Tarnowianin pojedzie w Mistrzostwach Świata na długim torze

0
698
Tarnowianin pojedzie w Mistrzostwach Świata
REKLAMA

Stanisław Burza, wychowanek Unii Tarnów i drużynowy mistrz kraju w latach 2004-2005 wystartuje jako reprezentant Polski w rundzie mistrzostw świata na długim torze, która odbędzie się w sobotę, 26 września, w Rzeszowie.

Dla wielu kibiców to z pewnością wiadomość zaskakująca i pewnego rodzaju niespodzianka. Popularny „Stanley” w tym sezonie jeszcze bowiem nie startował w żadnych zawodach. Ma podpisany tzw. „kontrakt warszawski” z jeżdżącą w II lidze drużyną RzTŻ Rzeszów, ale koncentruje się na przygotowywaniu silników dla zawodników z kilku krajów. Pomaga także w ekstraligowym Motorze Lublin w pracy z tamtejszą młodzieżą. Jak zapewnia, chociaż ma 43 lata przygody ze speedwayem jeszcze nie zakończył i z niecierpliwością czeka na występ w Rzeszowie.

REKLAMA

Obiecujące wspomnienia
Dla Burzy nie będzie to jednak pierwszy start w tej odmianie wyścigów torowych, zwanej long trackiem. Siedem lat temu, w 2013 roku, brał udział w rundzie mistrzostw świata, która została rozegrana także w Rzeszowie. Nowe zliberalizowane przepisy dotyczące parametrów torów do long tracka sprawiły, że najdłuższe tory klasyczne, takie jak na przykład w stolicy Podkarpacia, zaczęły odpowiadać wprowadzonym normom. Wówczas, w sierpniu 2013 roku, odbył się pierwszy turniej mistrzowski w long tracku w Polsce. Zawody wygrał Niemiec Martin Smoliński przed Australijczykiem Cameronem Woodwardem, Czechem Josefem Francem oraz ówczesnym mistrzem świata Finem Joonasem Kylmaekorpim. Wszyscy łączyli starty na długim torze z klasyczną odmianą sportu żużlowego. Burza w debiucie spisał się powyżej wszelkich oczekiwań. Na naprędce przygotowanym sprzęcie, dalekim od jakości motocykli rywali, zajął siódme miejsce. W turnieju zasadniczym wygrał dwa biegi, w jednym z nich pokonał między innymi Kylmaekorpiego oraz Franca (w biegach startowało po pięciu zawodników). Awansował do półfinału, ale zajął w nim czwarte miejsce i nie przebił się do finału.
Ze swojego występu był jednak bardzo zadowolony.- Nie ukrywam, były to fajne zawody. Liczyłem na to, aby zakończyć turniej w pierwszej dziesiątce. Obawiałem się, czy podołam temu wyzwaniu. Przede wszystkim jechałem na bardzo starym motocyklu, z ramą, jakiej tutaj nikt nie miał. Jest to inna odmiana żużla, ale jedzie się podobnie. W moich biegach widać było walkę, były mijanki i jestem zadowolony, że nie jeździłem z tyłu. Walczyłem i udało mi się zwyciężyć z tymi najlepszymi. Jazda na długim torze nie jest straszna. Wystarczą chęci, odwaga i trzymanie gazu – komentował swój występ zaraz po jego zakończeniu.
A po latach dodaje: – Pomogło mi to, że tor jak na long track był krótki i w dodatku dobrze mi znany. W motocyklach do tej odmiany speedwaya jest dwubiegowa skrzynia, ale ja nie zmieniałem biegów, od startu do mety jechałem na jednym i to się sprawdziło. Pokonałem kilku zawodników ze światowej czołówki i to była dla mnie wielka satysfakcja. Myślę, że gdyby nie nietrafione podpowiedzi różnych osób w parku maszyn, to może mogłem awansować nawet do finału imprezy. Po tak udanym występie Burza otrzymał propozycję startu w kolejnych mistrzowskich zawodach w Niemczech, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Mocne zwieńczenie kariery?
Tarnowianin nie ukrywa, że bardzo zależało mu na występie w tych zawodach, bo liczy na to, że mogą one stanowić piękną klamrę, wieńczącą jego długą, bo trwającą już ponad dwie dekady, przygodę z żużlem. I pilnie się do niej przygotowuje, przede wszystkim dbając o sprzęt, który będzie mu w stanie zapewnić w miarę skuteczną rywalizację na rzeszowskim owalu.
– Mam obiecany na te zawody motocykl od promotora imprezy, ale zabezpieczyłem sobie także drugi od znanego rosyjskiego zawodnika Renata Gafurowa. Bardzo liczę na pomoc sponsorów i dobry występ w Rzeszowie. Tamte zawody sprzed kilku lat wspominam bardzo miło i mam nadzieję, że te również będą udane. Jazda na torze nadal mnie cieszy – dodaje „Stanley”, dla którego start w tych zawodach stanowi dużą szansę nie tylko na przypomnienie się kibicom, ale także, być może już ostatni w karierze, autentyczny sportowy sukces.
Tegoroczny cykl mistrzostw świata w long tracku składa się jedynie z trzech rund. Pierwsza odbyła się w sobotę, 5 września, we francuskim Morizes. Zwyciężył Niemiec Lukas Fienhage przed Francuzem Mathieu Tresarieu oraz Holendrem Romano Hummelem. Druga runda jest planowana na niedzielę, 20 września, a jej gospodarzem będzie holenderska miejscowość Roden. Rzeszowski turniej będzie zatem ostatnią i decydującą batalią, po której poznamy mistrza świata w long tracku na rok 2020.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o