Tak jeszcze nikt nie skakał

0
50
Rozanski lekkoatleta
REKLAMA

Przez cały rok rezultaty 19‑latka z Wojnicza sytuowały go w ścisłej europejskiej czołówce, co potwierdziło się także podczas włoskich mistrzostw. W historii tarnowskiego sportu nikt nie skakał jeszcze tak daleko.
Wielu skoczków w dal trenuje lekką atletkę od wczesnej młodości, ale Mateusz Różański jeszcze kilka lat temu o „królowej sportu” miał niewielkie pojęcie. Kiedyś w rodzinnym Wojniczu jedynie kopał trochę piłkę w tamtejszej Olimpii, ale na przyszłego futbolistę się nie zapowiadał. W 2014 roku, jako świeżo upieczony absolwent Publicznego Gimnazjum im. św. Kingi, nie mógł więc przypuszczać, że trzy lata później będzie walczył o medale rangi mistrzostw Polski i Europy juniorów w skoku w dal.

REKLAMA

Lekkoatleta z przypadku
Wszystko zmieniło się, gdy 16‑letni chłopak poszedł do szkoły średniej. Wybrał klasę o profilu informatycznym w Zespole Szkół Technicznych im. Ignacego Mościckiego w Tarnowie. Tam szybko został zauważony, ale nie jako informatyk, lecz sportowiec. Lekkoatletyczne zdolności w Mateuszu dostrzegł wtedy Tomasz Kijowski, nauczyciel wychowania fizycznego, niegdyś trener piłkarskiej Unii Tarnów. Jako uczeń pierwszej klasy technikum Mateusz wystartował więc Licealiadzie, w ramach której w różnych dyscyplinach rywalizują reprezentanci tarnowskich szkół średnich. To wtedy nastolatek z Wojnicza po raz pierwszy objawił swój talent, skacząc w szkolnych zawodach na odległość 5,40 metra.
Podczas Licealiady wyróżniającego się skoczka zauważył Jarosław Wałaszek, trener w sekcji lekkiej atletyki AZS‑u PWSZ Tarnów. – Pamiętam do dzisiaj, jak trener powiedział, że mam „petardę” w nogach i widzi we mnie potencjał. Zachęcił, żebym spróbował poskakać w klubie. I tak się rozpoczęło, bo zaraz po tym zacząłem przychodzić na treningi, a po dwóch tygodniach prawie codziennego trenowania od razu pojechałem na pierwsze zgrupowanie do Zakopanego – wspomina Mateusz.
Odtąd wszystko potoczyło się szybko i wojniczanin zaczął na stałe trenować w akademickim klubie z Tarnowa. Musiał nadrobić sporo zaległości, zwłaszcza chcąc startować w zawodach, w których jego rówieśnicy z innych klubów mieli za sobą czasem lata spędzone na bieżni. Mateusz był jednak wytrwały, trenował sześć razy w tygodniu, starał się poprawiać różne elementy, które w skoku w dal składają się na końcowy sukces. – Na początku wydawało mi się, że trening polega na ciągłym skakaniu, ale okazało się, że w tym sporcie w grę wchodzi przede wszystkim szybkość, wytrzymałość, przygotowanie motoryczne, więc jest co robić, a metody treningu też są różne – mówi młody skoczek.
Lekkoatletyka szybko spodobała się Mateuszowi. Trenował zresztą nie tylko skok w dal i trójskok, ale też biegi, bo dobrze radził sobie na dystansie 100 metrów. Codziennie po lekcjach szedł więc na zajęcia do trenera Wałaszka, potem wracał do Wojnicza. Pogodzenie szkoły, dojazdów i treningów nie było problemem, bo złapał bakcyla, a wkrótce zaczęły go też motywować sportowe postępy i wyniki.
Dość powiedzieć, że w ciągu dwóch lat szkolenia młody zawodnik poprawił swój najlepszy wynik w skoku w dal o prawie dwa metry. Zaczął też radzić sobie coraz lepiej w zawodach różnych szczebli, osiągać pierwsze sukcesy. Prawdziwym przełomem okazał się jednak 2017 rok, w którym od początku sezonu Mateusz spisywał się bardzo dobrze, poprawiał swoje kolejne rekordy, po raz pierwszy też wystartował w zawodach międzynarodowej rangi. – Rozciągnęliśmy rozbieg o dwa kroki do tyłu, co sprawiło, że na ostatnim odcinku jestem o wiele szybszy i skaczę dalej – mówi o przyczynach postępów. – Poza tym trener świetnie mnie przygotował do sezonu, miałem też już trochę więcej doświadczenia.


Wyjątkowy rok
Już w połowie lutego Mateusz odniósł pierwszy duży sukces w karierze, gdy z Torunia z Halowych Mistrzostw Polski Juniorów wrócił ze srebrnym medalem i rekordem życiowym, a i walkę z przeciwnikami stoczył tam pasjonującą. W pierwszej próbie skoczył na rekordową dla siebie odległość 7,40 metra, dającą wówczas pozycję wicelidera. Stracił ją jednak w czwartej kolejce, ale nie poddał się i chwilę później skoczył na 7,48 metra, dzięki czemu zdobył srebrny medal mistrzostw, a niewiele zabrakło mu nawet do złota. Co jednak najważniejsze, Mateusz w Toruniu uzyskał piąty wówczas wynik w Europie wśród juniorów, a zarazem minimum kwalifikacyjne na lipcowe Mistrzostwa Europy U20.
Również w sezonie letnim forma Różańskiego nie opuszczała. W czerwcu na stadionie Resovii gościnnie wziął udział w Mistrzostwach Województwa Podkarpackiego Juniorów Młodszych, a chociaż start traktował treningowo, bo najważniejsze zawody dopiero były przed nim, to skoczył wówczas na odległość 7,51 metra. Znów pobił osobisty rekord, raz jeszcze wypełnił minimum.
Miesiąc później w Toruniu odbywały się raz jeszcze Mistrzostwa Polski Juniorów, ale tym razem na otwartym stadionie. Wówczas 7,31 metra wystarczyło, aby ponownie w odstępie czterech miesięcy stanąć na drugim stopniu podium i zdobyć medal rangi mistrzowskiej. Jakby tego była mało, Mateusz wraz z kolegami z tarnowskiego klubu (Kamilem Kubalą, Michałem Opockim i Grzegorzem Ungarem) pobiegli po niespodziewany brąz w sztafecie na 4×100 metrów.
Lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy U20 odbywały się w drugiej połowie lipca we włoskim Grosseto. 19‑latek z Wojnicza pojechał reprezentować Polskę i już w kwalifikacjach skoczył o sześć centymetrów dalej od swojego życiowego rekordu, co było czwartym wówczas rezultatem etapu eliminacyjnego. Finał zaczął od bardzo długiego skoku, który jednak spalił. – Żal tej próby. Mateusz przekroczył ją minimalnie, spalił dosłownie o 3 centymetry, a skoczył w okolicach 7,90‑7,95 metra – mówił potem trener Wałaszek. Zawodnik bowiem takiej odległości już nie powtórzył, ale i tak poprawiał swój rekord.
W drugiej próbie Mateusz oddał najdłuższy skok w konkursie na 7,78 metra. Ta odległość w Grosseto się liczyła, ale nie można jej było jeszcze uznać za nową „życiówkę”, ponieważ siła wiatru w momencie skoku przekraczała dopuszczalne normy (o 0,3 m/s). Jednak w trzeciej próbie, już z odpowiednim wiatrem, reprezentant tarnowskiego klubu skoczył 7,58 metra, poprawił więc rekord o centymetr. I na tym się nie skończyło, ponieważ raz jeszcze ustanowił nowy życiowy rekord w piątej próbie, gdy skoczył 7,66 metra.
Ostatecznie Mateusz Różański w swoim debiucie w zawodach rangi juniorskich mistrzostw Europy uplasował się na wysokiej 6. pozycji. To znakomity rezultat, zwłaszcza zważywszy na fakt, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej zawodnik skakał znacznie krócej, a kilka lat wcześniej w ogóle nie uprawiał lekkiej atletyki. Ale 19‑latek miał też nieco pecha, bo poziom włoskiego konkursu był wyjątkowo wysoki. – Dobry tartan w połączeniu ze świetnymi warunkami spowodowały, że aż siedmiu zawodników z czołowej ósemki osiągnęło w Grosseto najlepsze wyniki w karierze. Nie pamiętam, żeby w historii mistrzostw był konkurs skoku w dal stojący na tak wysokim poziomie. Dwa lata temu wynik uzyskany przez Mateusza dałby mu srebrny medal – mówi trener Wałaszek z AZS‑u PWSZ Tarnów.


Ambitne plany
Mateusz Różański ma za sobą ważny rok, w którym osiągał życiowe sukcesy, ale wiele wskazuje na to, że dużo jeszcze przed nim. Na razie 19‑latek skupia się więc na treningach i przygotowaniu do najważniejszych zawodów w 2018 roku, tym bardziej że jest też objęty szkoleniem centralnym Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. – To był bardzo dobry rok pod względem wyników, ale patrzę w przyszłość i chcę lepiej skakać, bo na pewno mam jeszcze spore rezerwy. Szczególnie muszę na treningach pracować nad siłą i odpowiednim poziomem rozciągnięcia – mówi skoczek.
Wśród najważniejszych zawodów, w których reprezentant AZS‑u PWSZ Tarnów weźmie udział w najbliższych miesiącach, będą odbywające się w lutym Halowe Mistrzostwa Polski w kategorii wiekowej seniorów. 19‑latek z Wojnicza weźmie w nich udział, bo nie jest już juniorem, a równocześnie nie ma w Polsce halowych mistrzostw dla młodzieżowców. Mimo młodego wieku zapowiada jednak, że w rywalizacji z bardziej doświadczonymi seniorami chce znaleźć się na podium (przypomnijmy, że podczas juniorskich mistrzostw Europy skoczył już 7,78 metra, a ten sam rezultat uzyskał zwycięzca ostatnich seniorskich mistrzostw Polski). Potem reprezentant tarnowskiego klubu chciałby też wystartować w sierpniowych seniorskich Mistrzostwach Europy w Berlinie na otwartym stadionie.
Jednym z kolejnych celów Mateusza jest – jak sam zapowiada – skakanie powyżej ośmiu metrów, co w Polsce udaje się obecnie tylko jednemu zawodnikowi. Jeśli jednak lekkoatleta z Wojnicza dalej będzie się rozwijał w takim tempie, to już niedługo może do niego dołączyć. – Mateusz ma talent i potrzebne predyspozycje, jest też pracowity, dzięki czemu ciągle się rozwija, a przecież ma dopiero 19 lat – mówi Jarosław Wałaszek. – Już teraz zresztą osiąga naprawdę dobre wyniki. Nie było jeszcze w historii tarnowskiej lekkiej atletyki kogoś, kto skakałby tak daleko.
2018 rok będzie dla Mateusza Różańskiego ważny nie tylko z powodu sportowej kariery i zbliżających się zawodów mistrzowskiej rangi. Na co dzień 19‑latek jest też uczniem czwartej klasy technikum, więc już niedługo czeka go matura i dodatkowo egzamin zawodowy. Potem Mateusz planuje pójść na studia, choć nie wie jeszcze, jaki kierunek wybierze. Ale jest pewny, że chce związać się ze sportem na dłużej. Co prawda lekkoatletyczne treningi zaczął stosunkowo późno, ale nie wyobraża sobie już życia bez skoków w dal, a przede wszystkim towarzyszących im emocji.
– Najpiękniejszy moment jest wtedy, gdy staję na rozbiegu, a publiczność zaczyna klaskać, co pomaga w utrzymaniu rytmu biegu – opowiada Mateusz. – A zmieniające się ciągle wyniki i walka o odległość w konkursie do ostatniego skoku sprawiają, że pojawia się adrenalina, dreszczyk emocji.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o