Plusy i minusy sezonu 2012

0
26
REKLAMA

Plusy
1. Drużynowe mistrzostwo Polski. Sukces był to wprawdzie spodziewany, ale przecież bezcenny. Nie tylko dlatego, że tarnowski sport jest w skali kraju przysłowiowym Kopciuszkiem i tak naprawdę w świadomości przeciętnego kibica istnieje tylko dzięki wynikom żużlowców. Pozyskanie ciekawych zawodników, jak Greg Hancock czy Maciej Janowski, nie zapominając o trenerze Marku Cieślaku, okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Oczywiście „Jaskółki” należały do grona faworytów rozgrywek, ale przecież nie zawsze faworyt wygrywa. Tym razem stało się jednak inaczej i do mistrzowskich tytułów z lat 2004‑2005 doszedł kolejny. Tarnowianie zasłużyli na niego. Sezon zasadniczy wygrali z dużą przewagą, okazując się najsilniejszą i najrówniej jeżdżącą drużyną. Wytrawni kibice żużla wiedzą doskonale, że o sile zespołu świadczy przede wszystkim to, jak spisuje się na wyjazdach. Team Cieślaka z 11 rozegranych na obcych torach meczów przegrał tylko cztery, w każdym jednak zdobywając powyżej 40 punktów, przy czym w Gdańsku jadąc bez dwóch najlepszych zawodników. Poza tym dwa mecze tarnowianie zremisowali, a aż pięć wygrali. U siebie zwyciężyli we wszystkich spotkaniach.
Czy można jeszcze wątpić, że tytuł dostał się w najbardziej godne ręce?
2. Dominacja młodzieży. W cieniu najważniejszej rywalizacji ligowej ogromne sukcesy odniosła tarnowska młodzież, która w sezonie 2012 zdominowała wręcz juniorskie rozgrywki. Maciej Janowski po raz kolejny w karierze został indywidualnym mistrzem kraju w tej kategorii wiekowej, zdobył prestiżowy Srebrny Kask. Wraz z klubowymi kolegami wywalczył także kolejne mistrzowskie złota – w Młodzieżowych Mistrzostwach Par Klubowych oraz Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski. Cieszy również to, że w otoczeniu starszych i bardziej doświadczonych kolegów licencję żużlową zdobyli kolejni młodzi zawodnicy, a jeden z nich, Ernest Koza, który do żużla trafił z motocrossu, ma według fachowców prawdziwe „papiery” na jazdę. Miejmy nadzieję, że w przyszłym sezonie młodzi tarnowianie godnie zastąpią starszych kolegów, którzy w sezonie 2013 będą już seniorami.
3. Frekwencja. Sprawdziła się stara prawda, że nic tak nie buduje zainteresowania daną dyscypliną sportu jak dobry wynik zespołu. „Jaskółki” od początku nadawały ton rywalizacji w lidze, miały ciekawy skład, tworzyły z reguły interesujące widowiska, toteż kibiców na Stadionie Miejskim w Mościcach nie brakowało. Frekwencja była zauważalnie wyższa niż w poprzednich sezonach, przypominała tą ze złotych lat 2004‑2005. Normą było po kilkanaście tysięcy widzów na meczu ligowym i ten czynnik również plasował tarnowski ośrodek w ścisłej krajowej czołówce. A już absolutny rekord ostatnich kilku lat padł podczas finałowego starcia ze Stalą Gorzów, kiedy to doliczono się na stadionie 16 tysięcy widzów!

REKLAMA

Minusy
1. Blamaż toruński. Spóźnienie Grega Hancocka mogło tarnowian bardzo drogo kosztować. To, że nikt się nie połapał w tym, że zespół Azotów‑Tauronu nawet bez swojego lidera mieści się w tzw. dolnej KSM i spotkanie spokojnie mogłoby się odbyć bez niego, graniczy niemal z cudem. A bez Amerykanina w składzie ciężko byłoby obronić niewielką zaliczkę z pierwszego spotkania w Tarnowie. Była to wpadka, która absolutnie nie powinna się zdarzyć w ekipie, która była postrzegana wręcz jako wizytówka całego polskiego żużla. Niestety zdarzyła się i, chociaż „niebiosa czuwały”, świadczyła, że organizacyjnie tarnowski klub prezentuje się znacznie gorzej niż sportowo
2. Organizacja meczu finałowego. Zaniedbania, a niekiedy niekompetencja wychodziły niestety na każdym kroku. Fatalnie zorganizowano mecz finałowy. Kibice utyskiwali, że dla kupujących bilety na trybunę główną zabrakło miejsc, narzekali także na pomeczową fetę, podczas której zgasło światło, więc zawodnicy paradowali po torze w ciemnościach, a kibice na chybił trafił usiłowali wydostać się ze stadionu. Nie po raz pierwszy komuś odpowiedzialnemu zabrakło po prostu wyobraźni.
3. Transfer Dawida Lamparta. Rzeszowianin trafił do Tarnowa z nimbem najlepszego zawodnika, z niską KSM doskonale pasującą do nowo zbudowanej drużyny. Nikt oczywiście nie oczekiwał od niego cudów, ale przyzwoitych punktowych zdobyczy jak najbardziej. Bo przecież sprowadzono go jako doświadczonego już zawodnika, także w ligowych spotkaniach na szczeblu ekstraligi. Dawid jednak nie czuł się dobrze w Tarnowie i okazał się zdecydowanie najsłabszym ogniwem zespołu. Miał trochę pecha, bo akurat formą błysnął dosyć niespodziewanie Jakub Jamróg i to on zajął dosyć szybko jego miejsce w składzie. Ale rzeszowianin też miał swoją szansę i ale nie bardzo potrafił ją wykorzystać. Zaledwie 11 punktów wywalczone w 23 wyścigach w całym sezonie najlepiej oddaje rzeczywistość. Dobrze, że potrafił sobie zrekompensować to niepowodzenie w lidze angielskiej.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o