Tarnowskie złota, tarnowskie finały

0
217
Pytka-warsztat
REKLAMA

Sensacja w jaskini lwa
W 1967 roku finał IMP odbył się w Rybniku, mieście ówczesnej potęgi polskiego sportu żużlowego. Nazwiska zawodników ówczesnego ROW‑u Rybnik, Antoniego Woryny, Andrzeja Wyglendy, Joachima Maja czy Stanisław Tkocza, znane były na torach całej Europy. Toteż kandydata na mistrza w tamtym roku szukano właśnie wśród gospodarzy, Katowicki „Sport” pisał przed zawodami: Teoretycznie najwięcej do powiedzenia powinien mieć kwartet rybniczan: Woryna, Wyglenda, Maj i Tkocz. Za najgroźniejszych rywali reprezentantów ROW-u uważamy Pogorzelskiego oraz Waloszka i Podleckiego. Swoje trzy grosze mogą wtrącić Mucha, Trzeszkowski i Friedek. A może przebudzi się utalentowany Gluecklich?
Jak widzimy, w dosyć szerokim gronie faworytów dziennikarz „Sportu” nie widział miejsca dla lidera ówczesnego beniaminka I ligi, Zygmunta Pytki, który awansował do finału, zajmując czwarte miejsce w ćwierćfinale w Częstochowie oraz wygrywając półfinał w Rzeszowie.
A 1 października 1967 w Rybniku… Zygmunt Pytka rozpoczął zawody od wyścigu I, w którym zajął drugie miejsce za jednym z faworytów, drugim wicemistrzem świata z roku poprzedniego, Woryną, ale wyprzedzając Podleckiego i Waloszka. W VII biegu tarnowian niespodziewanie dla wielu obserwatorów zwyciężył, pokonując Maja, Trzeszkowskiego i Wyglendę, podobnie było w wyścigu XI, w którym okazał się lepszy od Friedka, Odrzywolskiego i Jaroszewicza, oraz XV, w którym poskromił Gluecklicha, Muchę i Tkocza. Zaczęło pachnieć sensacją. Wreszcie wyścig XIX. Start wygrywa Andrzej Pogorzelski, zanim jak cień podąża zawodnik z Tarnowa. Wyczekuje na dogodny moment i atakuje. Skutecznie! Ma 14 punktów i to wystarczy do zdobycia mistrzowskiej korony. Po raz pierwszy w dziejach tarnowskiego żużla.
W Tarnowie sukces ten sprawił kibicom wielką radość: Cały Tarnów żyje sukcesem Pytki – pisała bez wielkiej przesady lokalna gazeta. Było z czego się cieszyć. Warto przy okazji wspomnieć, że Zygmunt Pytka pojechał do Rybnika z motocyklem, który klubowi mechanicy złożyli z części kilku maszyn. I ten „składak” okazał się niezwykle szczęśliwy. Jak wielki sukces osiągnął Pytka, najlepiej świadczy fakt, że na podobny w Tarnowie czekano niemal czterdzieści lat!

REKLAMA

Złoto razy dwa
Pierwszy finał Indywidualnych Mistrzostw Polski odbył się w Tarnowie dopiero w 2005 roku. Był to złoty czas tarnowskiego żużla. Wsparta finansowo przez strategicznego sponsora – Rafinerię Trzebinia – ekipa spod znaku jaskółki, z takimi tuzami jak Tony Rickardsson, bracia Gollobowie czy „młode wilki”: Janusz Kołodziej i Marcin Rempała, zdominowała na dwa sezony ligę. O sile tarnowian świadczyć mógł fakt, że do finału w 2005 roku przebiło się aż pięciu zawodników Unii: bracia Gollobowie, bracia Rempałowie (Grzegorz i Marcin) oraz Janusz Kołodziej.
Finał rozegrany w pogodny wieczór 15 sierpnia w blasku reflektorów i przy nadkomplecie publiczności był fascynującym widowiskiem, jednym z najbardziej pamiętnych finałów IMP w jego długiej historii. Większość wyścigów miała niesamowitą dramaturgię, a wyścig XV do dziś jest wspominany i zapamiętale komentowany.
Spotkali się w nim niepokonani dotąd zawodnicy Unii, Tomasz Gollob i Janusz Kołodziej. Przez cały dystans prowadził Gollob. Miał sporą przewagę, jechał na luzie i wydawało się, że jest niezagrożony. Tymczasem Janusz Kołodziej na ostatnim łuku niesamowicie napędził się i tuż przed metą, atakując przy bandzie, dosłownie o błysk szprychy wyprzedził swojego klubowego kolegę. O ostatecznym podziale medali zadecydował ostatni bieg. Start do niego wygrał Rune Holta, ale wyprzedził go Janusz Kołodziej, a pod koniec biegu także Jacek Gollob, który wykonał udany atak, niemal leżąc na motocyklu.
Ostatecznie mistrzem Polski został Janusz Kołodziej. Warto zaznaczyć, że miał wówczas zaledwie 21 lat i to, że w całym cyklu mistrzostw, licząc ćwierćfinał, półfinał i finał, nie stracił ani jednego punktu, wygrywając wszystkie wyścigi! Drugie miejsce zajął Tomasz Gollob, a trzecie jego brat Jacek. Tak więc wszystkie miejsca na podium zajęli zawodnicy Unii Tarnów.
Takie wydarzenie miało miejsce w przeszłości tylko raz w 1988, kiedy to finał IMP w ten sposób zdominowali żużlowcy Unii Leszno.
– My z bratem mamy już wiele złotych medali Indywidualnych Mistrzostw Polski. Dla Janusza to pierwszy triumf, więc na pewno bardziej go cieszy, niż cieszyłby nas. Zasłużył na zwycięstwo – mówił na konferencji prasowej po zawodach Tomasz Gollob.
Rok później drugi tarnowski finał IMP nie był już tak ekscytujący jak poprzedni. I tym razem jednak wygrał zawodnik Unii‑ Tomasz Gollob. Zwycięstwo nie przyszło mu jednak łatwo, przegrał biegi z Jackiem Rempałą i Sebastianem Ułamkiem. W efekcie o mistrzowskim tytule zadecydować miał ostatni XX wyścig. Tomasz Gollob miał przed nim 10 punktów, o jeden więcej Wiesław Jaguś i Sebastian Ułamek, z tym że ten ostatni zakończył już swoje starty. Gdyby Jaguś wygrał bieg, zostałby mistrzem, innych możliwości było jednak sporo. Tomasz Gollob jeszcze raz udowodnił, że jest mistrzem podbramkowych sytuacji. Zwyciężył, a za nim minął linię mety Jarosław Hampel. Dopiero trzeci był filigranowy zawodnik z Torunia. Tym samym na podium stanęli w kolejności: Tomasz Gollob – 13 punktów, Wiesław Jaguś – 12 punktów i Sebastian Ułamek – 11 punktów, a 12 tysięcy widzów nagrodziło medalistów gromkimi brawami. Tomasz Gollob zdobył wówczas swój siódmy i, jak się miało potem okazać, wcale nie ostatni złoty medal IMP.

 

Jeszcze jedno mistrzostwo
W 2007 roku po raz czwarty i jak dotąd ostatni zawodnik Unii cieszył się z tytułu Indywidualnego Mistrza Polski. Było to 15 sierpnia we Wrocławiu. Na torze Stadionu Olimpijskiego najlepszy okazał się jeżdżący wówczas w Unii Norweg z polskim paszportem – Rune Holta, a drugi był także jeżdżący w tarnowskiej drużynie Tomasz Gollob.
Późniejszy mistrz rozpoczął swoje zmagania od półfinału, bowiem ze startu w pierwszej eliminacji, jako rozstawiony zawodnik, został zwolniony. A wspomniany półfinał odbył się 8 lipca na torze w Rybniku. Holta, nazywany przez polskich kibiców „Ryśkiem”, jeździł bardzo spokojnie i skutecznie. Rozpoczął wprawdzie od niepowodzenia i ostatniego miejsca, ale w czterech kolejnych biegach wywalczył 10 punktów, co dało mu czwartą lokatę i pewne miejsce w finałowej szesnastce. W finale nie dał rywalom żadnych szans. Tak jak czterdzieści lat wcześniej Zygmunt Pytka zdobył 14 punktów, ulegając tylko raz w XIII biegu rewelacji turnieju, Danielowi Jeleniewskiemu z Towarzystwa Żużlowego Lublin. Pozostałe biegi wygrał, a drugiego w końcowej klasyfikacji Tomasza Golloba wyprzedził aż o trzy punkty. Było to drugie indywidualne mistrzostwo Holty. Pierwsze zdobył w 2003 roku w Bydgoszczy, będąc zawodnikiem Włókniarza Częstochowa. Warto także przypomnieć, że Rune Holta po zdobyciu tego pierwszego mistrzostwa ufundował czapkę wojskową, która obok czapki Kadyrowa stała się kolejną, osobliwą nagrodą przechodnią za zdobycie tytułu Indywidualnego Mistrza Polski.
Kto zatem założy w tym roku czapki Kadyrowa i Holty oraz w geście triumfu wzniesie Puchar im. Józefa Dochy, przekonamy się już we najbliższą niedzielę wieczorem. Czy tarnowski tor znowu okaże się szczęśliwy dla zawodników Unii jak w 2005 oraz 2006 roku?

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments