Unia jednak w I lidze?

0
81
zuzel UNIA
REKLAMA

Regulaminowy galimatias
Zacznijmy od żużlowego prawa. Kwestie spadków i awansów regulują wydawane corocznie Regulaminy Sportu Żużlowego. Artykuł 706 w punkcie 1 mówi wyraźnie, że drużyna, która zajęła w rozgrywkach o mistrzostwo ekstraligi ostatnie, czyli ósme miejsce, zostaje z niej zdegradowana. Siódma drużyna powinna odbyć barażowy dwumecz z wicemistrzem I ligi w obronie bytu w ekstralidze. W tym samym artykule punkt 5 mówi natomiast, że jeżeli drużyna uprawniona awansem zostanie pominięta w pozyskaniu uprawnień do awansu, prawo to przejmuje kolejny zespół I ligi. Tyle regulamin, a żużlowe życie przyniosło, nie po raz pierwszy zresztą, totalny galimatias.
Przede wszystkim zwycięzca rozgrywek o mistrzostwo I ligi, startujący w Polsce gościnnie Lokomotiv Daugavpils, został na mocy postanowień Polskiego Związku Motorowego po raz drugi z rzędu pozbawiony możliwości awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Okazało się, że jego promocją nie są zainteresowane ani władze polskiego żużla, ani strategiczny sponsor ekstraligi, ani też telewizja transmitująca rozgrywki. Po prostu: Łotysz zrobił swoje, Łotysz może odejść. Zdanie kibiców nie ma tutaj większego znaczenia, podobnie jak sportowy sukces ekipy Lokomotivu. Tym samym miejsce w ekstralidze otrzymał wicemistrz I ligi Orzeł Łódź. Tuż po zakończeniu rozgrywek jego prezes Witold Skrzydlewski w specjalnym oświadczeniu zrezygnował z przywileju awansu. „Możliwość dołączenia do rozgrywek w tak elitarnym gronie jest dla nas wielkim zaszczytem. Jednakże wszystkim kibicom żużla w Polsce znane są dobrze nasze wielokrotne deklaracje, mówiące o tym, że KS „Orzeł” Łódź przystąpi do ekstraligi tylko wtedy, gdy awans do niej wywalczy sportowo na torze, a nie w wyniku regulaminowych zapisów” – czytamy w tymże oświadczeniu. Nie brakuje jednak spekulacji, że „Orzeł” nawet gdyby wygrał rozgrywki I ligi to i tak nie pojechałby w sezonie 2017 w ekstralidze, bo jego właściciela po prostu nie stać na konieczne podwyższenie budżetu, a poszukiwania finansowych sojuszników spełzły na niczym. Tak czy owak „Orzeł” powiedział. „pas”.

REKLAMA

Włókniarz chętny
Brak sportowej promocji, na którą powołał się Witold Skrzydlewski nie był natomiast żadną przeszkodą dla działaczy Włókniarza Częstochowa, który w rozgrywkach I ligi zajął dopiero trzecie miejsce. „Do naszego klubu wpłynęło zapytanie dotyczące przystąpienia Włókniarza Częstochowa do rozgrywek Ligi Zawodowej w sezonie 2017. Na udzielenie odpowiedzi dostaliśmy siedem dni. Patrząc na sytuację finansową klubu, mogliśmy podjąć decyzję zaraz po wpłynięciu, jednak zdając sobie sprawę z powagi decyzji, jaką podejmujemy, wykorzystaliśmy ten czas maksymalnie na dopięcie wielu ważnych spraw. Kluczowe dla nas jest zdanie środowiska żużlowego, kibiców, sponsorów i władz miasta. Częstochowa zasługuje na ekstraligę i to jest pewne. Mamy wspaniałych kibiców, piękny stadion SGP Arena, tradycje, oddanych działaczy i – co najważniejsze – władze miasta, którym zależy na sporcie w najwyższym krajowym wydaniu – powiedział na łamach oficjalnej strony internetowej częstochowskiego klubu jego sternik Michał Świącik. Tym samym potwierdził, że Włókniarz zaproszenie do ekstraligi przyjmie.
Paradoks obecnego regulaminu polega na tym, że w tym wypadku, w kwestii obsady miejsca w ekstralidze, promuje się kosztem ósmej drużyny zakończonego sezonu zespół, który w niższej klasie rozgrywkowej nie awansował nawet do finału rozgrywek i zajął w niej dopiero trzecią lokatę. Na marginesie warto przypomnieć, że Włókniarz przed sezonem 2015 nie otrzymał licencji na starty w żadnej lidze, bo ówcześni częstochowscy działacze mocno zadłużyli klub. W sezonie 2016 miał wystąpić w II lidze, tej klasy rozgrywek jednak w ogóle nie utworzono, następcy Marka Cieślaka trafili wiec od razu na zaplecze ekstraligi i tanim kosztem uzyskali promocję.
Zwróciła na to uwagę w felietonie na portalu Sportowe Fakty była prezes Marmy Rzeszów Marta Półtorak, zadając pytanie: czy w tym przypadku miejsce wśród najlepszych nie należało się jednak tarnowianom? Faktem jest, że tarnowianie spadli. Mieli słabszy skład, ale zdecydowali się na niego świadomie, żeby nie zaciągać zobowiązań, z których nie będą się w stanie wywiązać. To się nazywa odpowiedzialność. Unia ma zresztą jakąś markę. Mieli słaby sezon, ale w poprzednich regularnie zdobywali medale. Byli rzetelni, a to należy nagradzać. Niestety, w polskim żużlu solidność i sportowa rywalizacja mają ostatnio mniejsze znaczenie.
Czy zatem wszystko już przesądzone? Teraz władze spółki Ekstraliga Żużlowa będą weryfikować sytuację organizacyjno‑finansową Włókniarza. Jeżeli weryfikacja będzie pozytywna, drużyna spod Jasnej Góry pojedzie w ekstralidze, jeśli nie, zaproszenie otrzyma Unia Tarnów.

W I lidze nie musi być źle
Choć to ostatnie rozwiązanie jest mocno wątpliwe, cała sytuacja nie oznacza jednak, że można ogłaszać pogrzeb tarnowskiego żużla. Nie takie kryzysy już przechodził w swojej historii i jakoś dawał sobie ostatecznie radę. W końcu w 2008 roku Unia także spadła z ekstraligi, aby wrócić do niej mocniejszą już po roku, a potem nadszedł czas, że przez cztery kolejne sezony nie schodziła z podium Drużynowych Mistrzostw Polski. Dlatego w klubie podchodzą do startów w I lidze ze spokojem.
Taka sytuacja może mieć nawet pewne zalety. Przede wszystkim nie trzeba budować większego budżetu. Myślę, że taki na poziomie tegorocznego, pozwalający na pozostanie w klubie dotychczasowych liderów, a więc Janusza Kołodzieja, Leona Madsena i Kennetha Bjerre, może spokojnie wystarczyć na wygranie rozgrywek. Uzupełnienia liderów nie trzeba szukać w „kosmosie”, sprawdzić się mogą wychowankowie klubu, którym można zaproponować powrót do macierzystej drużyny – np. Jakub Jamróg czy Ernest Koza. Wreszcie start w niższej lidze może okazać się dobrym rozwiązaniem dla tarnowskiej młodzieży. Na zapleczu ekstraligi, przy mniejszej presji, mogą pokusić się o zdecydowanie większe punktowe zdobycze i zyskać szansę na większą liczbę startów, co będzie miało niewątpliwe walory szkoleniowe. A za rok będą lepsi i bardziej doświadczeni.
– Najbliższe dni wiele wyjaśnią, ale jest bardzo prawdopodobne, że trzon drużyny zostanie. Pewne deklaracje od naszych liderów odnośnie startów na zapleczu ekstraligi już padły. Jest to dla nas ważne, bo mamy jasno sprecyzowany cel na nowy sezon. Chcemy wrócić do grona ośmiu najlepszych drużyn Polski – jasno deklaruje w wypowiedzi dla „Przeglądu Sportowego” trener Unii Paweł Baran.
Teraz piłeczka po stronie strategicznego sponsora. Czekamy na decyzje i pierwsze kontrakty na nowy sezon.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments