Trener jest piorunochronem

0
75
Marek-Cieslak1
REKLAMA

W 2007 roku rozpoczął pan z drużyną narodową wspaniałą serię – w ciągu siedmiu lat aż pięć złotych medali, a na dokładkę jeszcze srebro w Drużynowym Pucharze Świata. To imponujące osiągnięcie.
Myślę, że takich osiągnięć nie ma żadna reprezentacja, do tego zdarzyło się tak, że trzy złote medale zdobyliśmy z rzędu. Równolegle byłem trenerem drużyny juniorów, która w tym czasie zdobyła cztery złote medale, jeden srebrny i jeden brązowy. To przecież też bardzo ważne, bo ci zawodnicy niedługo przejmą pałeczkę od starszych kolegów. Drużyna pod moim kierownictwem zdobyła tyle medali, że zostałem wybrany „trenerem roku” przez „Przegląd Sportowy”, co zdarzyło się pierwszy raz w historii. Do tego prezydenci, jeden, drugi, trzeci, coś tam na klatę przykleili, więc to ma swoją wartość. Ale mnie cieszy najbardziej, że zawsze i wszędzie mogę się z chłopakami spotkać, porozmawiać i powygłupiać, i że ten kontakt z zawodnikami jest miły. Kiedy mnie widzą, to nie chowają się za beczką z metanolem, tylko zawsze przyjdą i porozmawiają. Jestem więc spełnionym trenerem!
Ostatni rok był szczególny, nastąpiła zmiana pokoleń i po raz pierwszy od wielu lat w składzie zabrakło Tomasza Golloba. Mimo tego po dramatycznym finale w Pradze Puchar Świata wrócił do Polski.
Musi przyjść kiedyś taki dzień, że zawodnicy odchodzą, bo nikt z nas nie jest na wieki wieków, a tym bardziej w sporcie. Tomek zdobył przecież wiele medali w mistrzostwach świata i w DPŚ. Ale przychodzi taki dzień, że trzeba sobie powiedzieć „do widzenia”. Ja nie twierdzę, że Tomasz Gollob ma skończyć karierę, bo tak nie jest. Jeśli będzie chciał, to może jeździć do pięćdziesiątki czy sześćdziesiątki, bo to jest jego prywatna sprawa. W ubiegłym roku tak się stało, że zastąpili go młodzi zawodnicy i było to dla nich cenne doświadczenie – mimo braku Golloba, który zawsze ciągnął ten wózek, stanęli na wysokości zadania i wygrali z mocną duńską drużyną.
W tym roku finał odbędzie się w Bydgoszczy. Czy to dla naszej kadry ułatwienie?
Ani to ułatwienie, ani utrudnienie. Prawda jest taka, że bardzo chcemy wygrać ten puchar i ktokolwiek będzie w składzie, na pewno pojedziemy na sto dwadzieścia procent, żeby to trofeum zostało u nas, takie są nasze ambicje. Wiem, że nieraz byliśmy w różnych trudnych sytuacjach i zawsze z nich wychodziliśmy. Wierzę, że w tym roku też tak będzie.
Do tej pory zazwyczaj musiał pan wybierać skład z szerszego grona zawodników. W tym roku nasi kadrowicze jeżdżą mocno w kratkę i brakuje pewniaków. Ma pan w związku z tym ból głowy?
Tak, to jest wyjątkowy rok. Młodzież, o której myślałem, że zastąpi starych mistrzów, w tym roku nagle spuściła z tonu. Mam tu na myśli Patryka Dudka, Macieja Janowskiego i braci Pawlickich, chociaż Piotr jest jeszcze juniorem. Chłopcy trochę obniżyli loty – myślę, że to takie młodzieńcze zawahanie i niedługo wrócą na swój poziom, i będą dobrze jechali. Rzeczywiście w tym roku mam większy ból głowy, ale to tak już jest, jestem tutaj, aby robić swoje i skórę muszę mieć grubą. Trener jest takim piorunochronem dla zawodników – pioruny mogą walić w trenera, a zawodnicy mają być poza tym.
Czy to dobrze, że reprezentacja Polski jest rozstawiona od razu w finale?
Taki jest regulamin i nie mogę dyskutować na ten temat, bo co mi to da. Musimy obrać taki tok przygotowań, żeby nie siedzieć cały tydzień, nic nie robiąc, gdy inni będą jeździli. Potrenujemy sobie w czasie tego tygodnia i wcześniej, zrobimy wszystko, żeby być optymalnie przygotowanym.
W opinii wielu fachowców to jednak Duńczycy uchodzą za faworytów…
Znam te opinie, ale się z nimi nie zgadzam. Popatrzmy chociażby na statystyki polskiej ekstraligi. Nasi kadrowicze plasują się w nich znacznie wyżej niż Duńczycy.
Jaki będzie plan przygotowań do finału?
W tym tygodniu trenujemy w piątek w Bydgoszczy, na te zajęcia zaproszę jeszcze dodatkowych zawodników. W kolejnym tygodniu też chcę potrenować, ale w Ostrowie. Potem zbieramy się znów w Bydgoszczy i wspólnie obejrzymy baraż. Natomiast w sobotę 2 sierpnia startujemy w finale.
Co chciałby pan powiedzieć kibicom, którzy zasiądą na trybunach stadionu Polonii podczas turnieju finałowego?
Chciałbym powiedzieć im jedno, żeby wierzyli w nas do końca i dopingowali naszą drużynę, bo my damy z siebie wszystko – zawodnicy na torze, a ja na parkingu, żeby ich mobilizować. Zrobimy wszystko, żeby kibice mieli satysfakcję z jazdy polskiej drużyny, tak jak mieli przez ładnych parę lat!

REKLAMA

Jest to fragment wywiadu, którego całość ukaże się w oficjalnym programie zawodów w Bydgoszczy

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments