Panowie, pobudka!

Unia Tarnów - Aforti Start Gniezno 42:48

0
123
Unia Tarnów - Aforti Start Gniezno
Unia Tarnów - Aforti Start Gniezno 42:48 | Fot. Sebastian Maciejko
REKLAMA

Fatalnie ułożył się początek tegorocznego sezonu dla drużyny „Jaskółek”. Uważano, że po trzech kolejnych porażkach mecz na własnym torze ze Startem Gniezno będzie stanowił „przełamanie”. Kto na to liczył, srodze się zawiódł. Tarnowianom trudno odmówić ambicji, jednak rywale po raz kolejny okazali się lepsi i prowadząc od pierwszego biegu wygrali zasłużenie. Poniedziałkowy mecz udowodnił, że bez Nielsa Kristiana Iversena i Pawła Miesiąca, przy kameleonowej formie pozostałych zawodników, ciężko będzie o ligowe punkty. Unia zamiast walczyć o play off musi toczyć boje, by nie spaść do II ligi.

REKLAMA

Gdy lider nie punktuje…

Artur Mroczka mówił w wywiadzie na oficjalnej stronie internetowej klubu, że tarnowianie muszą „stanąć na głowie, aby wygrać mecz u siebie”. Jednak początek spotkania pokazał, że gospodarzy czeka bardzo trudne zadanie. Zaczęło się niefortunnie. Start do biegu I wygrali wspomniany Mroczka i Kim Nilsson, ale na dojeździe do I łuku upadli Mroczka i Mirosław Jabłoński. Na szczęście nikomu nic się nie stało, jednak w powtórce niespodziewanie najszybszy okazał się Jabłoński przed Nilssonem, a że dobrze znany w Tarnowie z nienajlepszych występów Peter Kildemand uporał się z Arturem Mroczką, goście objęli prowadzenie 4:2.
Kto liczył, że szybko straty odrobią tarnowscy juniorzy w biegu numer dwa, był z pewnością zawiedziony. Dawid Rempała po dobrym starcie wygrał, ale pasywny Przemysław Konieczny zamknął stawkę. Nie był to jednak koniec rozczarowań w pierwszej serii. W III biegu dobrze spisał się Ernest Koza, który wygrał start i przez cztery kółka odpierał udanie ataki szybkiego Fredrika Jakobsena, ale niespodziewanie zawiódł Rohan Tungate, przyjechał bowiem na końcu. Nie tego oczekuje się od lidera zespołu.
Czary goryczy dopełnił wyścig IV, w którym Timo Lahti pokonał Aleksandra Woentina, a Przemysław Konieczny uległ Marcelemu Studzińskiemu. Jednak po biegu sędzia Artur Kuśnierz obejrzał telewizyjne powtórki i zauważył, że gnieźnieński junior przejechał dwoma kołami wewnętrzny krawężnik, został więc wykluczony. Tym samym gospodarze uratowali remis. W dwóch kolejnych wyścigach szczęście już nie pomogło podopiecznym Tomasza Proszowskiego i Pawła Barana. Przyjezdni wyprowadzili dwa „ciosy” i wygrali biegi V oraz VI podwójnie. Po raz kolejny zawiedli Artur Mroczka i Rohan Tungate, ten drugi był szybszy jedynie od Dawida Rempały. Jechał drugi, ale na trasie wyprzedził go Peter Kildemand. W tym momencie przewaga Startu osiągnęła już 10 punktów (23:13). Tarnowianie sprawiali wrażenie zagubionych. Przegrywali starty, a jeżeli nawet wygrywali, to byli objeżdżani na dystansie. Wyglądało, jakby to oni nie mogli rozszyfrować torowych zagadek, a nie drużyna gości.

Zawiedzione nadzieje

Dwa kolejne wyścigi zakończyły się remisowo, w VIII wreszcie „obudził się” Tungate, Australijczyk pokonał parę Mirosław Jabłoński – Timo Lahti, tego pierwszego wyprzedzając na trasie. Za moment pojechał jako rezerwa taktyczna i gospodarze wreszcie wygrali wyścig 4:2 (Tungate – Kildemand – Nilsson – Jakobsen). Humory miejscowych poprawiły się po wyścigu X. Wreszcie punktować zaczął Artur Mroczka, w duecie z Ernestem Kozą pokonał Oskara Fajfera i juniora Marcelego Studzińskiego. Wydawało się, że miejscowi wracają do gry, wynik brzmiał bowiem 28:32 i Unii brakowało jednego biegu wygranego podwójnie, aby doprowadzić do remisu. Niestety, do tego nie doszło, bowiem w XI wyścigu Ernest Koza nie wytrzymał nerwowo na starcie i zerwał taśmę, a zastępujący go Przemysław Konieczny cudu na torze nie dokonał. Zamiast oczekiwanej wygranej była porażka 2:4.
Nadzieja wróciła na moment po wyścigu XIII. Wygrał go Rohan Tungate, od swojego trzeciego startu jadący tak jak się spodziewano. Stoczył ładny pojedynek z Oskarem Fajferem, wyprzedzając go na wyjściu z drugiego łuku pierwszego okrążenia. Było 37:41 i Unia stanęła przed szansą wygrania meczu, warunkiem było jednak zwycięstwo w wyścigach nominowanych, w tym przynajmniej jedno podwójne. Niestety, wszelkie złudzenia rozwiał już pierwszy z biegów nominowanych. Para Ernest Koza – Artur Mroczka nie sprostała duetowi Oskar Fajfer – Fredrik Jacobsen, ulegając 2:4. W tym momencie losy meczu były już definitywnie rozstrzygnięte, a wygrana Tungate w ostatnim biegu nie miała większego znaczenia.
Porażka Unii była zasłużona, Start był zespołem lepszym i przede wszystkim wyrównanym, wszyscy seniorzy solidnie punktowali. Gospodarze jeździli natomiast bardzo nierówno, na swoim poziomie pojechał jedynie Ernest Koza, chociaż jego notę obniża wykluczenie za zerwanie taśmy w kluczowym momencie spotkania. „Jaskółki” zajmują ostatnie miejsce w tabeli, z zerowym dorobkiem punktowym po czterech rozegranych meczach.
Kolejne ligowe zmagania czekają ich w Rybniku 8 maja. O pierwsze punkty będzie tam bardzo trudno. Takie niestety są realia.

Unia Tarnów – Aforti Start Gniezno 42:48

Unia – Kim Nilsson 7 (2,2,1,2,0), Alexander Woentin 4+1 (2,1*,-,1), Artur Mroczka 6 (0,0,3,3,0), Ernest Koza 8+1 (3,1,2*,t,2), Rohan Tungate 13 (0,1,3,3,3,3), Przemysław Konieczny 1 (0,1,0,0), Dawid Rempała 3 (3,0,0), Piotr Świercz NS.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze