Pora na derby!

0
65
REKLAMA

Uczniowie Nazimka
Małopolskie derby, o czym mało kto pamięta, są starsze od tych mocniej eksponowanych w kraju, to znaczy pojedynków Falubazu Zielona Góra ze Stalą Gorzów na Ziemi Lubuskiej i dawnego Apatora, a dziś Unibaksu Toruń z Polonią Bydgoszcz na Pomorzu. Pozostawały w cieniu może dlatego, że przez wiele lat odbywały się one w niższej klasie rozgrywkowej. Ale dla kibiców w Galicji nie było nigdy na żużlu pojedynków ważniejszych od tych rzeszowsko-tarnowskich. Tak jest i teraz…
Trzeba pamiętać, że tarnowski żużel wiele zawdzięcza swoim sąsiadom, przynajmniej na początku swojego istnienia. Przecież pierwsze treningi po powstaniu sekcji żużlowej zawodnicy Unii, nie mając jeszcze swojego toru, odbywali w Rzeszowie na nieistniejącym już dziś stadionie Resovii. A ich trenerem była legenda rzeszowskiego speedway’a – Eugeniusz Nazimek.
Sentymenty sentymentami, ale bardzo szybko doszło do pierwszych, ważnych konfrontacji. Premierowe derby miały miejsce 19 kwietnia 1959 roku w Tarnowie. Unia była wówczas beniaminkiem II ligi, Stal spadkowiczem z ekstraligi. I goście, mający w składzie takie gwiazdy jak: Florian Kapała, Jan Malinowski czy wspomniany Eugeniusz Nazimek, sprawili tarnowianom lanie, wygrywając 47:28. Rok później rywale walczyli już w ekstralidze i również byli górą – wygrywając w Tarnowie 41:37, zapewnili sobie pierwszy w historii mistrzowski tytuł, spychając „Jaskółki” na sześć sezonów do II ligi. Dopiero po powrocie do I ligi zdołały po raz pierwszy pokonać lokalnego rywala, a było to w 1968 roku.
Lata 70. przyniosły spory kryzys żużla zarówno w Tarnowie, jak i w Rzeszowie, Unia i Stal spotykały się praktycznie rokrocznie w II lidze. Więcej emocji przyniosły tak naprawdę dopiero pojedynki z 1984 roku, w których to Unia, jako wicemistrz II ligi, miała okazję po długich 12 latach wrócić do ekstraklasy, w której miejsca bronili rywale z Rzeszowa. Ale w barażowym dwumeczu to oni właśnie byli lepsi. Wygrali pewnie na własnym torze, a w Tarnowie osiągnęli w pełni ich satysfakcjonujący remis.
Do meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej Unia i Stal wróciły dopiero w drugiej połowie lat 80. Nie brakowało emocji, niestety również i dramatów. 18 września 1988 roku właśnie podczas derbowego spotkania w Tarnowie w tragiczny sposób dobiegła końca kariera Eugeniusza Błaszaka, zawodnika Unii, który do Tarnowa przeszedł właśnie ze Stali – koszmarny upadek spowodował uraz kręgosłupa i skazał go na inwalidzki wózek.

REKLAMA

Wigga wyścig z czasem
Chyba najbardziej spektakularne derby, wywołujące największe namiętności, przyniosła jednak następna dekada, w której w składach obu drużyn pojawili się obcokrajowcy. Tarnowscy kibice z pewnością pamiętają fantastyczny pojedynek w Rzeszowie w 1992 roku. Gospodarze wyznaczyli jego początek na godzinę 11, aby uniemożliwić zdążenie na niego jeżdżącego dzień wcześniej wieczorem w Niemczech, ówczesnego lidera „Jaskółek” Simona Wigga. Anglik stoczył najpierw prawdziwy wyścig z czasem, w ostatniej chwili, tuż przed prezentacją, wpadł na stadion, po czym na dzień dobry pobił rekord toru i poprowadził swoich kolegów do zaskakującej wygranej 48:42.
W pierwszym meczu w Tarnowie też było gorąco, Unia wygrała, a ostatni decydujący bieg był powtarzany aż trzy razy, w końcu obydwaj zawodnicy gości, Jan Krzystyniak i Janusz Ślaczka, zostali wykluczeni, a na torze doszło do pojedynku niczym z filmu karate pomiędzy wspomnianym Ślączką a Robertem Kużdżałem.
Rzeszowscy fani na pewno dużo lepiej wspominają sezon 1996. Wprawdzie pierwszy mecz w Rzeszowie wiosną wygrali tarnowianie, i to aż 58:32, ale w rewanżu, który decydował o być albo nie być w ekstraklasie jednych i drugich, niespodziewanie górą była Stal, wygrywając 50:40. A osobą, która przyczyniła się do wygranej, był wychowanek Unii od tamtego sezonu jeżdżący w Stali, Grzegorz Rempała. Dla „Jaskółek” tamten mecz i tamten spadek oznaczał długie lata głębokiego kryzysu, jazdy w niższych ligach i prowadzonej z determinacją walki garstki oddanych działaczy o przetrwanie „czarnego sportu” w mieście nad Białą.

Bunt „Jaskółek”
Ostatnie spotkania z pewnością nie należały do najbardziej emocjonujących, choć z pewnością do historii przejdzie pojedynek w Rzeszowie w sezonie 2006 – ale nie ze względu na fantastyczne widowisko, tylko dosyć skandaliczne okoliczności, jakie mu towarzyszyły. Tarnowianie, z braćmi Gollobami na czele, nie mieli ochoty jeździć na – ich zdaniem – nienadającym się do tego torze i demonstracyjnie unikali rywalizacji, ulegając ostatecznie rekordowo 18:72.
Miejmy nadzieję, że w tym roku oba tory i w Rzeszowie, i w Tarnowie będą znakomicie przygotowane, a zawodnicy, w tym takie gwiazdy jak Jason Crump, Greg Hancock czy Janusz Kołodziej, stworzą widowiska, które na długo pozostaną w pamięci.
Wielkie derby czas zacząć!

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o