Z podciętymi skrzydłami

0
135
Lukasz-Lesiak
REKLAMA

Jeszcze nieco ponad rok temu nic nie zapowiadało końca kariery zaledwie 19‑letniego żużlowca z Tarnowa. Łukasz Lesiak był wychowankiem miejscowej Unii, tutaj stawiał pierwsze żużlowe kroki, szkolił się, przez lata kibicował drużynie. W 2011 roku, jako 17‑latek, zadebiutował w meczu przeciwko Stali Gorzów. Potem tarnowskim juniorom trudno było na stałe przebić się do pierwszego składu, bo przegrywali rywalizację z Maciejem Janowskim, Kacprem Gomólskim czy Mateuszem Borowiczem, których sprowadzano z innych klubów. Łukasz Lesiak nieprzerwanie jednak trenował, startował w barwach Unii w turniejach i rozgrywkach młodzieżowych, a w minionym roku jeździł też jako gość w drugoligowym Kolejarzu Opole. Niedługo potem rozpoczął się jego konflikt z tarnowskim klubem, którego konsekwencją – jak twierdzi dzisiaj sam zawodnik – była wymuszona decyzja o zakończeniu kariery.

REKLAMA

Spór z klubem
W lipcu 2013 roku Lesiak upomniał się w klubie o pieniądze na żużlowy sprzęt, który odmawiał mu już posłuszeństwa i zawodnik nie miał na czym jeździć. Twierdzi, że zakup części do motocykla czy silnika finansował przez dwa sezony wyłącznie jego tata, chociaż zgodnie z kontraktem powinien zadbać o to klub. Młodzieżowiec bał się, że jeśli nie otrzyma w końcu wsparcia finansowego, nie będzie mógł startować w zawodach, tym samym narażając się na kary.
– Poprosiłem, aby zapłacono mi za potrzebny sprzęt, bo już wcześniej kierownictwo Unii wielokrotnie obiecywało mi, że pomoże w jego finansowaniu, co przecież tak naprawdę było ich obowiązkiem wynikającym z kontraktu – mówi Łukasz Lesiak. –Wtedy prezes klubu i kierownik drużyny powiedzieli mi wprost, że jeśli nie mam pieniędzy na dalszą jazdę, to powinienem zakończyć karierę.
W rezultacie Lesiak nie otrzymał pieniędzy na remont silnika i zakup części, na dodatek dzień później został zawieszony przez władze tarnowskiego klubu. Włodarze Unii mówią dziś, że przyczyną zawieszenia zawodnika był „brak jakichkolwiek postępów sportowych, niesubordynacja wobec zarządu klubu i kadry szkoleniowej”, ale ojciec zawodnika twierdzi, że była to tak naprawdę kara za to, że syn odważył się im sprzeciwić.
– Unia nie wspiera młodych zawodników. Stawia na ściągniętych z innych klubów żużlowców, ale zapomina o swoich wychowankach, a nasi młodzi na gorszym sprzęcie nie mogą przecież rywalizować z przyjezdnymi. Nie tylko mojego syna tak brzydko potraktowano, ale tylko on upomniał się o swoje, więc został skarcony. Potem w klubie sprawę próbowano wyciszać, w mediach nie pojawiały się informacje na ten temat – mówi Waldemar Lesiak, ojciec i menadżer zawodnika.
Jednak konfliktu wyciszyć się tak całkowicie nie dało, bo na początku grudnia 2013 roku żużlowa Unia nie otrzymała w pierwszym terminie licencji na kolejny sezon. Początkowa odmowa przyznania klubowi licencji wynikała m.in. z zaległości finansowych wobec zawodników, ale jednym z powodów miał być także nadal ciągnący się konflikt z Łukaszem Lesiakiem.
– Naszym zdaniem żądania dotyczące zapisów kontraktowych Łukasza Lesiaka wobec klubu są nieuzasadnione – informował wówczas Łukasz Izak, rzecznik klubu. – Pomimo wymiany korespondencji od lipca i próbie rozwiązania sporu niestety nie udało nam się porozumieć. W tym przypadku właściwą instytucją, która może rozstrzygnąć ten spór, jest Trybunał PZM.


Niesprawiedliwy wyrok?
Trybunał Polskiego Związku Motorowego przesłuchał obydwie strony i wydał orzeczenie dopiero w maju, gdy tarnowskie „Jaskółki” ścigały się już w tegorocznym sezonie żużlowych rozgrywek. W kadrze brakowało Łukasza Lesiaka, bo zimą klub postanowił nie podpisywać z nim kontraktu na kolejny sezon. Ostatecznie przed Trybunałem PZM oddalono powództwo zawodnika. Lesiakowie mają jednak wiele zastrzeżeń wobec tej decyzji.
– Wyrok jest bardzo niesprawiedliwy. Mamy dowody na to, że klub w tej sprawie posługiwał się niezgodnymi z rzeczywistością oświadczeniami. Przedstawił rozliczenia mające świadczyć, że wspomagał finansowo Łukasza, ale tak naprawdę nie były one niczym potwierdzone. Mechanik stwierdził, że rzekomo przekazał synowi silnik, ale sprzętu nikt na oczy nie widział. Marek Cieślak oświadczył, że Łukasz nie słuchał jego rad, gdy tymczasem trener przez dwa sezony nie zamienił z nim nawet słowa – wylicza Waldemar Lesiak.
Ojciec zawodnika ma więcej wątpliwości. Dziwi go na przykład, dlaczego ominięto wiele dowodów, które przedstawili, orzeczenie zapadło w maju, zaś PZM do dzisiaj nie przedstawił publicznego oświadczenia w tej sprawie. Uważa, że wyrok jest nieobiektywny, a przez to stawia syna w złym świetle. Waldemar Lesiak ma teraz zamiar zgłosić sprawę do sądu powszechnego. Twierdzi, że żużlem rządzi „grupa trzymająca władzę”.
– Wszyscy pracujący w parkingu wiedzieli, że Łukasz jeździł na własnym sprzęcie. Problem w tym, że boją się do tego przyznać – mówi Waldemar Lesiak. – To patologiczne środowisko, rządzą nim tylko pieniądze. Przez kilka lat byłem blisko tarnowskiego żużla i obserwowałem różne sytuacje, ale jak wszyscy inni bałem się mówić o nich, żeby syn nie ucierpiał. Ten mechanizm wciąż działa. Ludzie związani z żużlem zdają sobie sprawę z wielu nieprawidłowości, ale nie mówią o tym publicznie, bo sami mogą wiele stracić. Ja nie mam już nic do stracenia, walczę tylko o honor rodziny.
Tarnowska Unia z kolei nie chce dziś szerzej odnosić się do tej sprawy.
– To zawodnik złożył pozew do PZM, a związek się wypowiedział i ogłosił wyrok. Tym samym konflikt został rozwiązany – mówi nam Łukasz Sady, prezes żużlowej Unii. – Klub z zadowoleniem odnotował zapadłe orzeczenie i w przeciwieństwie do zawodnika, i osób z jego teamu nie zamierza werdyktu komentować.

Blokowanie transferu?
Lesiakowie mają pretensje do Unii także o to, że w klubie robiono wszystko, aby utrudnić juniorowi dalsze kontynuowanie kariery. Na przykład kiedy w przerwie pomiędzy rozgrywkami Łukasz Lesiak chciał trenować na tarnowskim torze, klub wymagał za to pieniędzy od własnego wychowanka. Gdy ten zdecydował się zapłacić i tak odmówiono mu tutaj treningów, gdy tymczasem za darmo tor udostępniły Lesiakowi zespoły z Krakowa, Rzeszowa i Lublina.
W zimie zawodnik szukał też nowego pracodawcy. Żużlowcem były zainteresowane zespoły z niższych lig, chciał go sprowadzić pracujący w Lublinie tarnowski trener Marian Wardzała. Żużlowe prawo pozwala jednak zażądać macierzystemu klubowi pieniędzy za wychowanka. Lesiakowie twierdzą, że Unia z premedytacją wykorzystała ten przepis przeciw juniorowi, życząc sobie tak dużej sumy, że tym samym żaden zainteresowany zespół nie mógł pozwolić sobie na ten transfer.
– Nic mi o tym nie wiadomo, żaden klub z żadnej ligi nie rozmawiał ze mną na temat czy to wypożyczenia, czy to zakontraktowania Łukasza Lesiaka – zaprzecza prezes Łukasz Sady. – A skoro nikt się nie kontaktował, to siłą rzeczy z nikim nie rozmawiałem o kwotach.
Inną wersję wydarzeń przedstawia jednak obecny prezes klubu z Lublina, który potwierdził w rozmowie z TEMI, że faktycznie przed niespełna rokiem starano się pozyskać Łukasza Lesiaka.
– Byłem wtedy wiceprezesem i nie znam szczegółów rozmów z kierownictwem tarnowskiego klubu, ale wiem na pewno, że takowe były prowadzone, bo byliśmy wtedy zainteresowani sprowadzeniem do siebie tego zawodnika – mówi nam Andrzej Zając, prezes KMŻ Lublin.
Jeśli to prawda, to dlaczego tarnowski klub nie pozwolił swojemu wychowankowi na kontynuowanie kariery gdzieś indziej?
– Mój syn zbuntował się, więc w Tarnowie robiono wszystko, żeby tylko zemścić się na nim i w praktyce uniemożliwić dalszy rozwój, zablokować transfer. Rozmawialiśmy z osobami z innych klubów, które powiedziały, że Unia przedstawiała zaporową cenę. Paradoks polega na tym, że żądała ogromnych pieniędzy za kogoś, komu wcześniej nawet nie chciała finansować sprzętu – mówi Waldemar Lesiak. – Były to działania do tego stopnia niezgodne z duchem sportu, że syn zraził się do żużla. W maju tego roku wyjechał do pracy za granicę, miał wszystkiego dosyć. Zdecydowałem się więc ujawnić całą tę sprawę, ponieważ wyszło na to, że wszystkiemu winny jest zawodnik. A on po prostu domagał się swoich praw. Zachowanie klubu jest skandaliczne.

Smutny koniec
W listopadzie Łukasz Lesiak chce wrócić do Polski. Nie wie jeszcze dokładnie, co będzie robił, bo swoje życiowe plany łączył dotychczas z żużlem. Dziś ma tylko wielki żal do tarnowskiego klubu, że – jak twierdzi – potraktowano go tu bardzo niesprawiedliwie, podcinając młodej „Jaskółce” skrzydła i przyczyniając się do wymuszonej decyzji o końcu żużlowej kariery.
– Miałem zbyt długą przerwę, żeby móc wrócić teraz do żużla. Może pojeżdżę jeszcze gdzieś hobbystycznie, ale nic więcej. Zresztą nie mam nawet ochoty, żeby znów znaleźć się w tym dziwnym środowisku – mówi ze smutkiem Lesiak. – Wciąż kocham żużel, ale zawiodłem się na ludziach, zraziły mnie ich działania. Po tym, jak się wobec mnie zachowano, odechciało mi się wszystkiego.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments