Marcin Ogarek: Pozostaje nam czekać

0
309

Rozmowa z Marcinem Ogarkiem, szkoleniowcem szczypiornistów Grupy Azoty Tarnów.
Marcin Ogarek to postać doskonale znana w tarnowskim środowisku szczypiorniaka. Przed laty zawodnik Unii, grający na pozycji obrotowego, potem szkoleniowiec tarnowskiego klubu, w bieżącym sezonie pełni funkcję asystenta pierwszego trenera Grupy Azoty. Rozmawiamy tuż po decyzji władz Superligi o zawieszeniu rozgrywek z powodu epidemii koronawirusa.

REKLAMA

Mieliście w piątek jechać na ligowy mecz do Szczecina, który miał się odbyć bez udziału kibiców, tymczasem w czwartek pojawiła się informacja o całkowitym zawieszeniu rozgrywek…
Tak, logistycznie mieliśmy już wszystko zaplanowane, decyzja władz Superligi spowodowała, że oczywiście na mecz z Pogonią nie pojechaliśmy.

Co w takim razie robi drużyna i sztab szkoleniowy? Prowadzicie jakieś treningi, czy zawodnicy dostali wolne?
Początkowo planowaliśmy zajęcia treningowe, ale od dyrektora sportowego Krzysztofa Mogielnickiego otrzymaliśmy sygnał, że wszelkie zajęcia treningowe też zostają zawieszone. Zawodnicy więc nie trenują, czekamy na rozwój sytuacji. Na razie wszyscy są na miejscu w Tarnowie. Sytuacja jest bardzo dynamiczna, mogłoby się przecież okazać, że zawodnicy zagraniczni pojadą do swoich krajów i potem już z nich nie zostaną wypuszczeni, albo nie wpuszczeni do Polski. To bardzo prawdopodobny scenariusz.

Czyli podsumujmy, meczów nie ma, zespół nie trenuje, więc co będzie, jeśli okaże się, że na przykład za miesiąc wznawiamy ligowe rozgrywki? Przecież wiadomo, że zawodowa drużyna nie może wejść w cykl meczowy, o tak sobie po tygodniach „nic nie robienia”? Co wtedy?
Trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że jest to sytuacja zupełnie nowa, z którą wcześniej nie mieliśmy do czynienia. A nie dotyczy ona przecież wyłącznie drużyny Grupy Azoty, tylko wszystkich zespołów. Wszyscy mają takie same kłopoty. Oczywiście, gdyby była możliwość treningu, to przez tydzień, dwa, można by przeprowadzić zajęcia podtrzymujące dla zawodników. Moje zdanie jest jednak takie, że bieżących rozgrywek możemy po prostu już nie dograć.

Bez żadnych rozstrzygnięć?
Tak, nawet bez nadawania tytułu mistrza Polski w tym sezonie. Ja wiem, to jest trudne i może niesprawiedliwe, ale przecież wszyscy ponosimy jakieś straty z powodu epidemii koronawirusa. Myślę, że jeżeli sytuacja szybko się nie unormuje, to sezon ligowy najlepiej uznać za niebyły i spokojnie pomyśleć o następnych rozgrywkach.

W piłkarskiej ekstraklasie bierze się pod uwagę możliwość zakończenie sezonu i sklasyfikowanie drużyn na podstawie aktualnej sytuacji w tabeli. Gdyby na taki wariant zdecydowano się w Superlidze, byłoby to dla Was skrajnie niekorzystne rozwiązanie, gdyż oznaczałoby zajęcie ostatniej pozycji i degradację do I ligi! Bierzecie pod uwagę taką możliwość?
Gdyby Superliga zaproponowała takie rozwiązanie, to z całą pewnością, jako klub, odwoływalibyśmy się od niego. Regulamin rozgrywek mówi przecież wyraźnie, że o degradacji ma rozstrzygnąć faza play out, to jest jeszcze dziesięć spotkań, w których wszystko może się zdarzyć. Przypomnijmy minione rozgrywki. Arka Gdynia przegrywała mecz za meczem, a w play out wygrała kilka spotkań i o mały włos, kosztem Stali Mielec, nie utrzymała się w Superlidze. Poza tym pozostaje kwestia klubów ze wszystkich grup I ligi, które walczą o awans do Superligi i mają swoje ambicje. Tam też rozgrywki są zawieszone, jak więc wyłonić tę jedną drużynę, która miałaby awansować? Jeżeli liga nie będzie grała przez najbliższe tygodnie, to potem nie będzie czasu, aby rozgrywki dokończyć. Dlatego też uważam, tak jak wspomniałem, że w takim razie najlepszym wyjściem byłoby rozegranie Superligi w kolejnym sezonie w takim samym zestawie zespołów, jakie grają w nim obecnie.

