Niskie loty po tarnowsku

0
99
lotnictwo
REKLAMA

Jeszcze do niedawna Aeroklub Ziemi Tarnowskiej, którym Pan kieruje, prowadził bardzo aktywną działalność. Promowaliście lotnictwo m.in. poprzez bardzo udane pikniki lotnicze. Ale ostatnio o was cicho. Nie ma już w Tarnowie i regionie zainteresowania lataniem, samolotami…?
Szczerze mówiąc, trochę stanęliśmy w miejscu. Kiedy w 2002 roku, po dwóch latach zabiegów, udało nam się uwolnić wschodnią część miasta z lądowiskiem z tzw. strefy ochronnej Zakładów Azotowych, która powodowała całkowite zamknięcie nieba nad Tarnowem, naszą ideą była popularyzacja lotnictwa i prowadzenie szkoleń. Skończyło się na dwóch piknikach lotniczych, które zorganizowaliśmy i stanęliśmy przed ścianą. Po pierwsze, brak jest jakichkolwiek szans polepszenia warunków na naszym lądowisku przy ulicy Lotniczej, które ma ograniczone możliwości przez linie wysokiego napięcia i drzewa. To powoduje, że mogą lądować tylko najmniejsze samoloty, bo aby zmieścić się w pasie startowym trzeba przeleć około pięciu metrów nad liniami energetycznymi. Z tymi liniami nic nie poradzimy, ale gdybyśmy usunęli 10 drzew od strony ulicy Błotnej, moglibyśmy obsługiwać nie tylko ultra lekkie samoloty, ale także maszyny większe, turystyczne. Walczyliśmy o to, ale bez skutku, nie było żadnej woli miejskich urzędników, aby drzewa wyciąć. A gdyby ich nie było, wtedy słynny wypadek lotniczy żużlowców sprzed kilku lat w ogóle by się nie wydarzył.
Druga bariera to finanse. Nie możemy liczyć na dotacje, bo przecież jest mnóstwo innych potrzeb i promocja lotnictwa nigdy nie będzie potrzebą najważniejszą. Nie możemy rywalizować o pieniądze na przykład ze świetlicą dla dzieci. Dobrze, że miasto wydzierżawiło nam bezpłatnie teren lądowiska na 15 lat, bo nie byłoby nas stać na opłaty. Podsumowując: robimy swoje, ale nasz aeroklub powoli staje się stowarzyszeniem właścicieli samolotów.
To ile mamy w Tarnowie i regionie prywatnych samolotów?
Piętnaście. Właściciele korzystają z nich w celach turystycznych lub biznesowych. Rocznie z tarnowskiego lądowiska wykonywanych jest około 300‑400 startów, czyli mniej więcej jeden dziennie. To jest praktycznie niezauważalne.
Obecnie najtańsze samoloty można już kupić za kwotę równą cenie dobrego samochodu i prywatne podróże nimi nie są wcale takie drogie. Prywatne latanie zrobiło się faktycznie tak dostępne?
To zależy, jak na to popatrzymy. Najpopularniejsze turystyczne samoloty typu cesna, dwu‑ lub czteroosobowe, to koszt mniej więcej 400‑500 tysięcy. Pięcioletni samolot tego typu można już kupić za połowę tej ceny. Nowy ultra lekki dwuosobowy samolot średniej klasy, z tzw. masą startową do 500 kilogramów (waga samolotu z paliwem i pasażerami), można kupić za 200 tysięcy złotych. Mają one także tę zaletę, że są tanie w eksploatacji, niewiele kosztują przeglądy, serwis itp. Oczywiście cena samolotu, podobnie jak w przypadku samochodu, zależy od wersji, dodatkowego wyposażenia itd. Godzina lotu samolotu ultra lekkiego to koszt około 300‑400 złotych, w przypadku samolotu większego, turystycznego 1000 złotych i więcej. Problem w tym, że dla jednego tysiąc złotych to kwota niewiele znacząca, ale dla innego to pół miesięcznej pensji, a więc dużo pieniędzy.
W ubiegłym roku na Waszej stronie internetowej pojawiła się petycja do prezydenta miasta o podjęcie starań o budowę większego lotniska na wschodnich obrzeżach miasta. Jakie są dalsze losy tej inicjatywy?
