Jestem dobrej myśli

0
386
Marcin Markuszewski
REKLAMA

– Do tej pory związany był Pan z Trójmiastem. Czy objęcie funkcji trenera beniaminka Superligi na drugim końcu Polski można potraktować jako szkoleniowy skok na głęboką wodę?
– Ja tego tak nie traktuję. Od kilku lat prowadzę zespoły w najwyższej klasie rozgrywkowej i mój przyjazd do Tarnowa traktuję po prostu jako przyjazd do pracy. To, że jest to daleko od Gdańska nie ma najmniejszego znaczenia. Zresztą Tarnów i okolice to nie jest dla mnie nowe miejsce, ponieważ moja mama pochodzi z Mędrzechowa koło Dąbrowy Tarnowskiej.

REKLAMA

– Zapewne orientuje się Pan, że Tarnów jest prawdziwą szkoleniową kuźnią. Stanisław Majorek, Stanisław Kubala, Ryszard Skutnik to bardzo doświadczeni i uznani szkoleniowcy z wieloma sukcesami na koncie i pracą z kadrą narodową w różnych kategoriach wiekowych. Nie będzie się Pan przy nich czuł jak uczeń, obserwowany i oceniany przy tablicy przez srogich nauczycieli?
– Absolutnie nie. Jestem oczywiście młodym szkoleniowcem, ale pewne doświadczenie mam, bo zacząłem pracować jako trener dosyć wcześnie i prowadziłem zespoły na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Myślę, że trzeba po prostu robić swoje. A trener, niezależnie od wieku i stażu pracy, zawsze będzie obserwowany i oceniany. Z drugiej strony naturalną koleją rzeczy jest fakt, że szansę dostają młodzi trenerzy. Wystarczy popatrzeć na to, kto prowadzi drużyny z Superligi. Znam oczywiście trenerów, o których Pan wspomniał, ale nie mam problemu z tym, że będą mnie oceniać. Mam już jakiś swój warsztat, lecz też ciągle się uczę i chcę uczyć dalej.

– Jak ocenia Pan pierwsze sparingi z przyszłymi ligowymi rywalami?
– Na pewno zespół jest zmęczony przygotowaniami fizycznymi i zdaję sobie sprawę, że te sparingi nie są przyjemnością dla kibica, ładne dla oka, ale ładnie ma wyglądać gra za miesiąc, jak zacznie się sezon ligowy. Na wynik patrzymy, lecz absolutnie się tym nie przejmujemy. Musimy się zgrywać, doskonalić w warunkach meczowych to, co ćwiczymy na treningach, każdy z chłopaków występuje na parkiecie w mniej więcej równych jednostkach czasowych. I tak naprawdę w tych kategoriach należy rozpatrywać te spotkania.

– Podstawowym zadaniem, z którego będzie Pan rozliczany, będzie utrzymanie zespołu beniaminka w Superlidze…
– Na pewno będę chciał zespół SPR trochę wprowadzić w Superligę, bo większość zawodników na tym poziomie jeszcze nie grała. Mamy nowych graczy, ja też jestem nowy, zespół mocno pracuje, mamy dużo czasu, powinno być coraz lepiej. Musimy ciężko pracować, lecz mamy szansę powalczyć. Nie będziemy pompować balonika oczekiwań, że będziemy mistrzami, ale liczymy na pomoc całego miejscowego środowiska piłki ręcznej.

– Obserwatorzy podkreślają często, że pomiędzy I ligą, w której przez lata występowali tarnowianie a Superligą jest olbrzymia różnica, wręcz sportowa przepaść. Czy podziela Pan ten pogląd?
– Oczywiście, różnica jest duża, tak pomiędzy Superligą a I ligą, jak pomiędzy I a II ligą. To są kolosalne przeskoki.

– Czy w takim razie skład SPR oparty na zawodnikach z I ligi, wzmocniony jedynie kilkoma graczami z superligowym doświadczeniem, ale nie będących gwiazdami piłki ręcznej, skład skrojony na miarę finansowych możliwości beniaminka, daje perspektywy skutecznej rywalizacji z trudnymi przeciwnikami?
– Jestem dobrej myśli. Udało nam się stworzyć zespół ambitny. Pozyskaliśmy kilku doświadczonych zawodników. To są szczypiorniści, którzy poprzychodzili do nas z klubów, jakie z różnych względów nie przedłużyły z nimi kontaktów, albo oni z klubami. Mają więc sobie i innym sporo do udowodnienia, a ambicji im nie brakuje. Zależało mi też, aby miejscowych chłopaków zostało w drużynie jak najwięcej. Bo dla kibica jest dużą przyjemnością, kiedy w składzie gra sporo wychowanków, zawodników, którzy wywalczyli awans. Im też coś się należy. Każdy powinien dostać swoją szansę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na razie nie mamy dwóch wyrównanych siódemek, jak czołowe zespoły, na przykład zespół z Zabrza, z którym graliśmy. Brakuje nam na pewno zawodników na pozycji rozgrywających, przede wszystkim leworęcznego rozgrywającego. Cały czas pracujemy nad pozyskaniem takiego zawodnika. To nam da zdecydowanie większe możliwości manewru. Z kilkoma zawodnikami zagranicznymi nie doszliśmy do porozumienia, ale cały czas szukamy.

– Czy Superliga będzie w nadchodzącym sezonie ponownie ligą różnych prędkości? Vive, potem Wisła Płock, kilka innych drużyn z medalowymi ambicjami, średniacy, i ci, którzy walczą tylko o utrzymanie?
– Superliga faktycznie była taką ligą różnych prędkości, ale mam wrażenie, że to się jednak nieco zaczyna zacierać. Słabsze drużyny mają szansę rywalizacji z ekipami z górnej części tabeli. Oczywiście Vive czy Wisła to drużyny zupełnie inaczej budowane, one mają reprezentować nas w Lidze Mistrzów. Ale musimy z nimi walczyć i się od nich uczyć. Będziemy w tym roku jedynym beniaminkiem i jednocześnie jedyną niewiadomą wśród najlepszych. Myślę, że to będzie dla nas plus. Nie spisywałbym więc nas na straty.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o