, muszą potrenować, zgrać się z resztą drużyny, ale jeżeli mają wnieść wartość dodaną dla walczącego o utrzymanie się w Superlidze zespołu, muszą grać dużo, dużo lepiej. Bo na razie, po środowej porażce i jednoczesnej wygranej Stali Mielec, tarnowianie spadli na ostatnią pozycję w tabeli.

Grupa Azoty: Małecki, Ciochoń, – Kowalik 7, Sanek 3,, Kużdeba 2, Tokuda 2, Tarcijonas 2 Wojdan 1, Grabowski 1, Grozdek 1 Niemiec, Landim, Kedżo, Dadej, Lazarowicz, Niemiec.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o