Anna Chmura – Od zawsze zakochana w żużlu

0
139
REKLAMA

Czy kobiety lepiej od mężczyzn znają się na żużlu?
Jeśli idzie o sprawy czysto techniczne, to na pewno łatwiej mają mężczyźni, bo lepiej znają się na motoryzacji. Ale żużel to nie tylko motocykle. To coś znacznie więcej i płeć tutaj nie ma znaczenia.
Pytam, bo za tarnowski żużel znów odpowiadać będzie kobieta. Jak to się stało, że została Pani prezesem spółki żużlowej?
Propozycję pokierowania spółką otrzymałam już rok temu, ale z różnych przyczyn, o których nie chcę już mówić, nie dane było mi objąć tej funkcji. Tym razem jednak postanowiono ogłosić konkurs na prezesa. A ponieważ spełniałam wszystkie kryteria, w żużlu zakochana jestem od zawsze, to złożyłam dokumenty. Po przesłuchaniu na posiedzeniu rady nadzorczej, podczas którego przedstawiłam swoją wizję funkcjonowania spółki, dowiedziałam się, że moja kandydatura została zaakceptowana jednogłośnie.
Uzasadniając Pani wybór przewodniczący rady nadzorczej Jerzy Putowski powiedział, że w tarnowskim żużlu nie jest obcą osobą – zna Pani to środowisko i w tym środowisku jest znana. Od kiedy chodzi Pani na żużel, skąd zainteresowanie akurat tym sportem?
Gdy byłam dzieckiem, na żużel do Mościc zabierali mnie starsi bracia. Potem już sama chodziłam i byłam tak zafascynowana tym sportem, że na studia wybrałam się do Rzeszowa a nie do Krakowa, by mieć bliżej do toru żużlowego i w wolnym czasie popatrzeć na zmagania żużlowców, choćby na treningach. Ponieważ studiowałam filologię angielską, byłam przydatna, gdy do Tarnowa zawitali pierwsi obcokrajowcy z Zachodu, m.in. Mitch Shirra i Jeremy Doncaster – pracowałam jako tłumaczka. Prowadziłam sekretariat zawodów, pomagałam też Piotrowi Rolnickiemu, gdy zakładał w Machowej klub żużlowy. Odwiedziłam prawie wszystkie stadiony żużlowe w Polsce, jeździłam z kibicami m.in. na mecze wyjazdowe do Bydgoszczy, Torunia czy Gniezna. To wszystko zaowocowało nawiązaniem sporej liczby serdecznych, przyjacielskich kontaktów. Po podaniu do publicznej wiadomości informacji, że zostałam prezes żużlowej Unii, dzwonią z gratulacjami ludzie z całej Polski.
Pamięta Pani swój pierwszy pobyt na stadionie przy ul. Zbylitowskiej? Co to były za zawody?
Pamiętam dokładnie pierwsze zawody. Był to mecz ze Stalą Rzeszów i było to w 1986 roku. Chociaż w pewnym momencie z nieba zaczęły się lać strumienie wody, przez co mecz został przerwany, to było jednak dla mnie olbrzymie przeżycie. Tak duże, że nie wyobrażałam sobie już później życia bez żużla. Przeżywałam wzloty i upadki tarnowskiej drużyny, również osobiste dramaty zawodników. Gdy poważnego urazu kręgosłupa doznał Eugeniusz Błaszak, to wraz z koleżanką wynajęłyśmy pokój w Reptach Śląskich, gdzie istnieje ośrodek rehabilitacji neurologicznej, by pomagać mu w powrocie do zdrowia. Działałam przez kilka lat w Tarnowskim Towarzystwie Żużlowym – poszukiwałam wraz z innymi osobami sponsorów, którzy wsparliby działalność szkółki żużlowej, a także młodych zawodników w początkowym okresie kariery. Udało się nam m.in. sfinansować wyjazdy juniorów na zawody w ramach Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski, Brązowego Kasku, a nawet na treningi zagraniczne. Pomagaliśmy rozwiązywać różne problemy szkolne i wychowawcze adeptów, sama chodziłam na przykład na wywiadówki, jeśli była taka potrzeba.
Słyszałem, że swoją pasją do speedway’a potrafi Pani zarazić innych. Podobno nawet proboszcz w Tarnowcu, gdzie Pani mieszka, stał się zagorzałym fanem żużla?
To fakt, że swoją pasją chętnie dzielę się z innymi. Zależy mi zwłaszcza na zainteresowaniu żużlem dzieci i młodzieży, bo to najlepsza gwarancja, że w naszym kraju i mieście ten sport będzie się rozwijał. W Zespole Szkół Publicznych w Tarnowcu od lat organizowałam spotkania z żużlowcami, wymyśliłam też akcję „Szkolni kibice”, w ramach której zorganizowane grupy uczniów z Tarnowa i regionu były bezpłatnie wpuszczane na mecze w Mościcach. A ks. proboszcz Stanisław Skowron od kilku lat jest fanem żużla, to też fakt. Dwa lata temu poświęcał nawet motocykle żużlowców przed pierwszym meczem ligowym. Myślę, że podobną ceremonię trzeba będzie zorganizować przed najbliższym sezonem.
Teraz jednak nie będzie Pani już występować w roli kibica, tłumacza czy społecznika pomagającego z zewnątrz, ale prezes żużlowej spółki. Poradzi Pani sobie?
Gdybym nie wierzyła, że się uda, to nie wystartowałabym w konkursie. Powiem tak: zrobię wszystko, aby po zakończeniu sezonu znów nie było dyskusji czy żużel będzie w Tarnowie czy też nie, bo w kasie brakuje pieniędzy, a zamiast tego toczyła się dyskusja, jak najlepiej promocyjnie wykorzystać kolejny sukces tarnowskiej drużyny…
Ma Pani jakieś obawy? Może coś nie wyjść?
Zarządzanie spółką to wiele elementów, które tworzą jedną całość. Zawsze istnieje ryzyko, że któryś trybik w maszynie nie zadziała.
Jaki ma Pani pomysł na pozyskanie dodatkowych sponsorów, bo wiemy już, że dwóch głównych – Azoty i Tauron, utrzymania w stu procentach ekstraligowej drużyny nie udźwignie?
Trzeba mocno pracować nad poprawą wizerunku klubu, nad tym, aby atmosfera wokół żużla w Tarnowie była jak najlepsza. To warunek podstawowy. Trzeba doceniać każdego sponsora, niezależnie od wielkości jego pomocy. Trzeba też przygotować profesjonalną ofertę marketingową i wyjść z nią poza Tarnów, poszukać chętnych do reklamowania się poprzez żużel także w innych miastach, gdzie nie ma drużyny żużlowej na wysokim poziomie, np. w Krakowie.
Na linii kibice – zarząd klubu w ostatnich latach nie układało się najlepiej. Czy będzie Pani chciała coś zmienić w tym względzie, bo przecież bez wielotysięcznej widowni, która zazwyczaj towarzyszy zmaganiom zawodników na mościckim stadionie, istnienie żużla w Tarnowie nie miałoby sensu?
Tarnowscy kibice żużlowi to najlepsi kibice w Polsce, a organizowane przez nich oprawy to prawdziwy majstersztyk. Wszyscy to wiedzą. Są oni ważną częścią każdego meczu, dlatego będę robić wszystko, aby byli zadowoleni z działalności organizacyjnej klubu i warunków stwarzanych im na stadionie. To moje zadanie, bo o właściwy poziom sportowy zadba Marek Cieślak, najlepszy chyba trener, jakiego możemy mieć. Jestem ponadto otwarta na podpowiedzi i propozycje od wszystkich, którym zależy na tarnowskim żużlu.
Co chciałaby Pani powiedzieć tym, którzy wyrażają niezadowolenie z dokonanego wyboru prezesa?
Jestem otwarta i potrafię przyjąć krytykę, ale wtedy gdy jest ona merytoryczna. Każda praca wymaga wiele czasu i wysiłku, a oceniać należy efekty podjętych działań. Dlatego proszę o szansę i czas na działanie…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o