Zaczęło się od Jackie Chana…

0
84
REKLAMA

W listopadzie minionego roku w chińskim Haungshan odbyły się V Mistrzostwa Świata Wushu Tradycyjnego (to chińska sztuka walki znana na Zachodzie jako kung‑fu). W zawodach wzięło udział prawie 3000 osób z całego świata, a w czterdziestoosobowej kadrze Polski znalazło się także troje zawodników Tarnowskiej Szkoły Kung‑Fu, którzy zaprezentowali się znakomicie. Tomasz Bilut zdobył brąz w kategorii seniorskiej w konkurencji w formie ręcznej i w formie ze sztyletami, a Gabriela Żmuda triumfowała w formie ze sztyletami w kategorii juniorskiej do lat 18.
– Jestem bardzo dumny ze swoich podopiecznych. Trzy medale to największy sukces w 29‑letniej historii istnienia tarnowskiej szkoły. To zarazem potwierdzenie, że ciężka praca się opłaca. Systematyczne przygotowania i starty w zawodach zaowocowały powołaniami do polskiej kadry, co przełożyło się na międzynarodowy sukces – mówi Robert Maślanka, który po raz ostatni wystąpił w Chinach także jako zawodnik, bowiem na co dzień jest równocześnie trenerem.

REKLAMA

Sukces i perspektywy
Gabriela Żmuda już jako kilkuletnie dziecko uwielbiała oglądać filmy z Jackie Chanem, Bruce’em Lee i Jetem Li. Stawała wtedy przed telewizorem i naśladowała aktorów, ćwiczyła kopnięcia. Jako sześciolatka miała tyle energii, że tata w końcu zapisał ją na zajęcia w Tarnowskiej Szkole Kung‑Fu. Początkowo miał mieszane odczucia, bo sam trenował kiedyś karate i wiedział, że sztuki walki wiążą się z kontuzjami.
– Chciałem ją zniechęcić i powiedziałem, że musi się nauczyć czytać i pisać, bo inaczej nie będzie mogła trenować. Nauczyła się w pół roku i nie miałem już wyboru, musiałem jeździć z córką na zajęcia – wspomina dziś z uśmiechem Jaromir Żmuda.
Pod okiem trenera Roberta Maślanki młoda dziewczyna zaczęła więc treningi, które do dzisiaj każdego dnia musi łączyć z lekcjami w szkole.
– Treningi zajmują mi dużo czasu, ale nie zwracam na to uwagi. Jeśli coś się lubi, to nie ma problemów, żeby się temu poświęcać. Poza tym uwielbiam trenować, bo za każdym razem dowiaduję się czegoś nowego. Na zajęciach mogę wyżyć się po całym dniu, odreagować różne sytuacje i codzienne problemy – mówi Gabriela.
Takie podejście przekładało się na systematyczny rozwój zawodniczki i trzy lata temu Gabriela po raz pierwszy pojechała do Chin na mistrzostwa świata wushu tradycyjnego. Organizatorzy do końca trzymali w tajemnicy informację, kto będzie gościem ceremonii otwarcia. Na miejscu okazało się, że 14‑letnia dębiczanka mogła zobaczyć na żywo Jackiego Chana, swojego idola z dzieciństwa.
– To był szok i ogromna radość – wspomina zawodniczka, która podczas tego turnieju zdobyła brązowy medal w swojej kategorii wiekowej.
W ubiegłym roku Gabriela Żmuda zdominowała rywalizację w kraju i z mistrzostw Polski przywiozła aż sześć medali: dwa złote, srebrny i trzy brązowe. Na listopadowe mistrzostwa świata Gabriela jechała z myślą o zajęciu miejsca w pierwszej piątce. Ma dopiero 16 lat, a startowała w kategorii juniorskiej, w której rywalizują też osiemnastolatki. Mimo tego dębiczanka pokonała rywalki i zdobyła złoty medal w formie ze sztyletami.
– Gabriela ma przed sobą jeszcze dwa lata startów w juniorach, a już teraz zdobyła mistrzostwo. Jest bardzo dobrze rokującą zawodniczką – twierdzi trener Maślanka.
Kiedy tata świeżo upieczonej mistrzyni świata otrzymał wiadomość o sukcesie, nie mógł w to wszystko uwierzyć.
– Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, co się stało. Jestem bardzo dumny z córki – mówi dzisiaj. A Gabriela Żmuda nie zamierza odpuszczać. – Mam dużo motywacji do dalszej pracy, już w tym roku jadę na mistrzostwa Europy.


