Walka w klatce trudniejsza od noszenia ciężarów

0
163
Sławomir Rawiński podczas treningu z Mariuszem Pudzianowskim | Fot. archiwum prywatne
REKLAMA

Rozmowa ze Sławomirem Rawińskim, byłym tarnowskim strongmanem,
obecnie zawodnikiem mieszanych sztuk walki.

REKLAMA

Epidemia koronawirusa sparaliżowała rozgrywki sportowe we wszystkich dyscyplinach. Jak wygląda sytuacja w mieszanych sztukach walki?
W przypadku sportów walki gale oczywiście nie odbywają się, wszystko stoi w miejscu. Niektóre imprezy całkowicie odwołano, inne prawdopodobnie odbędą się w innych terminach, ale jeszcze nie wiadomo kiedy. W czerwcu miałem walczyć z obcokrajowcem podczas gali Armia Fight Night, niestety została ona przełożona, przy czym konkretnej daty nie ma, wszystko zależy od rozwoju sytuacji w Polsce. W każdym razie cały czas przygotowuję się do walki. Nie marnuję czasu, tylko wykorzystuję każdą chwilę na poprawę tych elementów, które są słabsze i jeszcze niedopracowane.

Jak przebiegają treningi w dobie epidemii?
Trenuję w domu i na zewnątrz. Wyciągnąłem z garażu swój sprzęt, który mam jeszcze z czasów, gdy byłem strongmanem, więc wykonuję na nim treningi siłowe. Biegam też na świeżym powietrzu, żeby utrzymać odpowiednią kondycję i wytrzymał ość. Raz skontrolowała mnie policja. Wytłumaczyłem, że jestem sportowcem zawodowym i muszę się przygotowywać. Powiedziano mi, że nie ma problemu, wskazano miejsca, w których można uprawiać aktywność fizyczną. Gdybym z powodu obecnej sytuacji całkowicie przestał ćwiczyć, a gala zostałaby przeniesiona na niewiele późniejszy termin, to na pewno nie zdążyłbym. Muszę być w gotowości. Pomaga mi w tym Andrzej Grzebyk, klubowy kolega i utytułowany zawodnik, za co bardzo mu dziękuję.

Jest pan jeszcze w o tyle dobrej sytuacji, że nie musi pan trenować w grupie. Znacznie trudniej mają ci, którzy uprawiają sporty drużynowe.
To prawda. Teraz wszyscy muszą trenować na własną rękę, nawet piłkarze zawodowych klubów, a dla mnie to akurat norma, więc mam łatwiej. Wiem, co należy poprawić, poza tym kontaktuję się telefonicznie z trenerami, dostaję od nich wskazówki. Oczywiście dla wszystkich sportowców jest to nowa i trudna sytuacja, bo z ćwiczeń nie możemy przecież zrezygnować. W przypadku osoby, która przez kilkanaście lat regularnie ciężko trenuje, dwumiesięczny przestój mógłby się zakończyć dla organizmu bardzo źle. Poza tym byłoby trudno wrócić do formy, nie mówiąc już o jej wzmocnieniu.

Aktywność fizyczna jest zresztą dzisiaj wskazana także w przypadku amatorów. Eksperci alarmują, że jeśli zamkniemy się w domach, siedząc całe dnie na kanapie i jedząc w nadmiarze, to będzie to kolejne zagrożenie dla zdrowia publicznego.
Faktycznie nie powinniśmy zapominać o aktywności. Czasy są trudne, możliwości mniejsze, każdy jednak może we własnym domu wykonywać podstawowe ćwiczenia, aby pozostawać w ruchu i przepompowywać krew. Trening stricte siłowy czy wytrzymałościowy jest trudny do zrealizowania w takich warunkach, ale każda podstawowa forma aktywności jest wskazana.

Kiedy zawodnicy mieszanych sztuk walki wrócą do klatki?
W MMA sytuacja jest niepewna. Wiadomo już, że na przykład w Czechach we wrześniu odbędą się pierwsze gale, w jednej z nich weźmie udział Grzegorz Siwy z Legionu Team Tarnów, ale w Polsce nie ma jeszcze konkretnych decyzji. Być może na początku będą robione imprezy bez publiczności, do oglądania wyłącznie za pośrednictwem jakiejś transmisji. Mówi się, że KSW przygotowuje się na scenariusz w postaci imprezy w studiu telewizyjnym.

Dzisiaj sport jest mocno związany z ekonomią. W przypadku mieszanych sztuk walki widać to wyraźnie, bo nie ma amatorskich federacji, które organizowałyby imprezy non-profit. Przygotowywane są natomiast duże widowiska, które wymagają sporych nakładów finansowych. Czy w pana środowisku kryzys gospodarczy może mieć przełożenie na sport?
Na pewno coś się zmieni. Już teraz wiele federacji znalazło się w trudnej sytuacji, bo żyły ze środków pozyskanych na organizację walk, a tych nie ma, więc sponsorzy się wycofują, w efekcie sportowcy też dostają coraz mniej pieniędzy. Tymczasem jeśli zawodnicy będą musieli przygotowywać się za swoje środki, a potem narażać zdrowie, nic z tego nie mając, to pewnie zrezygnują. A szczerze mówiąc, większość sportowców w mieszanych sztukach walki nie zarabia dużych pieniędzy.

Gdy ogląda się w telewizji organizowane z rozmachem gale, a do uprawiania MMA nie brakuje chętnych, w tym wielu sportowych celebrytów, to można odnieść inne wrażenie…
Oczywiście największe gwiazdy mają ogromne gaże, ale to są jednak wyjątki, większość zawodników zarabia stosunkowo niewiele, wszystko zależy od federacji. Mam tylko nadzieję, że z powodu kryzysu sponsorzy od MMA nie odejdą całkowicie, lecz się zmienią. Oczywiście różne dziedziny gospodarki będą kulały, ale są przecież firmy, które się rozwijają, obecny czas jest dla nich bardzo korzystny. Oby zmienił się po prostu podmiot sponsorujący mieszane sztuki walki.

Jak to się w ogóle stało, że postanowił pan zakończyć karierę strongmana i spróbować swoich sił w klatce? Znaliśmy pana z różnych imprez dla siłaczy, które odbywały się choćby w regionie tarnowskim, ale od dwóch lat występuje pan już w nowej roli.
Brałem kiedyś udział w pokazie sportów siłowych w Katowicach. Poznałem wtedy osobę, która na przełomie 2017 i 2018 roku współzakładała nową federację Silesian MMA Challange. Rozmawialiśmy trochę i nagle zapytano mnie, czy nie chciałbym wziąć udziału w ich gali mieszanych sztuk walki. Zgodziłem się od razu, właściwie bez zastanowienia. Tak naprawdę nie wiedziałem wtedy na co się decyduję i co mnie czeka. Wcześniej nie miałem styczności z MMA, więc udałem się do klubu Legion Team Tarnów, gdzie chłopaki się mną zajęli i rozpocząłem pod ich okiem treningi.

Dotychczas zajmował się pan wyłącznie sportem siłowym, ale uprawianym indywidualnie. Teraz siła też się liczy, ale walczy pan już z przeciwnikiem, a nie z ciężarem. Czy trudno było przestawić się na inną dyscyplinę, a może mają one jakieś podobieństwa?
Dźwiganie ciężarów i mieszane sztuki walki to są dwie bardzo różne dyscypliny, całkowicie od siebie niezależne. Gdy przychodziłem do MMA, jedynym atutem była moja siła. Problem w tym, że w mieszanych sztukach walki nie ma ona aż tak dużego znaczenia. Kiedy zacząłem sparować z lżejszym i mniej umięśnionym rywalem, szybko był w stanie mnie zabiegać, bo miał lepszą kondycję. W klatce liczy się właśnie wytrzymałość, więc musiałem zupełnie zmienić swój trening. Schudłem 20 kilogramów i poprawiłem wydolność, dzięki czemu mogłem w ogóle zacząć myśleć o walce.

Co, oprócz wspomnianej kondycji, decyduje o sukcesie w MMA?
Jest wiele elementów. W sportach siłowych właściwie liczy się tylko siła i technika, bo trzeba po prostu coś wziąć i podnieść czy przenieść. Z kolei w sportach walki są jeszcze kopnięcia, obalenia, wyjścia, ucieczki, różne kombinacje ciosów. Poza tym nie tylko trzeba umieć się bić, ale też myśleć, opanowywać nerwy, słuchać uwag z narożnika. Na sukces składa się więc mnóstwo czynników.

