Pięć setów emocji z happy‑endem

0
106
fot. Tomasz Schenk
REKLAMA

„Jedynka” awansowała na 5. miejsce w tabeli. W najbliższą sobotę czeka ją trudne wyjazdowe spotkanie z zamykającym czołową czwórkę MKS‑em Dąbrowa Górnicza.
Tarnowianki były faworytem sobotniego meczu 7. kolejki, do którego przystępowały jako zespół z górnej części tabeli, który miał na swoim koncie cztery wygrane i dwie porażki w tym sezonie.
Przyjezdna ekipa z Torunia znajdowała się w dużo trudniejszej sytuacji, bo po spadku z Ligi Siatkówki Kobiet zespół został całkowicie przebudowany, a dotychczas nie wygrał jeszcze żadnego spotkania i zajmował ostatnie miejsce w zestawieniu. Budowlanych nie można było jednak zlekceważyć, bo ostatnio klub wzmocnił się trzema nowymi zawodniczkami, w tym Aleksandrą Stachowicz, która jeszcze niedawno występowała w „Jedynce”.
Otwierający set nie pozostawił wątpliwości, kto jest faworytem całej konfrontacji. Gospodynie grały bardzo dobrze, a rywalki popełniały banalne błędy. W efekcie tarnowianki cieszyły się z pewnego zwycięstwa 25:17, które byłoby jeszcze wyższe, gdyby nie lepsza postawa Budowlanych w drugiej części seta (bo na początku zostały całkowicie zdeklasowane).
Przebieg pierwszej partii okazał się jednak mylący. Po zmianie stron gra się bowiem wyrównała, a torunianki potrafiły prowadzić. Tarnowianki odrobiły jednak stratę i w końcówce miały piłkę setową w górze, ale zaprzepaściły swoją szansę, a ostatecznie przyjezdna ekipa wygrała 27:25.
Podopieczne trenera Mirosława Zawieracza doprowadziły do remisu w całym spotkaniu i złapały wiatr w żagle. W trzeciej odsłonie pojedynku kontynuowały lepszą grę, której tarnowianki nie były w stanie się skutecznie przeciwstawić, przez co rywalki wygrały 25:22 i objęły prowadzenie w meczu.
– Toruń wzmocnił się, występują tam ograne zawodniczki, dlatego mecz wyglądał, jakby walczyły dwa równorzędne zespoły – mówiła potem Paulina Bałdyga, rozgrywająca „Jedynki”. – Rywalki wprawdzie „nie dojechały” do nas na pierwszy set, ale my zaczęłyśmy potem popełniać błędy, a one grały już lepiej, więc sytuacja się odmieniła i musiałyśmy walczyć o doprowadzenie do tie‑breaka.
W czwartej partii zmobilizowane gospodynie nie pozwoliły już sobie na wpadkę. Przez większą część seta posiadały kilkupunktową przewagę, a chociaż w połowie ona zmalała, to w końcówce tarnowianki znów wzięły sprawy w swoje ręce i zagrały skuteczniej, dzięki czemu wygrały 25:20, tym samym doprowadzając do wyrównania w całej konfrontacji.
Losy meczu rozstrzygnęły się w tie‑breaku. Tarnowianki zaczęły bardzo dobrze i szybko wypracowały nawet czteropunktową przewagę. Emocji w hali PWSZ jednak nie zabrakło, bo chwilę później gospodynie roztrwoniły ją, a rywalki zbliżyły się do nich na odległość punktu. Decydująca część partii należała jednak do „Jedynki”, która triumfowała 15:13 i w całym spotkaniu 3:2.
– Taka właśnie jest żeńska siatkówka – podsumowywał Michał Betleja, szkoleniowiec zwycięskiej drużyny. – Na boisku grają żywe organizmy, a nie maszyny, które można zaprogramować według swoich oczekiwań. Często zdarza się tak, że mając dużą przewagę na początku spotkania, później gra się trudniej, bo w głowach coś się przestawia. W pierwszym secie napadliśmy na gości, potem pozwoliliśmy im na więcej, co się zemściło. Ale najważniejsze jest to, że dziewczyny pokazały charakter, potrafiły się odbudować i zwyciężyć, zapewniając kibicom sporo emocji.
W sobotę tarnowianki zagrają na wyjeździe w Dąbrowie Górniczej, gdzie zmierzą się z tamtejszym MKS‑em. To wymagająca drużyna, która jeszcze niedawno prowadziła w tabeli z kompletem zwycięstw na koncie. Ale jest do pokonania, o czym świadczy piątkowy mecz w Poznaniu, w którym Energetyk wygrał niespodziewanie 3:0. W efekcie ekipa z Dąbrowy Górniczej spadła na 4. miejsce w tabeli i plasuje się tuż przed tarnowiankami, które awansowały z kolei na 5. pozycję, mając ten sam dorobek punktowy (przy czym MKS rozegrał dotychczas jedno spotkanie mniej).

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o