Przerwa pozwala spokojnie zastanowić się nad sytuacją ekipy beniaminka. Czy jest on naprawdę zdecydowanie najsłabszym ogniwem Superligi, na co wskazuje tabela i opinie wielu kibiców i fachowców?
Ja się z tym nie zgadzam. Umówmy się, naprawdę nie jesteśmy zdecydowanie najsłabsi, były mecze, w których udowodniliśmy, że potrafimy grać jak równy z równym, z zespołami teoretycznie znacznie od nas silniejszymi.

Ale tabela nie kłamie – ostatnie miejsce i zaledwie 13 punktów w 24 meczach…
To, czym ustępujemy rywalom, to ogranie w lidze i zgranie poszczególnych zawodników. To przecież jest tak naprawdę zespół nowy, jaki tworzą w dużej mierze zawodnicy, którzy doszli do nas przed rozpoczęciem obecnego sezonu, a nawet w jego trakcie, jak Japończycy – Landim czy Kedzo. Naprawdę robi różnicę, jeżeli porównamy nas do innych ekip, które grają w mniej więcej zbliżonych składach przynajmniej sezon czy dwa. To widać na przykład przy kontrach lub szybkich atakach. My w tym elemencie popełnialiśmy znacznie więcej błędów. Gdyby zawodnicy byli ze sobą zgrani, na pewno byłoby ich znacznie mniej. Czas powinien pracować dla nas.

A może po prostu, na co zwracają uwagę obserwatorzy, nie trafiliście z transferami? Popatrzmy na sąsiadów z Mielca, ile dobrego do ich gry wniósł Serb Milijan Ivanović. A u nas, nowe nabytki często niestety rozczarowują i nie wnoszą wiele pozytywów do gry…
Ja oczywiście nie decyduję o transferach, ale także pamiętajmy, że szukanie wzmocnień w trakcie sezonu, mając jednak ograniczony budżet, jest bardzo trudnym zadaniem. To jest gra w ruletkę. Zdaję sobie sprawę z naszych braków. Na pewno brakuje nam rzucającego, skutecznego obrotowego. Chcieliśmy wzmocnić obronę, stąd angaż Edgara Landima. Dobrze wprowadził się Rennosuke Tokuda, ale potem rywale szybko go „rozczytali”. Brakuje także pewnego rzutu z drugiej linii, ale ostatnio sytuacja pod tym względem się poprawiła. Lepiej zaczął się spisywać w ataku Paulo Grozdek, kilka mocnych rzutów, świadczących o potencjale oddał Nikola Kedzo. Oczywiście nie wszystkie transfery nam się udały, ale nie na wszystko mieliśmy wpływ. Bardzo nam zależało na pozyskaniu leworęcznego zawodnika z ukraińskiego Zaporoża, z którym graliśmy przedsezonowe sparingi. Chodziło o Andrija Akimenkę. Niestety, jego klub nie zgodził się na ten transfer. A potem klub się rozpadł, a Akimenko trafił do Azotów Wisły Puławy.

A wracając do głównego wątku naszej rozmowy. Czekamy na rozwój sytuacji i decyzje zarządu Superligi?
Dokładnie. Pozostaje nam czekać. Nie mamy innego wyjścia.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o