Ewelina Tobiasz: Po pierwsze, siatkówka!

0
48
REKLAMA

 

REKLAMA

Mam szczęście, że udało nam się spotkać i porozmawiać w Tarnowie, bo chociaż to Twoje rodzinne miasto, to niezbyt często tutaj przyjeżdżasz…
To prawda. W ciągu roku szkolnego jestem w Tarnowie cztery, czasem pięć razy, a w wakacje najdłużej mogę spędzić w domu dwa tygodnie. Teraz na szczęście mam tydzień przerwy, więc mogłam przyjechać do rodziny.
Zacznijmy od początku… Masz 18 lat, na co dzień występujesz w pierwszoligowym SMS‑ie Sosnowiec, jesteś reprezentantką Polski w siatkówce w kategorii juniorów i uczennicą Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Skąd pomysł na uprawianie siatkówki?
Jestem osobą, która nie potrafi wysiedzieć w miejscu, muszę ciągle coś robić. Przez półtora roku trenowałam więc judo, ale nie spodobało mi się, bo jest to zbyt kontaktowy sport. Pomyślałam wtedy o siatkówce, ponieważ podobały mi się mecze siatkarek w telewizji i słyszałam wiele pochlebnych opinii o tej dyscyplinie. W szóstej klasie podstawówki zaczęłam więc chodzić na treningi do pani Alfredy Bujoczek, która trenowała drużyny Jedynki w I LO. Po roku zostałam powołana do reprezentacji wojewódzkiej, później zagrałam w Turnieju Nadziei Olimpijskich w Miliczu i tam powołali mnie do reprezentacji Polski.
Miałaś wtedy 14 lat, Twoja kariera rozwijała się błyskawicznie i bardzo szybko trafiłaś do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu.
Na początku nie wiedziałam nawet, że taka szkoła istnieje, dowiedziałam się dopiero w drugiej klasie gimnazjum i pomyślałam, że może warto powalczyć o miejsce. Było ciężko, bo byłam początkującą zawodniczką, wiele moich konkurentek miało zdecydowanie dłuższy staż, ale trener stwierdził, że może coś ze mnie kiedyś będzie (śmiech). Tak trafiłam do Sosnowca. O tym, że będę tam chodziła do szkoły, dowiedziałam się jednak w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego.
To musiała być radykalna zmiana w Twoim życiu. Zupełnie nowe otoczenie, zostawiona w Tarnowie rodzina… Trudno było podjąć decyzję o wyjeździe?
Przede wszystkim chciałam się rozwijać, a wiedziałam, że ta szkoła daje duże perspektywy i otwiera wiele drzwi na drodze do sportowej kariery. Rodzicie też mi kibicowali i od początku mocno wspierali, akceptowali każdą moją decyzję, bo wiedzieli, że w Tarnowie nie ma możliwości siatkarskiego rozwoju na takim poziomie jak w Sosnowcu. Z kolei ja już wtedy myślałam o siatkówce bardzo poważnie i wiązałam z nią swoją przyszłość.
Nie żałowałaś tego, co zostawiłaś w Tarnowie? Ludzi, którzy dotąd cię otaczali?
Na początku było bardzo ciężko wytrzymać bez mamy, taty, rodzeństwa i przyjaciół. Ale szybko przyzwyczaiłam się, bo tempo życia i ilość obowiązków w szkole sprawiają, że nawet nie ma czasu zatęsknić za domem. Są przecież telefony, jest Internet. Pomogła mi w tym wszystkim jedna cecha: pociąg do nowości, czegoś nieznanego.
Jak wygląda dzień w Szkole Mistrzostwa Sportowego?
Zaczynamy śniadaniem o 7:30, potem mamy dwie godziny treningu na siłowni, albo indywidualne zajęcia z trenerami, którzy eliminują nasze niedociągnięcia. Później są lekcje w szkole, obiad, a po nim druga część lekcji. Po południu mamy trening związany już z typową grą siatkarską. Po kolacji do godziny 23 możemy się uczyć lub odpoczywać, nie możemy jednak opuszczać szkoły.
Czy jest w ogóle czas na zabawę, jakieś życie towarzyskie?
Tego typu atrakcje są tylko wtedy, kiedy wracamy do domu. W szkole, jeśli już nawiążemy znajomości z innymi, to na ogół spotykamy się na stopie towarzyskiej w niedzielę, kiedy jest czas na to, żeby poplątać się po mieście, spotkać ze znajomymi.
Potwierdzasz, że życie młodego sportowca wiąże się z mnóstwem wyrzeczeń.
Tak, ponieważ trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Nie ma rozrywek w ciągu tygodnia, nie ma niezdrowego jedzenia, fast foodów czy pizzy, w domu nie ma nas przez 10 miesięcy w roku… To konsekwencja wyboru sportowej drogi.
Co jest w tej siatkówce, że mimo tylu wyrzeczeń wciąż chcesz ją uprawiać?
Właściwie to sama nie wiem, ale kiedy odbijam piłkę na parkiecie, czuję się spełniona i radosna. Siatkówka często wymaga wiele potu czy bólu, kiedy trzeba grać z kontuzją, ale to jest coś, co kocham i sprawia mi to wielką radość. Bez zamiłowania do sportu nie dałoby się w tej szkole funkcjonować. U mnie na pierwszym miejscu jest więc siatkówka, potem nauka, a następnie cała reszta.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o