Ale nie był pan pierwszym strongmanem, który trafił do mieszanych sztuk walki. Tak naprawdę przecież wielka popularność tej dyscypliny w Polsce zaczęła się w czasach, kiedy w galach organizacji KSW zaczął występować Mariusz Pudzianowski, który przyciągnął masową publiczność.
Wszystko faktycznie zaczęło się w 2009 roku, kiedy Pudzian stanął do walki z Marcinem Najmanem. To był bodziec marketingowy, który napędził MMA w Polsce. Wcześniej nikt nie znał tej dyscypliny, gale odbywały się w jakichś hotelach, a po występie Mariusza wszystko ruszyło. Miałem przyjemność trenować z Pudzianem, bardzo dużo się od niego nauczyłem. Trudno znaleźć w Polsce cięższego i silniejszego zawodnika, więc sparingi z nim były bardzo pożyteczne, przede wszystkim owocowały pewnością siebie. Wiedziałem, że jeśli przetrwałem pojedynek z Mariuszem i wyglądam po nim dobrze, to podczas walki nie może mi się już nic złego stać.

Jak wygląda zwyczajny trening zawodnika MMA?
Codziennie trenuję na macie różne kombinacje. Poza tym często w ciągu dnia mam też drugi trening, na ogół są to ćwiczenia wytrzymałościowe na zmianę z siłowymi. Na przykład biegam na zewnątrz, stosując zróżnicowane tempo wysiłku, albo na siłowni ćwiczę rwania czy rzuty, przy czym nie skupiam się już na ciężarze, ale na liczbie powtórzeń. Łącznie mam około dziesięciu jednostek treningowych w tygodniu. Do tego oczywiście ważna jest też odpowiednia dieta i zdrowy tryb życia.

Przez wiele lat mierzył się pan z ciężarami, teraz walczy pan z rywalem. Czy emocje są duże, kiedy wchodzi się do klatki, a dookoła słychać głośny doping publiczności?
Tak naprawdę nerwy zaczynają się już w dniu przed walką, gdy mamy ważenie i widzi się przeciwnika. Wtedy głowa zaczyna pracować. Zastanawiam się, co czuje rywal, czy jest przygotowany. Następnego dnia najgorzej jest do momentu wejścia do klatki, w moim przypadku stres i nerwy są ogromne. Wszystko ustępuje, kiedy klatka się zamyka, bo trzeba już skupić się wyłącznie na walce i nie dać zrobić sobie krzywdy, więc organizm wchodzi w inny tryb pracy.

Ma pan już na swoim koncie trzy występy w mieszanych sztukach walki, w tym dwa zwycięstwa i jedną porażkę. Jak pan ocenia swoje początki w nowej dyscyplinie?
Przegrałem na razie tylko swoją pierwszą walkę. Uległem na punkty Lubo Slovikowi ze Słowacji, ale nie tylko w mojej ocenie decyzja sędziów była nie do końca sprawiedliwa. Wtedy jednak debiutowałem, rywal miał na swoim koncie więcej walk, więc musiałbym wygrać zdecydowanie, żeby sędziowano na moją korzyść. Później miałem walczyć z Mateuszem Baronem, ale tydzień przed zmieniono mi rywala na Michała Szczerbatego. Mimo że przygotowywałem się do walki z innym przeciwnikiem, to odniosłem pewne zwycięstwo. Trzecią walkę stoczyłem z Dominikem Dąbrowskim. W tym przypadku różnica między nami była już bardzo duża, czułem się pewnie, nie było typowej bitki. Myślałem, cofałem się, wyczuwałem umiejętności rywala i wiedziałem na co mogę sobie pozwolić.

Wspomniał pan, że czeka na czwartą walkę w karierze, ale na razie została ona przesunięta na nieokreślony termin. A co w ogóle chciałby pan osiągnąć w MMA?
Zależy mi na rozwoju i pokonywaniu coraz lepszych rywali. Trenerzy mówią, że robię postępy, więc oby trwało to jak najdłużej. Na pewno kiedyś się zatrzymam, bo organizm ma swoje ograniczenia, a ja skończyłem już 36 lat. Na szczęście jestem w wadze ciężkiej, w której można z powodzeniem walczyć nieco dłużej. Zacząłem późno, ale dzięki temu mój organizm nie jest jeszcze tak bardzo wyeksploatowany walkami, więc nadal jestem w stanie się rozwijać.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o