kung fu gabriela zmuda3

Rekreacja i sport
Sukcesy Gabrieli i Tomasza Biluta podczas mistrzostw świata są efektem długoletniej pracy z młodzieżą w Tarnowskiej Szkole Kung‑Fu, która została założona w 1984 roku.
– Szkoła funkcjonuje od dawna, ale dopiero od ośmiu lat jest zrzeszona w Polskim Związku Wushu. Wcześniej zajęcia traktowano bardziej jako rekreację, dziś można powiedzieć, że uprawiamy sport – mówi Robert Maślanka.
Tarnowska Szkoła Kung‑Fu ma też w swojej nazwie drugi człon: Vo Thuat Thanh Quyen, co można przetłumaczyć jako „twarda technika finezyjnego uderzenia”. Nazwa brzmi dość ciekawie, niewiele mówi laikom, ale łączy się z założycielem szkoły, którym był… Wietnamczyk. Si‑Fu Nguyen Van Thang w 1976 roku przyjechał do Polski, gdzie chciał uczyć stylu walki, który od lat posiadała jego rodzina. Wtedy w Wietnamie zakazane było jednak nauczanie sztuk walki, nie dostał też zgody swojego ojca, więc w Krakowie sam zaczął trenować chińskie style.
Po zniesieniu zakazu w 1982 roku Nguyen Van Thang z aprobatą ojca zaczął przekazywać wiedzę na temat swojego rodzinnego stylu. Dwa lata później powstała Tarnowska Szkoła Kung‑Fu, którą w latach 90. Wietnamczyk powierzył Robertowi Maślance, swojemu uczniowi i przyjacielowi. Dziś Nguyen Van Thang jest patronem szkoły, w której – jak możemy przeczytać na stronie internetowej – „uczy się nie tylko walki, dyscypliny i koncentracji, ale także spokoju, roztropności i umiejętności życia w grupie”.
O pięknych ideach w sporcie mówi się jednak coraz mniej, bo wypierane są przez zupełnie inne problemy, które dosięgają także tarnowską szkołę.
– Największą przeszkodą w rozwoju są oczywiście pieniądze. Nakłady finansowe na szkoły uczące sztuk walki nie są tak duże, jak w bardziej popularnych i medialnych dyscyplinach. Ciężko jest się utrzymać, trzeba walczyć o sponsorów, którzy pomagają finansować chociażby kosztowne wyjazdy na turnieje – mówi Robert Maślanka. – Jesteśmy profesjonalni, ale tak naprawdę uprawiamy sport trochę amatorsko. Startujemy w zawodach i nie liczymy na gratyfikacje finansowe, bo takowych nie ma.
Mimo tego Tarnowska Szkoła Kung‑Fu rozwija się, a zawodnicy osiągają znaczące sukcesy. Dziś szkoła prowadzi zajęcia nie tylko z kung‑fu, ale także tai chi. Treningi odbywają się w Tarnowie, Żabnie i Dębicy.
– Dawniej zainteresowanie sztukami walki było większe, teraz dobra cywilizacji zabierają dużo czasu i młodzież nie ma już tak wielu chęci do uprawiania sportu. Na szczęście wciąż znajdują się zainteresowani – twierdzi Maślanka.
Zaletą kung‑fu jest przede wszystkim fakt, że można ćwiczyć całymi rodzinami, niezależnie od wieku. Wiele osób uprawia ten sport nie dla osiągnięcia wyniku, ale dla własnej satysfakcji lub zdrowia, bo wushu można traktować także jako formę gimnastyki lub rekreacji.
– Starty w zawodach to tylko wypadkowe dobrego treningu, a nie jego cel. Mimo tego najlepsi startują w mistrzostwach i potrafią osiągać duże sukcesy – cieszy się Robert Maślanka.

Czym jest wushu?
Wushu to nic innego jak popularne w kulturze Zachodu kung‑fu, bowiem w Ameryce i Europie używa się tych nazw zamiennie. W Azji to jednak co innego. Wushu to ogólnie wszystkie wschodnie sztuki walki (z wyróżnieniem „zhongguo wushu”, czyli chińskich sztuk walki), a kung‑fu oznacza po prostu osiągnięcie umiejętności w jakiejś dziedzinie życia.
Chińskie sztuki walki posiadają bogatą tradycję i na przestrzeni wieków rozwijały się bardzo intensywnie, czego efektem jest ogromna liczba stylów. Niegdyś każdy nauczyciel walki chciał mieć własną szkołę. Mistrzowie pojedynkowali się (nieraz na śmierć i życie), ponieważ chcieli udowodnić, że ich styl jest najlepszy. Zakaz uprawiania wushu tradycyjnego w Chinach sprawił, że od połowy XX wieku starano się usportowić sztuki walki.
Wobec ogromnej liczby różnych stylów walki pojawiły się problemy z ich klasyfikacją. Dziś najogólniej wushu dzieli się na tradycyjne i sportowe. To pierwsze kładzie nacisk na prawdziwą walkę, to drugie jest raczej pokazem zaplanowanych wcześniej sekwencji z elementami gimnastyki. Wushu tradycyjne, które uprawiają zawodnicy Tarnowskiej Szkoły Kung‑Fu, to sekwencje technik związanych z zasadami danej konkurencji (konkurencje dzielą się m.in. na formy ręczne i formy z bronią – na przykład ze sztyletami).
Fot. www.kungfu.net.pl/

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o