Petycj nadal można podpisywać, myślę, że za kilka miesięcy oficjalnie wręczymy ją panu prezydentowi, chociaż on o jej istnieniu na pewno wie. Ale mam takie wrażenie, że nie ma w Tarnowie odpowiedniej woli, odpowiedniego klimatu, aby takie lotnisko wybudować, chociaż miejsce, które wskazujemy, na pograniczu Tarnowa i Woli Rzędzińskiej, nadaje się do tego celu idealnie.
Może po prostu nie ma ono żadnego uzasadnienia ekonomicznego? Stosunkowo niedaleko od Tarnowa mamy duże lotnisko w Balicach i w Jasionce. Niebawem będziemy mieli z nimi połączenie autostradowe i można będzie na lotniska dojechać od nas w ciągu niespełna godziny. Czy jest zatem sens wydawać pieniądze na kolejne pośrodku? Czy ta idea to nie przejaw przerostu lokalnych ambicji?
Ale nie chodzi nam o lotnisko komunikacyjne, na którym lądowałyby pasażerskie boeingi! Tarnów potrzebuje lotniska do lotów turystycznych i czarterowych. Potrzebny jest pas startowy o długości 1 200 metrów, droga kołowania, hangar i niewielki budynek, który pomieściłby kontrolę lotów. To wszystko. My, jako aeroklub, moglibyśmy zadbać, aby takie lotnisko utrzymać w dobrym stanie. Zarobić na nim jednak się nie da, to nie ma być obiekt komercyjny. Możemy oczywiście wprowadzić opłaty lotniskowe za korzystanie, ale jak je wprowadzimy, to przestanie być atrakcyjne i niewielu pilotów będzie chciało tu lądować. Ale czy koniecznie musimy zarabiać? Czy jeżeli samorząd położy kawałek chodnika w mieście, to robi to po to, aby na nim zarobić? Nie, a mimo to buduje się chodniki, aby było po prostu wygodniej, nowocześniej. Miasta powyżej stu tysięcy mieszkańców mają swoje lotniska, mniejsze miasta także, na przykład Krosno czy Nowy Sącz. Dlaczego nie może mieć Tarnów?
Mówiliśmy o tarnowskich właścicielach samolotów, ale przecież ludzi, którzy potrafią prowadzić samolot czy szybowiec, jest w regionie znacznie więcej. Jak duże jest to środowisko?
Licencje szybowcowe ma około 50 osób, samolotowe około 15. Jak na tak duże miasto to moim zdaniem niewiele. Jest też kilku tarnowian, którzy są pilotami samolotów pasażerskich i pracują w liniach lotniczych.
Czy w Polsce trudno zdobyć licencj pilota?
Trzeba przejść odpowiednie szkolenie, które prowadzą aerokluby, ale są także prywatne szkoły uczące pilotażu. Najtańsze są kursy szybowcowe: podstawowy to koszt 3‑6 tysięcy złotych. Za kurs na licencje pilota samolotu turystycznego trzeba zapłacić przynajmniej 16‑18 tysięcy, a na samolot ultra lekki 12‑13 tysięcy. Nie jest to więc tania przyjemność. Dla porównania podam, że w Czechach te kursy są proponowane w dużo korzystniejszych cenach. Do niedawna licencję pilota można było tam zdobyć za równowartość 5 tysięcy złotych. Teraz jest drożej, ale i tak korzystniej niż u nas. W efekcie w Polsce mamy około pół tysiąca wydanych licencji pilota, podczas gdy u naszych południowych sąsiadów 10 tysięcy! Ja sam uprawnienia zrobiłem u nich i latam na czeskiej licencji. Kiedy tylko pojedzie się do Czech, widać ogromną różnicę w popularności prywatnego latania, takiego dla przyjemności. Tam małe lotniska pękają w szwach, a na niebie roi się od różnych samolotów. Chciałbym, aby tak było i u nas, niestety turystyczne lotnictwo w Polsce rozwija się bardzo powoli. Nieżyciowe przepisy oraz ceny robią swoje. Poza tym nie ma u nas jeszcze takiego zjawiska, które można nazwać kulturą latania…
To, co Pan mówi, jest bardzo zaskakujące, biorąc pod uwagę jak bogate mamy tradycje lotnictwa i nie tylko wojennego, ale także cywilnego czy sportowego…
Oczywiście, mamy. Ale zachwycamy się głównie właśnie tradycjami, tym, co było pół wieku temu albo jeszcze wcześniej. Natomiast gdy popatrzymy, jak wygląda nasze lotnictwo współcześnie albo jakie może być w przyszłości, to nie wygląda to już wszystko tak różowo.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o