Zdeno Vaculik: Tarnów to miłe miejsce…

Zdeno-Vaculik
REKLAMA

Młodsi kibice wiedzą, że towarzyszysz swojemu synowi na żużlowych meczach i treningach jako mechanik, ale starsi pamiętają, że byłeś także niezłym zawodnikiem i dosyć często startowałeś w Tarnowie. Pamiętasz tamte czasy i tamte spotkania?
Oczywiście i wspominam bardzo miło. Wtedy nie było możliwości wyjazdów do krajów Europy Zachodniej, więc taki przyjazd do Polski był dużą atrakcją. Mój słowacki klub, Preglejka Żarnovica, miał przyjacielskie kontakty z klubami polskimi: Śląskiem Świętochłowice, Motorem Lublin, ale najżywsze z Unią Tarnów. Tutaj mieliśmy najbliżej – z Żarnovicy do Tarnowa jest 340 kilometrów. Toteż przyjeżdżaliśmy tutaj często, podobnie jak zawodnicy Unii do nas.
Pamiętasz jakichś tarnowskich zawodników z tamtych czasów?
Oczywiście. Przede wszystkim Mariana Wardzałę, który był zawsze najtrudniejszym rywalem, ale także Kępowicza, Jądera, a z osób, które do dziś są związane z tarnowskim speedway’em, Sławka Troninę
Podobno zawsze mieliście lepszy sprzęt od zawodników z Tarnowa i to pozwalało wam wygrywać?
Nie wiem, czy tak było faktycznie, ale przypominam sobie takie zdarzenie, że po towarzyskim meczu trochę zdenerwowany Staszek Kępowicz zaproponował mi ponadplanowy bieg we dwójkę, przy czym mieliśmy się wymienić motocyklami. Do tego wyścigu doszło, ale kto wtedy wygrał, zupełnie już nie pamiętam.
W połowie lat 80. działacze Unii wpadli na pomysł, abyś jeździł w ich barwach w polskiej lidze, do kontraktu jednak nie doszło. Dlaczego?
Tylko dlatego, że nie zgodziły się na ten transfer polskie władze żużlowe, bo czechosłowackie nie robiły mi żadnych przeszkód. Trochę żałuję, bo w pewnym sensie byłbym pionierem. Wtedy obcokrajowcy w Polsce nie jeździli, wyjątkiem był jeden zawodnik z ówczesnej Jugosławii. Szkoda…
Co nie udało się Tobie, w innych realiach powiodło się Twojemu synowi. Jak Martin trafił do Polski?
Kiedy miał 15 lat, dzięki dobrym kontaktom z Tarnowem przywoziłem go do was na treningi. To było, gdy w Unii jeździli Tomasz Gollob i Tony Rickardsson. Martin zaczął szybko jeździć w Polsce, z tym że zaczynał jako młokos w II lidze w Krośnie, potem był Rzeszów, następnie Gdańsk i wreszcie Tarnów
Czyli właściwie jesteście tutaj jak u siebie?
Tak, Tarnów to miłe miejsce i dobrze się tutaj czujemy. Jak wspominałem, ze Słowacji mamy blisko, dlatego przyjeżdżamy wcześniej przed meczami i sporo trenujemy. To dobry układ.
A co słychać aktualnie z żużlem w Żarnovicy? Miałem okazję bywać przed laty na tamtejszym stadionie i przyznam, że mi się podobał, ładnie położony wśród gór…
Cóż, sporo się zmieniło od czasów, kiedy ja uprawiałem żużel. Dawno nie ma już mojego klubu, czyli Preglejki, za to teraz są dwa inne. Jeden z nich organizuje znany doroczny turniej o Słowacką Zlatą Prilbę, a ten drugi ligę międzynarodową i jeszcze inne zawody. Ale to tylko kilka imprez w roku. Żużla słowackiego nie ma co nawet porównywać do polskiego.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o