Sport dla oldboyów?

0
7415
Obecny mistrz świata, Amerykanin Greg Hancock, w czerwcu skończy 47 lat
Obecny mistrz świata, Amerykanin Greg Hancock, w czerwcu skończy 47 lat
REKLAMA

Co łączy takich żużlowców jak Greg Hancock, Nicki Pedersen, Maciej Kuciapa, Sebastian Ułamek czy Piotr Protasiewicz? Metryka. Każdy z nich ma 40 albo więcej lat i nadal z powodzeniem kontynuuje sportową karierę. Ba; najstarszy w tym towarzystwie Hancock – rocznik 1970 – to przecież aktualny mistrz świata.

Niezniszczalni, niezatapialni
Ale przecież wymienieni zawodnicy nie stanowią wcale ewenementu. Blisko magicznej „czterdziestki” są chociażby Damian Baliński, Stanisław Burza, Bjarne Pedersen czy Hans Andersen. 48‑letni Jacek Gollob nie wyklucza powrotu na tor i startów przynajmniej w zawodach towarzyskich, a jego o dwa lata młodszy brat Tomasz, gdyby nie tragiczny wypadek na motocrossie, rozpoczynałby kolejny sezon w ekstralidze. Jego rówieśnik Jacek Rempała odnowił licencję zawodniczą. Dopiero w ubiegłym roku, w wieku 48 lat, będąc już dziadkiem, zakończył starty Piotr Świst, a kilka tygodni temu pożegnali się z torem Szwedzi: urodzony w 1969 roku Peter Karlsson i tylko dwa lata młodszy Magnus Zetterstroem. Australijczyk Davey Watt postanowił w ostatnich dosłownie daniach rozstać się z żużlem mając ukończone 39 lat.
Ciekawych wniosków dostarczyć mogła analiza składu drużyny Speed Car Motor Lublin w pierwszym w nowym sezonie ligowym spotkaniu przeciwko Ostrovii. Skład seniorski tworzyli wspomniani: Bjarne Pedersen, Stanisław Burza i Maciej Kuciapa oraz 32‑letni Paweł Miesiąc i 34‑letni Daniel Jeleniewski. Gdyby wyciągnąć średnią wieku tylko formacji seniorskiej, wyniosła by ona ponad 37 lat! Dawniej raczej nie do pomyślenia.
Rzecz w tym, że przez wiele lat żużel, podobnie jak inne sporty, był domeną ludzi młodych. W niektórych dyscyplinach zresztą, na przykład w boksie amatorskim, obowiązywał bezwzględnie przestrzegany limit wieku, po którego osiągnięciu obligatoryjnie trzeba było kończyć karierę. Jeżeli chodzi o speedway, zawodnik, który przekraczał „magiczną” granicę 30 lat był już właściwie często uznawany niemal za sportowego emeryta. Czterokrotny indywidualny mistrz Polski Florian Kapała rozmyślał nad zakończeniem kariery w połowie lat 60., kiedy miał 35 lat. Uznawany był już powszechnie za weterana torów i takim się czuł. Ostatecznie zakończył starty w 1967 roku w wieku 38 lat z przyczyn pozasportowych, ale wtedy oraz także przez wiele kolejnych lat żużlowcy czynnie startujący w takim wieku należeli do wyjątków i traktowani byli przez fanów, owszem, z uznaniem, ale z drugiej strony jako pewne ciekawe i osobliwe zjawisko. O Pawle Waloszku, który potrafił ścigać się do 47. roku życia opowiadano na trybunach dowcip jak to podczas wycieczki polskiej grupy po Egipcie nagle ożyła mumia i dowiedziawszy się skąd pochodzą turyści zapytała czy Waloszek jeszcze startuje. Andrzej Huszcza swoją sportową długowiecznością zyskał przydomek „niezniszczalnego‑ niezatapialnego”. Dziś z zawodników, którzy zbliżają się do czterdziestki lub nawet ją przekroczyli można by zbudować nawet niejedną niezłą drużynę.

REKLAMA

Życie zaczyna się po czterdziestce
Co sprawia, że obecnie tak duże grono żużlowców z powodzeniem uprawia ten niebezpieczny przecież sport przez tak wiele lat?
–Profesjonalizacja – nie ma wątpliwości wieloletni dziennikarz żużlowy, a obecnie członek podkomisji do spraw reprezentacji narodowej GKSŻ Maciej Polny.‑ Zawodnicy dziś to małe przedsiębiorstwa. Mają swoich menedżerów, mechaników, zatrudniają psychologów, dietetyków. To pomaga im utrzymać dobrą formę znacznie dłużej niż dawnym pokoleniom zawodników.
Z opinią Polnego zgadza się Stanisław Burza.
– Dawniej zawodnicy byli na garnuszku klubu, czyli zakładu patronackiego. Kiedy trafiały się kontuzje często kończyli kariery i po prostu szli do pracy. Dziś mają zawodowe kontrakty i stać ich na rehabilitacje czy odnowę biologiczną. Medycyna też poszła do przodu – kontuzje, które kiedyś eliminowały z uprawiania sportu dziś są leczone i żużlowiec startuje dalej. Łatwiej jest przygotować się do startu nawet mając nieco więcej lat, w efekcie każdy jeździ dotąd, dokąd czuje się na siłach, a jeżeli może z tego nieźle żyć i utrzymać rodzinę na godnym poziomie, to interes się kręci. Trzeba także pamiętać, że żużel to sport specyficzny. To nie jest bieg na 100 metrów, gdzie w pewnym wieku organizm po prostu nie pozwala na osiąganie takich wyników jak dawniej. Tutaj wszyscy jeździmy na motocyklach, decydujące znaczenie mają więc nie metryka, ale doświadczenie i umiejętność odpowiedniego przygotowania sprzętu do danych zawodów – dzieli się swoimi refleksjami drużynowy mistrz kraju z lat 2004-2005. – Ale trzeba bardzo dbać o swoją formę. Zawodnik inaczej przygotowuje się do sezonu, kiedy ma dwadzieścia, a inaczej, kiedy czterdzieści – dodaje.
Wie o tym doskonale Piotr Protasiewcz, pierwszy Polak, który zdobył tytuł mistrza świata juniorów… 21 lat temu, a dziś stanowi ciągle absolutną czołówkę polskich zawodników. Gdyby nie miał tej wiedzy i świadomości, nie ważyłby jak obecnie 64 kilogramów przy wzroście 181 centymetrów.
– Chcąc szybko jeździć na motocyklu nie mogę ważyć więcej – przyznaje. Protasiewicz, podobnie jak grono jego rywali z tej samej wiekowej „półki”, w przyszłość może patrzeć optymistycznie.
Specjalizujący się w lodowej odmianie speedway’a Szwed Per Olaf Serenius pożegnał się z czynnym uprawianiem sportu dopiero w styczniu bieżącego roku mając lat… 68!
Żużlowe życie zaczyna się po czterdziestce? Może nie do końca, ale jak się okazuje można się wtedy bardzo dobrze sprawdzać w tym sporcie. I pomyśleć, że do niedawna panom w tym wieku proponowano szachy, ewentualnie brydża…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o