Sześć minut groteski

0
53
REKLAMA

Potem nadeszły informacje, że prawdopodobnie spotkanie zostanie powtórzone w czwartek 20 września, a w poniedziałek po południu podano oficjalną datę powtórki- niedziela 23 września. Tym samym początek finałowych zmagań zostanie przesunięty o tydzień- na 30 września. To co się stało w Toruniu było jednak antypropagandą polskiego żużla.
Już dni poprzedzające mecz były w Tarnowie nerwowe. W sobotę okazało się, że do Torunia nie pojedzie Martin Vaculik, który zapadł na tajemniczą chorobę i przysłał do klubu informację, że przebywa w szpitalu. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów zaczęli głosić, że to taktyczna zagrywka tarnowian. Wskazywali, że Vaculik nie lubi toru w Toruniu, przeważnie notuje tutaj słabe występy i tarnowianie położyli słowackiego żużlowca do łóżka specjalnie tak aby zastosować za niego zastępstwo zawodnika, które jakoby miałoby być dla nich bardziej korzystne. Trener Marek Cieślak nie krył zdenerwowania słysząc takie głosy- To kompletny absurd, przecież Martin to w tej chwili czołowy zawodnik na świecie, bardzo dobrze spisuje się w tym roku w lidze i zdobywa dużo punktów. Jak moglibyśmy specjalnie wykluczać go z tego tak ważnego meczu?. Jak się miało okazać to nie koniec problemów. W niedzielę około południa pojawiły się informację, że lecący na mecz ze Szwecji Greg Hancock utknął na lotnisku w stolicy Norwegii Oslo, skąd miał lot do Gdańska. Ale ten lot został odwołany. Zrobiło się nerwowo, ponieważ bez niego i bez Vaculika szansę tarnowian na obronę sześciopunktowej zaliczki z pierwszego meczu były praktycznie żadne. Amerykanin przebudował bilety, w końcu dotarł do Polski i samochodem na parking przed stadionem w Toruniu. Niestety do sędziego zawodów Piotra Lisa zgłosił się sześć minut po godzinie 17. Tymczasem nowy punkt regulaminu rozgrywek mówi, że o godzinie rozpoczęcia meczu muszą być zgłoszeni zawodnicy mający brać w nim udział i suma tzw kalkulowanej średniej meczowej musi wynosić pewne minimum, które dla ekstraligi wynosi 34 punkty. Arbiter zgodnie z literą prawa nie uwzględnił obecności Hancocka i ogłosił walkower dla gospodarzy 40:0. W tym momencie więc zespół Unibaksu, za darmo, bez meczu awansował do wielkiego finału Enea Ekstraligi. Sytuacja była więc groteskowa dla jednych, dla drugich skandaliczna. 15 tysięcy widzów na trybunach, kilkaset tysięcy przy telewizyjnych odbiornikach, a meczu o tak wysoką stawkę po prostu nie ma. Toteż wypowiedzi przedstawicieli drużyn były jednoznaczne. Marek Cieślak –Po prostu chce mi się wyć. Hancock był przed stadionem kiedy miało rozpocząć się spotkanie, ale wokół było mnóstwo samochodów, które blokowały wejście. Biegł do nas, ale nie zdążył, spóźnił się dosłownie 6 minut. Sędzia postąpił zgodnie z regulaminem, więc trudno mieć do niego pretensję. Moim zdaniem polski żużel wbił sobie w Toruniu nóż w plecy!. Greg Hancock-Jedna decyzja zniweczyła nasz całoroczny wysiłek, ekstraliga straciła cały nasz szacunek. To jest bardzo zły dzień dla żużla. Chciałbym bardzo przeprosić wszystkich moich przyjaciół w Tarnowie, chociaż wiem, że te słowa niewiele teraz znaczą. Zawodnik gospodarzy Ryan Sullivan-To brak szacunku dla zawodników i kibiców. Po prostu hańba!
Ale to nie koniec całej historii. Już po tym jak sędzia ogłosił walkower tarnowianie zgłosili protest. Wskazali, że nawet bez Hancocka, KSM zawodników, którzy o godzinie rozpoczęcia meczu byli w parku maszyn, a więc Kołodzieja, Janowskiego, Madsena, Jamroga, Gomólskiego i Vaculika, z którego zastosowano zastępstwo zawodnika wynosił 34,03, a więc mieścił się w dolnym limicie. Arbiter nie miał więc prawa ogłosić walkowera. Władze Enea  Ekstraligi przyznały rację tarnowianom i nakazały powtórkę meczu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o