Żużlowa wojna w ekstralidze

0
92
zuzlowa-wojna-w-ekstralidze
REKLAMA

 

REKLAMA

Bezwzględny regulamin
Regulamin tegorocznych rozgrywek wzbudza u kibiców i samych zawodników sporo kontrowersji. Z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze, po raz kolejny dla większości zespołów sezon skończy się już w sierpniu. To było wielokrotnie krytykowane, ale jak widać żużlowej władzy fakt zakończenia rywalizacji niemalże w środku lata nie przeszkadza. W play off o mistrzostwo Polski walczyć będą, podobnie jak w poprzednim roku, tylko cztery drużyny. Z pozostałych sześciu, jak wspomniałem we wstępie, aż trzy pożegnają się z ekstraligą. To jedna trzecia wszystkich zespołów. Sporo.
Najgorsze jest to, że może to oznaczać dla nich długotrwały kryzys. W większości klubów sponsorzy, o których coraz trudniej, uzależniają swoją pomoc od wyniku sportowego. Należy to czytać w sposób następujący‑ walczysz o wysokie cele w ekstralidze, pieniądze się znajdą. Spadniesz do I ligi, kurek zostanie zakręcony. To bardzo przykra perspektywa, tym bardziej że w związku z ograniczeniem liczby drużyn w ekstralidze do ośmiu wrócić do niej będzie w przyszłym roku bardzo trudno. Nic też dziwnego, że w wielu ośrodkach na zbliżający się sezon czekają z prawdziwą duszą na ramieniu, bojąc się, aby nie był ostatnim w ekstralidze na długie lata.
Regulamin jest bezwzględny także w innych punktach, chociażby w przypadku osławionej KSM, czyli Kalkulowanej Średniej Meczowej. Przypomnijmy, że każdy zawodnik na podstawie swoich wyników w poprzednim sezonie otrzymał swoją indywidualną średnią. Suma sześciu najwyższych tworzy średnią zespołu, która nie może przekroczyć określonego pułapu punktów. W tym roku został on obniżony. KSM ma w perspektywie zostać zniesiona, dlaczego nie zdecydowano o tym od razu, pozostaje słodką tajemnicą. W założeniu miała wyrównać siłę poszczególnych drużyn, a w konsekwencji sprawić, że liga będzie bardziej ciekawsza. W praktyce jednak przynosi chyba więcej złego niż dobrego. Różnice potencjału zawodniczego poszczególnych drużyn i tak są spore, natomiast klubowi menedżerowie mają olbrzymie problemy z rotacją zawodników – ci lepsi bywają karani koniecznością szukania nowego pracodawcy, bowiem mając po dobrych występach wysoką średnią, nie pasują do KSM swojej dotychczasowej drużyny. Żeby nie szukać daleko, dotknęło to zawodnika Unii Tarnów Grega Hancocka, który musiał odejść przecież nie dlatego, że zawiódł zaufanie trenera Marka Cieślaka i tarnowskich kibiców.


Królowie polowania
Regulamin, ale także ambicje niektórych klubów i kłopoty finansowe innych sprawiły, że sezon transferowy, który mamy za sobą, był wyjątkowo interesujący. Ruchów na transferowej giełdzie było sporo i – co ważne – dotyczyły także największych gwiazd naszej ligi. Kluby zmieniło przede wszystkim dwóch najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych poza środowiskiem polskich żużlowców. Tomasz Gollob miał doprowadzić gorzowską Stal do pierwszego od 1983 roku mistrzostwa Polski. Nie udało się, zespół wpadł w finansowe kłopoty i Gollob dosyć niespodziewanie wylądował w Toruniu. Klimat zmienił także Jarosław Hampel, chociaż wydawało się, że w Unii Leszno zadomowił się już na dobre. Teraz zdobywał będzie punkty dla Falubazu Zielona Góra, a znając klasę tego zawodnika, należy przypuszczać, że będzie ich sporo. Najlepszy zawodnik ubiegłorocznego sezonu w Speedway Ekstralidze, Duńczyk Nicki Pedersen, bez większego żalu pożegnał zdegradowany do I ligi Lotos Gdańsk i po kilku latach przerwy powrócił do Rzeszowa. Z jego startami w tamtejszej Marmie wiążą się same dobre wspomnienia rzeszowskich fanów, którzy bardzo liczą, że pod wodzą Duńczyka ich drużyna wróci do czołówki w lidze.
Jeden z najlepszych zawodników młodszego pokolenia, Rosjanin Emil Sajfutdinow, zmienił klimat z bydgoskiego na częstochowski. Zbrojenia Włókniarza dla niektórych mogą stanowić niespodziankę, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w poprzednich sezonach mieli pod Jasną Górą spore finansowe problemy. Obok Saftdinowa team Włókniarza wzmocnili mistrz świata juniorów Michael J. Jensen i zagubiony ostatnio nieco, ale nadal z wielkim potencjałem Rune Holta. Natomiast lukę po Sajfutdinowie w Polonii Bydgoszcz wypełnił, chcąc nie chcąc, nie pasujący do średniej zespołu Unii Greg Hancock, którego tarnowscy kibice z pewnością będą bardzo dobrze wspominać za ubiegłoroczne występy w barwach „Jaskółek”. Aktywni na transferowym rynku byli także działacze beniaminka z Gniezna. W efekcie Start zasilili tej klasy zawodnicy co: Sebastian Ułamek, Piotr Świderski, przymierzany również do tarnowskiej Unii, a także jeden z ubiegłorocznych liderów gorzowskiej Stali, Matej Zagar. To tylko najciekawsze z dłuższej listy tegorocznych transferów.
Warto przy okazji odnotować fakt zakończenia kariery przez dwóch świetnych Australijczyków: Jasona Crumpa i Ryana Sullivana. Obecni w naszej lidze od dwóch dekad stanowili zawsze jej czołówkę i nigdy nie schodzili poniżej przyzwoitego poziomu. Będzie ich na pewno brakować, ale cóż, nic wiecznie nie trwa. Kto zatem zyskał, a kto stracił i jak przebiegać będzie rywalizacja w lidze?

 

Finał toruńsko‑zielonogórski?
Czy faktycznie te dwie drużyny zmierzą się w bezpośredniej walce o mistrzowski tytuł, jak chce większość fachowców? Składy faktycznie mają potencjalnie najmocniejsze, ale żużlowe realia nie raz i nie dwa zaprzeczyły nawet najbardziej, wydawałoby się, realnym prognozom. Na pewno mocniejsza niż rok temu będzie celująca w play off Marma Rzeszów, spore ambicje rozbudziły transfery w Częstochowie. Zagadką będzie postawa drużyn, które z różnych przyczyn zostały osłabione, ale nadal mają duży potencjał: Unii z Leszna i z Tarnowa oraz Stali Gorzów. Dla Polonii Bydgoszcz obrona szóstego miejsca w lidze z poprzedniego sezonu byłaby z pewnością sukcesem, zapewne taka pozycja na koniec ligi nie zawiodłaby kibiców z Gniezna, a przede wszystkim z Wrocławia. To jednak tylko spekulacje. Czas pokaże, czy się potwierdzą.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o