Wygrana z domieszką niedosytu

0
79
REKLAMA

Zaliczka przed rewanżem w Toruniu w najbliższą niedzielę jest bowiem minimalna, a obronić ją będzie trudno. Nie zmienia to jednak faktu, że na razie bliżej awansu są „Jaskółki”.
Początek spotkania to tradycyjna „klapa” w wykonaniu juniorów. Para, która miała rządzić i dzielić w tych wyścigach w poszczególnych meczach, ponownie nie potrafiła go wygrać. Ze startu najlepiej wyjechał Emil Pulczyński i już do końca wyścigu pokazywał plecy Kacprowi Gomólskiemu i będącemu w słabej formie, jak się miało okazać, Maciejowi Janowskiemu – zaczęło się więc od remisu 3:3. Za moment Ryan Sullivan pewnie poradził sobie z Gregiem Hancockiem, który po raz kolejny potwierdził, że jeśli nie wygra startu, to potem ciężko mu przebić się na czoło stawki. Pozytywnym akcentem tego wyścigu była postawa Jakuba Jamroga, który z czwartej pozycji potrafił na dystansie pokonać Emila Pulczyńskiego ładnym manewrem na drugim łuku.
Trzy kolejne biegi wlały sporo otuchy w serca miejscowych fanów, gospodarze bowiem zakończyli je zwycięsko. W IV biegu, jedynym dobrym w swoim wykonaniu, Maciej Janowski pokonał nowego lidera cyklu Grand Prix, Chrisa Holdera, a zaraz potem podwójną wygraną cieszyła się para Martin Vaculik‑ Leon Madsen, której nie dał rady Ryan Sullivan. Azoty objęły prowadzenie 19:11 i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą, a ich przewaga będzie teraz systematycznie wzrastać. Trzy kolejne wyścigi zakończyły się jednak remisowo, a na uwagę zasługuje bieg VII, w którym Jakub Jamróg wywalczył dwa punkty kosztem kolegi z pary Grega Hancocka, którego wyprzedził na dystansie. Ponieważ był zdecydowanie szybszy, więc kibice z pewnym zdziwieniem przyjęli decyzję trenera Marka Cieślaka, który w IX wyścigu dokonał zmiany i zamiast Jamroga pojechał Maciej Janowski.
Trener Azotów miał jednak nosa, bowiem para Hancock‑Janowski pokonała w stosunku 4:2 Adriana Miedzińskiego i Darcy Warda. W tym momencie przewaga gospodarzy osiągnęła już pułap 10 punktów (32:22), a po XI biegu mogła być jeszcze wyższa, bowiem ze startu najlepiej wyjechali Vaculik z Madsenem. W tym momencie klasę pokazał jednak Chris Holder, który na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia wyprzedził Słowaka, a na kolejnym wirażu zaatakował skutecznie po wewnętrznej stronie toru Madsena i w konsekwencji to on zdobył trzy punkty. Jeszcze większy zawód spotkał tarnowskich fanów w XIII biegu, w którym lider zespołu, Greg Hancock, przyjechał na ostatniej pozycji! W tym momencie Azoty prowadziły z Unibaksem 42:36.
W pierwszym biegu nominowanym Amerykanin zrehabilitował się jednak i wraz z Madsenem „przywieźli” pięć punktów, pokonując parę Miedziński‑Ward. Niestety, w ostatnim biegu Australijczycy Sullivan i Holder podwójnie pokonali parę Kołodziej‑Vaculik i mecz zakończył się wynikiem 48:42.
Drużyna Marka Cieślaka pokazała się jako wyrównany team, ale praktycznie wszyscy zawodnicy jeździli bardzo nierówno – warto zauważyć, że dwucyfrowy wynik osiągnęli Martin Vaculik i Janusz Kołodziej, chociaż i oni nie ustrzegli się wpadki w ostatnim starcie. Należy pochwalić natomiast niedocenianego Jakuba Jamroga i wyrazić żal, że trener Cieślak dał mu tylko dwie szanse w tym spotkaniu, które zresztą Jamróg w pełni wykorzystał.
Azoty Tauron: Greg Hancock 9+1 (2,1,3,0,3), Jakub Jamróg 3+1 (1,2,‑, ‑), Martin Vaculik 10+1 (3,3,1,3,0), Leon Madsen 9+2 (1,2,2,2,2), Janusz Kołodziej 10 1,3,3,2,1), Kacper Gomólski 2 (2,0,0), Maciej Janowski 5+1 (1,3,0,1,0). NCD: Janusz Kołodziej 68,54 w wyścigu VIII. Sędziował: Leszek Demski z Ostrowa Wielkopolskiego.

REKLAMA

Po meczu powiedzieli:
Jan Ząbik, trener Unibaksu: – Unibax to dziś inna drużyna niż ta z początku sezonu. Doszliśmy do ładu ze sprzętem i jeździmy po prostu skuteczniej. Już zresztą w pierwszym meczu w Tarnowie pokazaliśmy się z dobrej strony. To dopiero pierwsze spotkanie, przed nami rewanż w Toruniu i trzeba się do niego perfekcyjnie przygotować. Tarnowianie wygrali u nas w sezonie zasadniczym, teraz też nie będzie więc łatwo.
Leon Madsen, Azoty Tauron: – Mam mieszane uczucia. Ze swojego występu jestem zadowolony, natomiast czuję rozczarowanie, że wygraliśmy tak nisko. To byłaby prawdziwa katastrofa, gdyby okazało się, że wygrywając pewnie sezon zasadniczy, nie wejdziemy nawet do finału rozgrywek. Ale do Torunia pojedziemy z wiarą w końcowy sukces.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o