Hobby bardzo przyjemne

0
88
wieslaw-dobruszek
REKLAMA

Jak to się stało, że człowiek, który nie jest z wykształcenia dziennikarzem ani polonistą czy historykiem okazał się najbardziej płodnym autorem książek poświęconych historii żużla?
Zacznę od tego, że jako mieszkaniec Leszna speedway’em interesowałem się „od zawsze”, w dodatku moim klasowym kolegą był Roman Jankowski, wielka leszczyńska żużlowa osobowość. Kibicowałem więc i jemu, i jego kolegom z Unii, zbierałem pamiątki i programy, prowadziłem skrupulatne statystyki. Kiedy na początku lat 90. w Lesznie powstał Tygodnik Żużlowy, zostałem jego dziennikarzem, z czasem sekretarzem redakcji. Przełomem była dwuczęściowa książka „Żużlowe vademecum”, którą napisałem z trzema kolegami związanymi z Tygodnikiem Żużlowym. Wtedy poznałem tajniki pracy redakcyjnej przy książce, wiele się nauczyłem. Kilka lat później na zamówienie Klubu Sportowego Unia napisałem monografię Memoriału Alfreda Smoczyka. Takie były początki. Ale przełomem było założenie własnej firmy wydającej książki żużlowe.
Odważna decyzja…
Pomyślałem, że mogę spróbować wydawać książki swoje i kolegów „po piórze” samodzielnie, nie oglądając się na innych wydawców, którzy nie zawsze takimi pozycjami byli zainteresowani. Na pewno odwagi dodał mi sukces pierwszej mojej własnej pozycji, „Żużlowego ABC”, czyli właściwie encyklopedii żużla. Miał być jeden tom, ale okazało się, że materiału miałem tyle, że wyszły tego trzy tomy, potem rokrocznie ukazywał się kolejny z wynikami danego sezonu. Kibice bardzo ciepło te publikacje przyjęli. I tak się zaczęło. Potem doszły cykle poświęcone mistrzostwom Polski: indywidualnym, par, seniorów i juniorów, byłym gwiazdom naszych torów, takich jak: Roman Jankowski, Paweł Waloszek, Jan Ząbik, Florian Kapała, Henryk Żyto, Jerzy Szczakiel, Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda‑ tutaj skorzystałem z pomocy kilku kolegów dziennikarzy. Pojawiły się także, w nieco innej formule, książki o młodszych, współczesnych zawodnikach: Jarosławie Hampelu, Rafale Dobruckim i Damianie Balińskim. Pochlebne recenzje zyskał album –monografia żużla w Lesznie „Szarżujące byki”. Na koncie mam także leksykony żużla w Lesznie i Rawiczu, a ostatnim pomysłem jest „Żużlowy leksykon ligowy”. W kolejnych tomach opisuję chronologicznie historię polskich lig wraz z dokładnymi wynikami i punktacją zawodników. Takiej pozycji porządkującej statystyki dotąd brakowało. Zacząłem oczywiście od narodzin ligi w 1948 roku. Właśnie ukazał się piąty tomik, który obejmuje lata 1966‑1969.
Próbowałeś policzyć, ile pozycji napisałeś i wydałeś?
W sumie nakładem mojego wydawnictwa ukazało się około czterdziestu pozycji, w większości mojego autorstwa, ale także kilka pisanych przez kolegów‑dziennikarzy.
Czy na książki o historii żużla jest duże zapotrzebowanie? Czy kibice chcą je czytać w sytuacji, kiedy mówi się o kryzysie czytelnictwa?
Cóż, kiedyś pod tym względem było zdecydowanie lepiej, zapotrzebowanie na taką literaturę było widoczne. Teraz sytuacja się zmieniła, kibicom ciężko nieraz wydać na książkę 20‑30 złotych, czyli mniej więcej tyle, co na bilet na mecz lub nawet mniej. Oczywiście są pasjonaci, którzy kupują wszystko i czytają, bo lubią historię albo chcą po prostu mieć kolejną pozycję w swojej kolekcji. Ale jest to grupa koneserów stosunkowo nieliczna. Innych interesuje historia ich ośrodków lub ulubionych zawodników. Ale większość fanów interesuje głównie ostatni lub najbliższy mecz. Toteż nakłady tych pozycji są niewielkie, bardziej kolekcjonerskie. A pisanie to właściwie hobby, bo nie da się tylko z niego żyć. Ale to bardzo przyjemne hobby!

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments