Niełatwo być sędzią…

0
89
Do połowy lat 50. stanowisko sędziego żużlowego znajdowało się wewnątrz toru, obok maszyny startowej

Co czasy, to obyczaje
W latach 40. i na początku kolejnej dekady osoby sędziujące rozmaite torowe zawody miały bardzo trudne zadanie. Z jednej strony często nie posiadały odpowiednich kwalifikacji, z drugiej zaś nie ułatwiał im pracy fakt, że brakowało regulaminów ujmujących wszystkie aspekty zawodów, a dostępne, były niekiedy nieprecyzyjne. Często więc sędziowie musieli sami je interpretować, podejmując bardzo kontrowersyjne niekiedy decyzje. Jako dobry przykład służyć może sytuacja z finału Indywidualnych Mistrzostw Polski we Wrocławiu w 1951 roku. Kiedy okazało się, że dwaj zawodnicy: Włodzimierz Szwendrowski i Alfred Spyra zakończyli turniej z jednakowym dorobkiem 14 punktów, sędziowie przyznali wygraną i mistrzowski tytuł temu pierwszemu, biorąc pod uwagę fakt, że miał lepszą sumę czasów wszystkich biegów. Była to decyzja wręcz kuriozalna, nigdy później nie stosowana, a po latach pojawiły się nawet głosy, aby zmienić oficjalne wyniki tamtych zawodów.
W pierwszych latach istnienia ligi arbitrami bywali przedstawiciele poszczególnych klubów, biorących udział w zawodach. Regulamin Sportu Motorowego PRL z 1958 roku mówił o prawach i obowiązkach arbitra, a także, co ważne, wprowadził klasyfikację sędziów i stosowane do nich uprawnienia. Według tego podziału sędziowie sportów motorowych, a więc i żużla, byli podzieleni ze względu na kwalifikacje na cztery klasy: P, I, II oraz III. Wszystkie imprezy mógł prowadzić arbiter najwyżej klasy P. W wydanym 10 lat później kolejnym regulaminie pojawiła się funkcja asystenta sędziego, który dawał sygnał zakończenia wyścigu i inne – w razie potrzeby. W sytuacji, gdy główny arbiter nie przybył na zawody, przejmował jego obowiązki. Funkcja ta została zlikwidowana w 1989 roku.
Warto też podać pewną ciekawostkę. Otóż do 1957 roku sędzia zajmował miejsce tuż obok startu, na płycie boiska, czyli wewnątrz toru. Począwszy od tego sezonu jego miejsce zostało przeniesione na trybunę główną, na wprost startu, aby miał dobrą widoczność na cały tor. Sędzia przejął też obowiązki startera.

Jak zostawało się arbitrem?
Charakterystyczne, że w pierwszych dekadach powojennego żużla sędziowie byli bardzo wszechstronni, tzn. te same osoby miały uprawnienia do prowadzenia zawodów w wielu odmianach sportów motorowych. Sytuacja ta była poddawana krytyce już w latach 50. Krytycy podnosili, że żużel jest dyscypliną specyficzną, wymagającą dużego doświadczenia, refleksu i gruntowanej znajomości przepisów innych niż w pozostałych dyscyplinach motorowych. Narzekali na sędziów „omnibusów” i wskazywali błędy, jakie popełniali. Niewiele jednak się zmieniło, skoro w połowie kolejnej dekady, oceniając sezon 1965 przewodniczący GKŻ Rościsław Słowiecki stwierdzał, że przy dużej liczbie arbitrów każdy z nich ma szansę poprowadzić mecz żużlowy najwyżej 4‑5 razy w roku, a to oczywiście nie sprzyja nabieraniu tak niezbędnego doświadczenia.
W 1968 roku mieliśmy prawie 100 osób z uprawnieniami do prowadzenie zawodów żużlowych! Dopiero w późniejszych latach liczba sędziów zaczęła maleć i zgodnie z sugestiami sprzed lat pojawiła się grupa arbitrów wyłącznie żużlowych. Począwszy od lat 70. liczba sędziów żużlowych ustabilizowała się na poziomie około 25, z czasem zaostrzono bowiem kryteria uzyskania sędziowskich licencji. Jeszcze w latach 60. zdobywało się ją stosunkowo łatwo: wystarczyło odbyć krótki staż u boku licencjonowanego arbitra (była to z reguły obserwacja kilku zaledwie spotkań) i zdać stosowny egzamin teoretyczny i praktyczny z prowadzenia zawodów. Niekiedy o zostaniu arbitrem żużlowym decydował przypadek.
–Wykonując różne funkcje w klubie Kolejarz Opole i działając w GKSŻ miałem okazję wielokrotnie przyglądać się pracy arbitra. Kiedyś wybrałem się jako kibic na mecz do Rybnika i okazało się, że wyznaczony na niego sędzia nie dojechał. Kierownictwa obydwu zespołów poprosiły zatem mnie abym posędziował. Poprowadziłem spotkanie, a po nim post fatum nadano mi sędziowskie uprawnienia – wspomina Andrzej Grodzki, wieloletni międzynarodowy arbiter, działacz Polskiego Związku Motorowego, Międzynarodowej Federacji Motocyklowej oraz Europejskiej Unii Motocyklowej.
W latach 70. oraz 80. zaczęto organizować nabór kandydatów na sędziego żużlowego, do którego zgłaszać się mogły osoby działające dotąd w klubach przy organizacji zawodów. Osoba taka musiała już przejść trwające kilkanaście miesięcy szkolenie. Dopiero po takim szkoleniu kandydat zdawał egzamin ze znajomości przepisów, a jako egzamin praktyczny prowadził zawody pod okiem komisji powołanej przez Kolegium Sędziów. Dopiero po pomyślnie zaliczonych tych próbach otrzymywał licencję i mógł samodzielnie prowadzić zawody.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o