Postęp i sportowa złość

0
328
Sport trener Michal Betleja
REKLAMA

Sezon na finiszu, ostatecznie Twoja drużyna awansowała do grupy czterech najlepszych zespołów I ligi. To postęp względem poprzednich sezonów i pewnie powód do satysfakcji, ale przecież tak niewiele brakowało, aby awansować do wielkiego finału rozgrywek. Czy nie odczuwasz z tego powodu zawodu?
Postęp jest, z roku na rok plasujemy się wyżej w tabeli. Ale zawód oczywiście odczuwam, zarówno ja, jak i zawodniczki. W takiej sytuacji zawsze czuję sportową złość, bo nasza ambicja na pewno została mocno podrażniona. Gdybyśmy przegrali półfinały z Wisłą Warszawa gładko, trzy mecze po 0:3, to nie byłoby sprawy, łatwiej byłoby się z tym pogodzić. Ale toczyliśmy pasjonujące pojedynki, 3:0, potem 2:3, w stolicy 0:3 i 3:2. Decydujące piąte spotkanie mieliśmy, jak się wydaje pod kontrolą, ale jednak to rywalki okazały się nieco lepsze. Przykre, tym bardziej, że w rundzie zasadniczej wygraliśmy z Wisłą obydwa mecze. Po twardej walce, ale wygraliśmy.

REKLAMA

W decydującym spotkaniu, o którym wspominasz w dwóch setach Jedynka miała po cztery piłki setowe i ich nie wykorzystała. Może więc warszawianki nie były lepsze, tylko po prostu odporniejsze psychicznie? Może Twoje podopieczne nie wytrzymały psychicznie olbrzymiego napięcia?
Nie wiem, dopiero z asystentem analizuję ten sezon, aby – jeśli nadal będziemy pracować z drużyną – jak najlepiej przygotować się do kolejnego. Jako trener biorę pełną odpowiedzialność za tegoroczny wynik.

Na pewno nie pomogły Wam kontuzje. Pauzowała podstawowa przyjmująca Magdalena Szabo, przez większość sezonu nie grała libero Aleksandra Kaczyńska, wreszcie w decydującej części sezonu nie mogliście korzystać z drugiej rozgrywającej Aleksandry Mikołajewskiej…
Nie ma co zrzucać winy na kontuzje, bo one są wpisane w siatkówkę i praktycznie problem ten dotyczy każdego zespołu. Dla przykładu nasz półfinałowy rywal, czyli Wisła Warszawa grała pod koniec sezonu tylko ośmioma zawodniczkami, a warszawscy szkoleniowcy mieli do dyspozycji tylko jedną rozgrywającą. I warszawianki dobrze sobie radziły.

Wydaje się, że liga była w tym sezonie znacznie mocniejsza niż poprzednio. Zgadzasz się z tą opinią?
Oczywiście. Sporo zawodniczek mających długi staż w Lidze Siatkówki Kobiet grało teraz w I lidze. Siła takich drużyn jak Wisła Warszawa, MKS Dąbrowa Górnicza, Uni Opole czy Joker Świecie była oparta na takich siatkarkach. To nowa jakość w porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy w tej klasie rozgrywek grały także zawodniczki wcześniej występujące w II lidze. Myślę, że w obecnym składzie w poprzednim sezonie zaszlibyśmy wyżej niż wtedy. Poza tym rozgrywki były bardzo interesujące. Praktycznie siedem zespołów walczyło o wygraną w lidze. To świadczy o bardzo wyrównanym poziomie.

W finale ligi grają drużyny Jokera Świecie i Wisły Warszawa, które w sezonie zasadniczym zajęły w tabeli miejsca odpowiednio piąte oraz siódme. To oczywiście urok systemu play off, ale akurat w tym przypadku mamy do czynienia z jego trochę dziwną formą. Jest sens tracić zdrowie i nerwy, trzymać wysoką dyspozycję przez wiele miesięcy, skoro wystarczy tylko awansować do ósemki i skoncentrować wysiłki na kilku kluczowych spotkaniach pod koniec sezonu?
Taki jest urok sportu, szczególnie kobiecego, gdzie czasem o wyniku decydują niuanse, nie zawsze wytłumaczalne. Każdy miał jednak równe szanse na sukces. Nie ma co kalkulować i myśleć, że jak zajmiemy po sezonie zasadniczym miejsce piąte albo siódme, to potem wygramy ligę. Tutaj nie ma żadnej reguły. Tak się po prostu w tym roku złożyło.

Regulamin mówi, że nawet wygrana w I lidze nie gwarantuje miejsca w Lidze Siatkówki Kobiet, czyli siatkarskiej ekstraklasie, bo trzeba jeszcze wygrać baraże i spełnić wymagania finansowe i organizacyjne. Czy zatem zmierzamy do tak zwanego zamknięcia lig, i sportowy wynik uzyskany na parkiecie nie musi wcale oznaczać promocji do wyższej klasy, jak na przykład w I lidze piłkarzy ręcznych?
Niekoniecznie. Z informacji, które mam wynika, że począwszy od sezonu 2019‑2020, wzorem I ligi siatkówki mężczyzn, ekipa która wygra rozgrywki o mistrzostwo I ligi uzyska automatyczny awans do Ligi Siatkówki Kobiet, oczywiście jeżeli spełni wymagania licencyjne. O awans będzie więc łatwiej niż obecnie.

Czy Michał Betleja pozostanie nadal pierwszym trenerem drużyny Grupy Azoty PWSZ Jedynki Tarnów?
Jest jeszcze zbyt wcześnie, by odpowiedzieć na to pytanie. Oficjalnie nie mam żadnej informacji od kierownictwa klubu. Na pewno siądziemy z prezesem Piotrem Górnikiewiczem i będziemy rozmawiali. Oceni pracę moją i mojego asystenta Michała Madejskiego, przeanalizuje to, co zrobiliśmy i zastanowi się, czy dalej chce z nami pracować. Jest w końcu naszym pracodawcą. Ja mam swoje biznesowe plany, ale jestem skłonny do takich rozmów usiąść i zastanowić się, czy działamy dalej razem. Pracujemy z Piotrem Górnikiewiczem już od kilku lat i mogę powiedzieć, że spotkały się dwa kamienie, ale na pewno nie kosa i kamień!

Miniony sezon pokazał, że w Tarnowie jest duże zapotrzebowanie na dobre widowisko sportowe, występy Jedynki wywołały ciekawe zjawisko – siatkówka kobiet stała się modna, o czym świadczą pełne trybuny w hali przy ulicy Mickiewicza i coraz lepiej zorganizowany doping. Grupa kibiców jeździła za Wami także na mecze wyjazdowe. To chyba też duży plus tego sezonu?
Wykonaliśmy sporą pracę i kibice to docenili, bo starali się być z naszą drużyną. Cieszyli się z wygranych, nieraz denerwowali kiedy nam się nie udawało, ale to dobrze, bo to znaczy, że przeżywali nasze występy, przeżywali emocje. Wspólnie pokazaliśmy, że w Tarnowie można robić wielkie rzeczy. Przy okazji chciałbym wszystkim kibicom, którzy byli z nami w tym sezonie serdecznie podziękować za wsparcie i doping!
Dziękuję za rozmowę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o