Pozostał niedosyt i mały finał

0
37
zuzel1440-Spar-Falubaz-Unia-Tarnow
REKLAMA

Ostatnim pechowcem u „Jaskółek” okazał się Janusz Kołodziej, który groźnie upadł w sobotę w Lonigo podczas Grand Prix Challenge. Jego występ w przełożonym z niedzieli na środę spotkaniu do ostatniej chwili stal pod znakiem zapytania. A sam mecz, w którym tarnowianie mieli do odrobienia 10 punktów, rozpoczął się od najgorszego z możliwych scenariuszy. Oto w pierwszym biegu tarnowski debiutant, Szwed Jacob Thorssell prowadził przez ponad trzy okrążenia przed Nicki Pedersenem, kiedy to punkty odebrał mu defekt. Zamiast 4:2 było więc 2:4. W wyścigu juniorów start i pierwszy łuk wygrał Kacper Gomólski, ale na dystansie bez problemu wyprzedził go fantastyczny tego dnia Tomasz Musielak, a także na moment Piotr Pawlicki. Wprawdzie „Ginger” odzyskał drugie miejsce, ale nie zmieniło to faktu, że goście wygrali drugi wyścig, a ich przewaga w dwumeczu urosła już do 14 punktów. Za moment kolejne rozczarowanie. Miejscowa para Artem Łaguta – Krzysztof Buczkowski wygrała wprawdzie start i jechała na podwójną wygraną, ale sprawę pokpił kontuzjowany niedawno Buczkowski – łuki tarnowskiego toru sprawiały mu sporo kłopotów, mocno kontrował na ich szczycie, wytracając prędkość. W efekcie został wyprzedzony i przez Grzegorza Zengotę, i przez Przemysława Pawlickiego. Czarę rozczarowań dopełnił bieg czwarty, w którym obolały Janusz Kołodziej przegrał rywalizację z juniorem z Leszna, Tobiaszem Musielakiem.
Właściwie już po tej pierwszej serii startów stało się jasne, że z odrobienia strat z Leszna wyjdą przysłowiowe nici. Podopieczni trenera Marka Cieślaka robili wrażenie, jakby nie poznawali swojego toru, który przecież zawsze był ich mocnym atutem, i zachowywali się, jakby jeździli na wyjeździe. Goście natomiast, kierowani przez tandem trenersko‑menedżerski Roman Jankowski‑Adam Skórnicki, czuli się na nim niczym ryba w wodzie. Nawet jeśli przegrywali starty, potem wyprzedzali gospodarzy na dystansie.
Kolejne biegi przyniosły powiększenie ich przewagi, po ósmym biegu wynosiła ona już osiem punktów, wynik brzmiał bowiem 20:28. Nic nie dała rezerwa taktyczna w kolejnym wyścigu, bo para Martin Vaculik‑ Artem Łaguta przegrała z Przemysławem Pawlickim i w tym momencie było już praktycznie „po zawodach”. Warto dodać, że z dziesięciu pierwszych wyścigów aż osiem indywidualnie wygrali przyjezdni, a to świadczy najlepiej o niemocy „Jaskółek”, wśród których na swoim wysokim poziomie jeździł jedynie Vaculik i częściowo Łaguta. Ostatnie wyścigi nie wniosły do rywalizacji nic pozytywnego dla „gasnących” tarnowian, a obrazem ich porażki mógł być wyścig XIV, kiedy to upadek Krzysztofa Buczkowskiego sprawił, że zakończył się remisowo. Zwycięstwo na zakończenie meczu duetu Vaculik‑Łaguta było jedynie pyrrusowe, nie zmieniło ani nastrojów kibiców, ani rezultatu. Przykra porażka stała się faktem. Marnym pocieszeniem dla widowni był fakt, że obejrzała interesujące widowisko, w którym wiele się działo, na dystansie trwała bardzo zażarta rywalizacja i nie brakowało „mijanek”. Niestety w większości wypadków to gospodarze dali się wyprzedzać leszczynianom, którzy rozpędzeni wjechali tym samym do finału. A w nim ich rywalem jest Stal Gorzów.

REKLAMA

Grupa Azoty Unia Tarnów – FOGO Unia Leszno 42:48

Unia: Martin Vaculik 16 (2, 3, 2, 3, 3, 3), Jacob Thorssell 0 (d, 0, ‑, ‑), Artem Łaguta 10+3 (3, 1, 1, 1, 3, 1), Krzysztof Buczkowski 6+1 (0, 2, 2, 2, w), Janusz Kołodziej 7 (2, 2, 2, 0, 1), Ernest Koza 0 (0, 0, ‑), Kacper Gomólski 3+1 (2, 1, 0, 0).

NCD: Grzegorz Zengota 70,75 w wyścigu XIV. Sędziował Ryszard Bryła z Zielonej Góry. Widzów 7 tysięcy.

Po meczu powiedzieli:

Kacper Gomólski (Grupa Azoty Unia Tarnów): Przegraliśmy z torem, który nam nie leżał, to nie był ten tor, do którego byliśmy przyzwyczajeni przez cały sezon. Każdy z nas miał na nim problemy i gubił się. Męczyliśmy się bardzo. Gratuluję kolegom z Leszna wygranej i będę im kibicował w meczach finałowych ze Stalą Gorzów. Na razie jestem rozbity psychicznie tym, co się stało, ale mam nadzieję, że dobry nastrój wróci. Niestety, jeszcze raz okazało się, że nie wystarczy wygrać rundę zasadniczą, aby zdobyć mistrzostwo, bo play off rządzi się swoimi prawami. Szkoda, ale teraz trzeba walczyć o brązowe medale.

