Bartosz Jurecki: Grupa Azoty to ambitny zespół

0
401

Rozmowa z BARTOSZEM JURECKIM, byłym wybitnym reprezentantem Polski, obecnie szkoleniowcem Piotrkowianina Piotrków Trybunalski

REKLAMA

Bartosz Jurecki to postać doskonale znana kibicom szczypiorniaka nie tylko w Polsce. Były reprezentant kraju grający na pozycji obrotowego, medalista mistrzostw świata, przez wiele sezonów gracz Bundesligi, najlepszej ligi piłki ręcznej na świecie. Obecnie, po zakończeniu kariery, prowadzi klubową drużynę z Piotrkowa Trybunalskiego.

– Czy Pana zdaniem sytuacja, jaka od lat występuje w Superlidze – że jest to liga „kilku prędkości” to zjawisko korzystne dla rozwoju męskiej piłki ręcznej w Polsce, czy niekoniecznie?
– A co rozumie Pan pod pojęciem ligi „kilku prędkości”?

– To, że mamy dwa zespoły Vive Kielce i Orlen Wisłę Płock, będące poza zasięgiem innych rywali, kilka drużyn aspirujących do trzeciego miejsca na podium i „maluczkich”, dla których sukcesem będzie utrzymanie się w Superlidze, takich jak na przykład prowadzona przez Pana drużyna lub chociażby Grupa Azoty Tarnów…
– Taki jest po prostu rynek w Polsce, zresztą nie tylko w naszym kraju. Jeżeli przyjrzymy się ligowym rozgrywkom w innych krajach na przykład na Węgrzech, w Słowenii czy Chorwacji, zauważymy, że tam ligi zbudowane są w podobny sposób, niektóre drużyny w nich dominują. Po prostu, kto ma pieniądze, ten rządzi w lidze. Niestety piłka ręczna nie jest aż tak popularna, żeby przyciągać wielu poważnych sponsorów. A przecież bez nich trudno zatrudniać markowych zawodników do wielu klubów. Ale one potrzebne są także na rozwój młodzieży. A ten rozwój, szkolenie młodych zawodników, jest w Polsce bardzo słaby.

– Z czego to wynika? Czy przespaliśmy okres kilkunastu lat, kiedy między innymi Pan grał w reprezentacji narodowej i zdobywał z nią medale mistrzostw świata i Europy, a Polska miała liczącą się, wysoką pozycję na świecie?
– Wie Pan, to już chyba pytanie nie do mnie, ale do Związku Piłki Ręcznej w Polsce, bo to on jest odpowiedzialny za sprawy szkoleniowe. Niedawno utworzono Ośrodki Szkolenia Piłki Ręcznej, które mają poprawić jakość pracy z młodzieżą, ale myślę, że powinniśmy wspólnie działać, rozpocząć przede wszystkim od dobrego wykształcenia trenerów, aby potem ci szkoleniowcy potrafili pracować z dziećmi ze szkół podstawowych i młodzieżą z liceum. Takiego systemu w naszym kraju nie ma. Każdy stara się pracować po swojemu. W efekcie gdzieniegdzie można znaleźć jakieś perełki, ale jest ich bardzo niewiele. Na tak duży kraj, z tak dużą liczbą mieszkańców jak Polska, jest to słaby wynik.

– Mnie osobiście optymizmem napawa fakt, że jest grupa szkoleniowców, w niedalekiej przeszłości wybitnych zawodników, którzy objęli stery w zespołach klubowych. Pan prowadzi Piotrkowianina, Marcin Lijewski jest trenerem Górnika Zabrze, a Bartłomiej Jaszka – Zagłębia Lubin. Młodzi trenerzy, którzy sami sporo osiągnęli na parkietach, mogą odbudować naszą piłkę ręczną?
– Faktycznie tak teraz jest, w Tarnowie jest przecież także młody trener Marcin Markuszewski. Problemem jest jednak to, że my nie dostajemy do pracy zawodników, których uczymy szczypiorniaka od podstaw. Pracujemy z zawodnikami już ukształtowanymi, o pewnych nawykach i brakach. Jeżeli oni nie zostali na początkowym etapie nauczeni podstaw, to trudno potem zmienić ich nawyki, kiedy mają 25 lat. Tutaj chodzi o to, żeby zawodnik, który zaczyna grać w Superlidze czy I lidze, potrafił prawidłowo podać piłkę, wykonać rzut, miał tzw. przegląd boiska i wiedział, jak zachować się w określonej sytuacji podczas meczu.

– Wróćmy na moment do wątku popularności piłki ręcznej w naszym kraju. Jak ją pan ocenia na tle innych gier zespołowych?
– Żeby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, pewnie trzeba by przeprowadzić odpowiednie badania, ale wiadomo, że jest duża konkurencja: piłka nożna, siatkówka, ostatnio spore sukcesy zanotowali polscy koszykarze. Hale wypełniają się kibicami. U nas niestety tak nie jest. Myślę, że jeżeli chodzi o zainteresowanie grami halowymi, przegrywamy tutaj z siatkówką, koszykówką, a po piętach depcze nam futsal, który ma coraz więcej kibiców.

– Zawsze wyniki kadry narodowej są takim motorem napędowym zainteresowania daną dyscypliną i wzrostu poziomu. Po waszych sukcesach niewiele zostało, obecna reprezentacja „morduje” się z Kosowem czy Izraelem, zamiast grać jak równy z równym z najlepszymi. Czy widzi Pan chociaż światełko w tunelu i możliwość powrotu w perspektywie czasowej do niedawnych lat świetności?
– To jest problem pewnej dziury pokoleniowej, która wytworzyła się, kiedy spora grupa zawodników zakończyła swoje kariery sportowe. Oczywiście trzymam kciuki za dobrą pracę trenera kadry i moich następców, i bardzo chciałbym, aby było lepiej. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze.

– Na zakończenie naszej rozmowy chciałbym poruszyć jeszcze lokalny, tarnowski temat. Miejscowy zespół wrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej po długich 25. latach z zadaniem utrzymania się w niej. Jak pan ocenia Grupę Azoty na podstawie chociażby meczu z Piotrkowianinem?
– Tarnów to młoda drużyna, wsparta jedynie kilkoma ogranymi, starszymi zawodnikami. Jest bardzo ambitna i waleczna. Na pewno potrzebuje trochę czasu, aby nabrać doświadczenia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o