Uzależniony od silników

0
82
kolodziej-wywiad
REKLAMA

Sięgnęliście niedawno po piąty w historii medal Drużynowych Mistrzostw Polski, a pierwszy brązowy, który wywalczyła Unia Tarnów. W trakcie rozgrywek wielokrotnie skazywano was na porażkę, ale jednak się udało. To był trudny rok dla „Jaskółek”?
Bardzo trudny i bardzo dziwny. Musieliśmy zmierzyć się z nową rzeczywistością i problemami, które nagle się pojawiły. Ale ostatecznie można uznać ten sezon za udany. Nie byliśmy faworytami, a jednak zajęliśmy miejsce na podium. To duży sukces, tym bardziej że w tym sezonie nie brakowało dramaturgii, emocji czy kłopotów ze sprzętem i formą. Traktujemy ten brąz jako niesamowite osiągnięcie i bardzo się z niego cieszymy.
Ten sezon był trochę taki, jaka była forma Janusza Kołodzieja. Najpierw słabo, ale potem bardzo dobrze, bo po świetnych zawodach w Tarnowie zdobył pan po raz trzeci złoto Indywidualnych Mistrzostw Polski.
Niestety początek sezonu był poniżej oczekiwań. Nie byłem zadowolony, kibice też liczyli na więcej. Mieliśmy sporo problemów i trzeba było wykonać dużo pracy, żeby coś zmienić. Na szczęście zaczęliśmy działać na podwójnych, może nawet potrójnych obrotach, kombinować, szukać rozwiązań, co przyniosło efekt na koniec sezonu. Miałem bardzo szybki sprzęt i poczułem się pewniej. Nie wszystkie starty wychodziły, ale potem nadrabiałem i walczyłem na torze, co jest dla mnie bardzo ważne. Udało się nie tylko pomóc drużynie, ale też zdobyć złoto indywidualnie, więc mogę dzisiaj powiedzieć, że jestem zadowolony.
Zadowoleni musieli być też włodarze Unii, bo przedłużyli umowę z Panem na kolejny rok. Tarnowska drużyna trochę się zmieni, ale czy ma pan już jakieś oczekiwania wobec przyszłego sezonu?
Przede wszystkim bardzo się cieszę, że zostaję w Tarnowie. Deklarowałem to od dawna, nie myślałem o żadnym odejściu, bo w rodzinnym mieście czuję się najlepiej. Co prawda na tym etapie przygotowań i kompletowania składu trudno mówić o przyszłym sezonie, ale w żużlu jest coś, co liczy się dla mnie najbardziej – walka. Mam nadzieję, że będziemy walczyć i dawać z siebie wszystko. Nie zawsze można jechać po mistrzostwo, ale jeśli zespół będzie zaangażowany i perspektywiczny, to na pewno kibice to docenią.
Przestańmy w takim razie przewidywać i zejdźmy nieco na ziemię, bo najbliższy sezon to kwestia przyszłości, a odskocznia od żużla chyba każdemu jest potrzebna. Panu też?
Oczywiście! Warto czasem zająć się czymś innym, żeby po prostu nie zwariować od ciągłej jazdy w lewo (śmiech). Żużel to moja pasja i moje życie, ale mam też rodzinę, z którą chcę spędzać możliwie dużo czasu, mam różne hobby. Staram się mieć czas na oddech od żużla.
Co jest dla Pana taką odskocznią?
Może to dziwnie zabrzmi, ale odskocznią są najczęściej inne sporty motorowe. Jeżdżę przede wszystkim na motocyklach crossowych, mam nawet własny tor w podtarnowskim Nowodworzu. Od dawna posiadałem kilka maszyn, ale brakowało mi w okolicy fajnych terenów, po których można by jeździć. Ten tor wcześniej należał do taty Ernesta Kozy, a że bardzo mi się spodobał, to dogadaliśmy się i stał się moją własnością. Teraz niedaleko od domu mogę dowolnie wyżyć się na torze, na który zresztą zapraszam wszystkich pasjonatów sportów motorowych, bo – jeśli tylko pogoda dopisuje – czynny jest siedem dni w tygodniu. Udało się tam stworzyć naprawdę dobre warunki i za symboliczną opłatą można jeździć cały dzień. Szczególnie w weekendy nie brakuje osób, które przyjeżdżają na różnych motocyklach i quadach.
Ale na tym pana motoryzacyjne fascynacje się nie kończą…
Bardzo lubię też gokarty. Ostatnio byłem na fajnym torze w Krakowie, gdzie jeździło się na gazie. Świetny pomysł, bo jest oszczędniej, a przy okazji człowiek nie śmierdzi spalinami. Ale jeszcze ciekawsze są samochody wyścigowe, którymi lubię jeździć po różnych oesach. Super sprawa i dobra rozrywka, bo szybko i bezpiecznie można sprawdzić się za kierownicą na krótkich odcinkach. Mam taki plan, żeby w przyszłości wystartować w kilku rajdach samochodowych. Powoli nawet zaczynam go realizować. No i trzeba dodać, że jazda różnymi maszynami jest też dobrą formą żużlowego treningu.
Zamiłowanie do motoryzacji ma Pan chyba w genach, bo nawet poza żużlem robi pan to, co wiąże się z adrenaliną i prędkością.
Bo najbardziej lubię, gdy coś się rusza, coś się dzieje i silnik warkocze. A najlepiej, gdy jest to silnik spalinowy, który towarzyszy mi od małego. Tata zawsze wszystkim opowiada, że gdy byłem dzieckiem, to trudno mi było coś zrobić bez silnika. Byłem trochę leniwy, więc niełatwo podejmowałem się jakiejś pracy, ale wystarczyło tylko, że kosiarka miała silnik i od razu z chęcią kosiłem trawnik (śmiech). Do dzisiaj nawet czasem bawię się w robienie różnych modeli silników spalinowych. Tak już po prostu mam.
Tych pasji niezwiązanych bezpośrednio z żużlem jest sporo, ale wiemy dobrze, że trzeba też znaleźć na nie czas. Jak pan sobie z tym radzi? Przecież życie żużlowca, który na dodatek często startuje w różnych ligach, to ciągłe wyjazdy i przejazdy z miejsca na miejsce. Niektórzy mówią, że w domu są tylko gośćmi.
Jestem już doświadczonym zawodnikiem, sporo czasu poświęciłem żużlowi, więc staram się też w miarę możliwości ograniczać to, co niepotrzebne. Wiem, że niektórzy zawodnicy mogą bez problemów spędzać na torze żużlowym całe dnie, ale ja zawsze potrzebowałem jakiejś odskoczni. Przecież jeśli jadłoby się codziennie nawet najlepszą zupę na świecie, to w końcu i ona by się nam znudziła. Znajduje więc czas na swoje pasje, które zresztą pomagają mi na torze. Robię przez chwilę coś innego, a później na maksymalnych obrotach wracam do żużla z nową siłą. Nie ma miejsca na monotonię, jest za to miejsce na uspokojenie.
Choć można by powiedzieć, że to życie w ciągłym pędzie…
Ale znajduję też chwilę na to, żeby zwolnić. Moim pierwszym sprzętem motoryzacyjnym, którym miałem okazję pokierować, był traktor, zwykły ciągnik. Gdy jestem na swoim torze i mam tylko trochę więcej czasu, to wsiadam właśnie na traktor. Mogę w zwolnionym tempie pojeździć, a przy okazji solidnie wykonać różne prace. To szansa, żeby się wykazać w czymś innym, czasem nawet bardziej satysfakcjonująca niż triumf w wyścigu żużlowym.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o