Grzegorz Zengota (FOGO Unia Leszno): Jesteśmy w wielkim finale ligi, trudno więc abyśmy nie byli zadowoleni, szczęśliwi. Wygraliśmy w Lesznie i w Tarnowie, czym tylko potwierdziliśmy naszą bardzo dobrą ostatnio dyspozycję. A przecież chyba mało kto się spodziewał, że to właśnie Unia Leszno walczyć będzie o złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski. W finale postaramy się pojechać równie dobrze i sprawić kolejną niespodziankę.


Po przerwie do składu Unii wrócił Greg Hancock i chociaż jeździł nierówno, spełnił swoje zadanie. Z obozu gospodarzy dochodziły przed spotkaniem głosy, że od składu zostanie odstawiony notujący ostatnio słabe wyniki Jarosław Hampel, ale po niespodziewanej wygranej w sobotę w Grand Prix w Sztokholmie kapitan naszej narodowej drużyny został jednak wystawiony do meczu i jak się okazało, był najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy.
Miejscowi rozpoczęli mecz od bardzo mocnego uderzenia. W pierwszej serii z czterech biegów aż trzy wygrali podwójnie, nie potrafili ich nawet rozdzielić ani Hancock, ani Łaguta, ani Vaculik, ani Kołodziej. Jedynym „sukcesem” w tym okresie meczu było przedzielenie juniorów Falubazu przez Kacpra Gomólskiego w wyścigu młodzieżowym. Po pierwszej serii miejscowi prowadzili więc już różnicą 14 punktów 19:5 i wydawało się, że „Jaskółki”, po tym jak odpadły z walki o Drużynowe Mistrzostwo Polski, straciły ochotę do jakiejkolwiek rywalizacji i chcą już tylko zakończyć tegoroczny sezon.
W IV biegu taśmy dotknął Martin Vaculik i oczywiście został wykluczony, a ponieważ Adrian Gomólski zastąpił Mateusza Borowicza jako rezerwa taktyczna, ten nie mógł pojechać, zgodnie z regulaminem, za Słowaka i wyścig odbył się w trzyosobowej obsadzie. Na szczęście począwszy od drugiej serii, tarnowianie nieco ochłonęli i zaczęli odrabiać straty. W V biegu gospodarze liczyli na zwycięstwo 5:1, ale na trasie z Krzysztofem Jabłońskim poradzili sobie zarówno Greg Hancock, jak i Janusz Kołodziej. Za moment goście wygrali 5:1, po tym jak Artem Łaguta zamknął na łuku Piotra Protasiewicza i razem z Krzysztofem Buczkowskim uciekł do przodu. Buczkowski wygrał pewnie, a Rosjanin skutecznie bronił się przed atakami jednego z weteranów polskich torów. W VII biegu kibice byli świadkami bardzo ładnego i ostrego pojedynku Kacpra Gomólskiego z Jarosławem Hampelem, wygranego przez tego pierwszego. Tylko jeden punkt zdobył Martin Vaculik, który rozpoczął mecz koszmarnie, ale na szczęście potem się rozkręcił. Kolejne, trzecie z rzędu zwycięstwo odnieśli tarnowianie w wyścigu VIII. Tym razem najszybszy był Greg Hancock, a Janusz Kołodziej, który z drugiej pozycji na jednym łuku spadł na ostatnią, „odbił” ostatecznie jeden punkt kosztem Kamila Adamczewskiego.
W tym momencie Falubaz prowadził już tylko 27:21, w dodatku okazało się, że zasłabł bardzo dobrze jeżdżący Aleksander Łoktajew i powrócił na tor dopiero w wyścigu XIII. Przed biegami nominowanymi gospodarze prowadzili 43:35 i trener Marek Cieślak sięgnął po rezerwę taktyczną: Artem Łaguta pojechał za Krzysztofa Buczkiwskiego. Była to decyzja trafiona, bowiem tarnowska para Łaguta‑ Martin Vaculik pokonała pewnie duet Jonsson –Jabłoński.
Zwieńczeniem meczu był kapitalny pojedynek w ostatnim wyścigu pomiędzy Łagutą a Hampelem. Kilkakrotnie tasowali się na dystansie, ostatecznie lepszy okazał się tarnowianin. Zaczęło się więc fatalnie, skończyło nieźle. Strata czterech punktów daje realne perspektywy na ich odrobienie i drugi z kolei brązowy medal w lidze. Rewanż w najbliższą niedzielę na torze Stadionu Miejskiego w Tarnowie.

Falubaz Zielona Góra – Grupa Azoty Unia Tarnów 47:43

Unia: Greg Hancock 9 (1, 2, 3, 0, 3, 0), Janusz Kołodziej 2 +1 (0, 1, 1, ‑), Artem Łaguta 12+2 (0, 2, 2, 3, 2, 3), Krzysztof Buczkowski 6+1 (1, 3, 1, 1), Martin Vaculik 7 (t, 1, 3, 0, 3), Kacper Gomólski 7 (2, 1, 3, 1), Mateusz Borowicz 0 (0, ‑, 0).

NCD: Krzysztof Jabłoński 61,15 w wyścigu III. Sędziował Leszek Demski z Ostrowa. Widzów 7000.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments