Unia znów nad przepaścią…

0
62
REKLAMA

Władze miasta oficjalnie przyznają już, że wpompowane w mościcki klub olbrzymie pieniądze, choćby za zakup zdewastowanych obiektów, nie zostały właściwie spożytkowane i nie widzą sensu dalszego funkcjonowania klubu w obecnej formie.
Narastający kryzys finansowy ciągnie się za tarnowską Unią od kilku lat. Problem eskalował w poprzednim sezonie, kiedy po raz pierwszy zaczęto mówić o możliwości wycofania drużyny z rozgrywek. Z pracy zrezygnował wówczas trener Marcin Manelski, odeszło także kilku zawodników, którzy od miesięcy nie dostawali wynagrodzenia. Problemy finansowe nie przełożyły się jednak na poziom sportowy i drużyna prowadzona przez nowego szkoleniowca Tomasza Kijowskiego, składająca się z wychowanków klubu, po dziewięciu latach przerwy zdołała wywalczyć awans do II ligi.
Zespół do rozgrywek przygotowywał się w Tarnowie, bo nie było pieniędzy na zorganizowanie wyjazdowego zgrupowania. W trakcie przygotowań do rozgrywek klub usilnie szukał sponsorów, co nie przyniosło jednak efektów. – Najważniejsze jest to, abyśmy w ogóle wystartowali. Sytuacja finansowa nadal się nie poprawiła, chociaż działacze klubowi walczą o pieniądze – mówił kapitan „Jaskółek”, Łukasz Popiela, w czerwcowym wywiadzie dla TEMI.
Trener Tomasz Kijowski prosto określa przyczynę kłopotów Unii: – Zawsze byliśmy związani z „Azotami”, które teraz się od nas odcięły. Niegdyś przynosiliśmy splendor dla Tarnowa, dziś jesteśmy w odstawce. Mimo wielu starań nie możemy się przebić i zdobyć uznania w oczach włodarzy firmy – mówi szkoleniowiec. Klub skupił się więc na szukaniu innych sponsorów i zwrócił się w kierunku miasta, które obiecało pomoc.
„Jaskółki” mimo wielu przeciwności natury organizacyjno‑finansowej rozpoczęły udanie drugoligowy sezon. Po trzech kolejkach z dwoma zwycięstwami na koncie zajmowały piąte miejsce w lidze. Problemów w klubie nadal jednak nie brakuje. – Trudności sprawia nawet organizacja meczów. Trzeba szukać i pukać, żeby załatwić pieniądze na wyjazdy. W innych klubach ludzie w ogóle nie wiedzą, że z takimi rzeczami można mieć problem – twierdzi Tomasz Kijowski.
W związku z zaistniałą sytuacją w minioną środę zawodnicy klubu opublikowali list otwarty, w którym poinformowali o swoim proteście, po raz kolejny zwracając uwagę na problemy Unii Tarnów: „Pomimo awansu do wyższej klasy rozgrywkowej, jak również godnego reprezentowania klubu i miasta na drugoligowych boiskach, sytuacja finansowa (…) nie ulega poprawie. W związku z kilkunastomiesięcznymi zaległościami stypendialnymi oraz brakiem funduszy dla zawodników na dojazdy na treningi pierwsza drużyna Unii Tarnów z dniem 22 sierpnia zaprzestaje uczestniczenia w zajęciach treningowych. Zarazem informujemy, że w przypadku dalszego braku zainteresowania pierwszym zespołem Unii Tarnów zawodnicy rozważają nieprzystąpienie do sobotniego meczu II ligi z drużyną Garbarni Kraków. Jednocześnie prosimy wszystkich ludzi dobrej woli o wyrozumiałość i wsparcie drużyny KS ZKS Unia Tarnów w dalszym jej funkcjonowaniu, które w chwili obecnej jest zagrożone” – czytamy w liście zawodników.
