Bogdan Dudek – Siatkarski postęp

0
76
REKLAMA

Przed rozpoczęciem sezonu siatkarskiego dużo mówiło się w Tarnowie o nowo budowanej drużynie „Jedynki”. Teraz mamy za sobą już ponad połowę sezonu, po której zajmujecie szóste miejsce w tabeli. Satysfakcjonuje Pana ta pozycja?
Zakładałem przed sezonem, że będziemy walczyć o miejsca w przedziale 3‑7, jak na razie udaje się realizować ten plan. Sytuacja w lidze jest dość czytelna, bo po pierwszej rundzie wyraźnie zaznaczyła się dominacja trzech drużyn, ale tuż za nimi jest zespół Pogoni Proszowice. Pogoń z kolei jest lepsza od drużyn z dolnej strefy tabeli. Mam nadzieję, że pozostaniemy w strefie neutralnej, czyli od piątego do siódmego miejsca, żeby nie musieć później walczyć o utrzymanie.
Przed sezonem najbardziej obawiał się pan braku zgrania zawodniczek. Czy jest już lepiej i dziewczęta rozumieją się na parkiecie?
Na pewno jest postęp, ale nadal mamy pewien kłopot. Zawodniczki w większości spotykają się wyłącznie na treningach, ponieważ pochodzą z różnych miejscowości i nie mają możliwości, żeby spędzić razem dodatkowy czas, a to jest bardzo wskazane w grach zespołowych. Liczy się nie tylko trening, ale także bliższa więź, którą nawiązuje się w innych sytuacjach, a ona później procentuje na parkiecie. Odczuwam wciąż pewien niedosyt.
Ciekawe jest to, że lepiej radzicie sobie na wyjazdach niż u siebie…
A to dlatego, że zespół odczuwa dużą presję w meczach przed własnymi kibicami. Trudno jest mi wyperswadować dziewczynom ten niepotrzebny stres. Na mecze przychodzą różne osoby: prezesi firm sponsorskich, rektor tarnowskiej PWSZ, miejscowi decydenci, dyrektorzy, samorządowcy. To są ludzie, którzy decydują o obliczu tego miasta i dziewczęta czują na sobie dużą odpowiedzialność. Są też prezesi klubu, którzy robią bardzo wiele, bo zarządowi zależy na tym, żeby siatkówka rozwijała się w mieście. Prowadziłem różne kluby, pracowałem w wielu miejscach i nie spotykałem jeszcze takiego zaangażowania. Jestem pełen uznania i szacunku dla pracy zarządu klubu. To są ludzie na wysokim poziomie intelektualnym i kulturalnym, a dziewczyny to widzą i tym bardziej nie chcą zawieść ich oczekiwań. Myślę, że ta zbytnia motywacja czasem je przerasta i objawia się niepotrzebną nerwowością na parkiecie.
Niejednokrotnie w tym sezonie było też tak, że graliście dobrze, a mimo tego w decydującym momencie czegoś brakowało…
Ciekawe jest to, że dziwnym trafem większość zespołów swoje najlepsze mecze rozgrywa właśnie z nami. Tak było w Myślenicach, Rzeszowie czy Biłgoraju. Pogoń Proszowice swój najlepszy mecz rozegrała w Tarnowie, pogrążyła nas wtedy jedna zawodniczka. Podobnie było w przypadku Siarki Tarnobrzeg. To dość dziwna sytuacja, jestem tego świadomy, ale nie za bardzo mam możliwość coś zmienić… Poza tym prześladuje nas ostatnio jakiś ogromny pech. W tej chwili mamy poważnie kontuzjowane cztery podstawowe zawodniczki. Jest ciężko, ale musimy sobie jakoś radzić. Było też przecież wiele momentów, które świadczyły o tym, że dziewczęta naprawdę potrafią grać na wysokim poziomie.
Co w grze tarnowskiej „Jedynki” wymaga poprawy?
Już na początku sezonu straciliśmy istotny element w budowaniu tego zespołu – mieliśmy dwie rozgrywające, ale okazało się ostatecznie, że nie jesteśmy w stanie sprostać żądaniom menadżera jednej z nich. Ola Stachowicz przestała być naszą zawodniczką, nie rozegrała ani jednego meczu, nie otrzymała licencji. Pozostała jedna rozgrywająca, która ma teraz słabszy sezon. Znam ją od wielu lat i widziałem, że grała inaczej. Opieramy się w tej chwili na 17‑letniej wychowance klubu, która ma bardzo duże predyspozycje, ale nie ma jeszcze doświadczenia. Rozegranie jest niezwykle istotne i mamy z nim problemy.
A co z kwestią hali, w której „Jedynka” będzie grać? Dotychczas najczęściej występowaliście w hali TOSIR‑u, sporadycznie w hali I LO. Brak stałego, własnego miejsca nie sprzyja chyba drużynie?
Bardzo dobrze układa się nam współpraca z PWSZ i prezesem AZS‑u, z którym zresztą jesteśmy kolegami od wielu lat. Liczymy na to, że po oddaniu do użytku nowej hali sportowej PWSZ to właśnie tam będziemy grać. Byłoby to atrakcyjne dla zawodniczek, które mogą się i uczyć, i trenować w jednym miejscu. Mam nadzieję, że poprawią nam się też warunki bazowe. Teraz tak naprawdę gramy na wyjazdach, bo w hali TOSIR‑u odbywamy tylko jeden trening. To wszystko sprawia, że dziewczęta nie czują się najlepiej w tej hali.
Drużyna „Jedynki” miała w tym sezonie ważne zadanie: zainteresować tarnowian siatkówką, stworzyć perspektywy dla rozwoju tego sportu w mieście. Czy ta siatkarska koniunktura jest w tym momencie lepsza?
Widzę duże zainteresowanie ze strony kibiców, na mecze przychodzi kilkaset osób. Znam historię tarnowskiego sportu i pamiętam o jego sukcesach. Nie tylko żużel, ale także koszykówka czy piłka ręczna stały kiedyś na wysokim poziomie, więc tarnowscy kibice są wyrobieni sportowo, a mimo tego przychodzą oglądać siatkówkę. Mamy też niespotykane dotychczas zainteresowanie ze strony zarządu klubu, który bardzo dużo robi. Poza tym świetnie pracuje się z młodzieżą, bo w poszczególnych kategoriach wiekowych drużyny „Jedynki” są w czołówce województwa i to stwarza pozytywne perspektywy temu sportowi w Tarnowie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o