Unia w ostatnich latach wielokrotnie była na skraju bankructwa. Dwukrotnie była oddłużona. Ostatni raz dwa lata temu, kiedy to prezydent Ryszard Ścigała za 7 mln zł zakupił zdewastowane obiekty, m.in. halę „Jaskółka”, która teraz ma być zburzona. Po spłaceniu długów w klubowej kasie zostać miało około miliona złotych, która to kwota pozwoliłaby prowadzącemu tylko sekcję piłkarską klubowi stanąć na nogi i działać na nowych zasadach.
Ale „Azoty” zrażone aferą korupcyjną i wyrokami dla piłkarzy Unii za handlowanie meczami wycofały się ze wspierania klubu, nie pozyskano nowych sponsorów i klubowa kasa znów zaczęła świecić pustkami.
Mimo awansu piłkarzy do II ligi pieniędzy nie ma, są coraz większe długi. Piłkarzom klub jest winny ok. 300 tys. zł, nie płaci TOSiR za korzystanie z obiektów – był już ponoć przygotowywany wniosek do sądu o egzekucję długu, ale wstrzymano się z podejmowaniem tak drastycznego kroku, by nie dobijać klubu.
Ile wynosi zadłużenie Unii? Prezes Andrzej Wiśniewski nie chce tego zdradzać. – Płatności regulowaliśmy na bieżąco, ale znacznie wzrosły wydatki w związku z lepszymi wynikami uzyskiwanymi przez piłkarzy i zrobił się pewien zator. Jest jednak jeszcze czas, by zawrócić, by uratować klub – przekonuje. Prezes nie ukrywa, że jeśli tarnowskie firmy nadal nie będą zainteresowane sponsorowaniem Unii, to trzeba będzie ciąć wydatki, by nie doszło do czarnego scenariusza, czyli upadku klubu.
Kibice i działacze wiele obiecywali sobie po ogłoszonym przez magistrat konkursie na dodatkowe wsparcie dla lokalnego sportu, ale 90 procent z miliona złotych zgarnęli żużlowcy, a sekcja piłkarska dostała tylko 71 tys. zł. Wychowankowie klubu awansowali do II ligi, ale ani ich wysiłek, ani liczba kibiców na meczach, ani prowadzenie szkolenia młodzieży nie wzbudzają wśród włodarzy miasta i „Azotów” większego zainteresowania. – Tu nie chodzi nawet o to, żeby miasto finansowało klub, tylko żeby zachęcało przedsiębiorców do sponsorowania piłki i reklamowania się poprzez ten sport – mówią kibice.
Władze Tarnowa odpierają zarzut, że niewystarczająco wspierają klub, są zdania, iż nie spożytkowano właściwie otrzymanej pomocy. Wymienia się dwukrotne oddłużenie poprzez zakup nieruchomości w Mościcach, konkretne kwoty: 68 tys. zł dotacji za pierwsze półrocze 2012 roku, 71 tys. z dodatkowej puli na sport, 200 tys. zł na dostosowanie szatni do wymogów licencyjnych, sfinansowanie kosztów niedawnego meczu towarzyskiego z Wisłą Kraków, pomoc ze strony miejskich spółek.
– Prowadzono również wiele rozmów z firmami z terenu Tarnowa oraz inwestorami realizującymi zadania w mieście, wyręczając w tym zakresie statutowe władze klubu –przypomina Dorota Kunc‑Pławecka, rzecznik prasowa prezydenta Tarnowa. – W tym aspekcie, w naszej ocenie, dalsze funkcjonowanie ZKS Unia Tarnów w takiej formie dobrze nie rokuje.
Kierownik sekcji piłkarskiej Unii, Marcin Ćwikliński, cieszy się, że terminarz rozgrywek tak się ułożył, że jesienią mają bliskie wyjazdy – do Krakowa, Rzeszowa… Co będzie wiosną, gdy organizować będzie trzeba kosztowne wyprawy np. dwa razy do Elbląga czy Suwałk? Boi się nawet myśleć.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o