Żużlowe święto na Stadionie Narodowym

0
121
Na Stadionie Narodowym w Warszawie Tomasz Gollob pożegnał się z żużlową reprezentacją Polski | fot. Paweł Wilczyński
REKLAMA

Powtórki nie było
Przed zawodami nie brakowało obaw, czy tym razem organizatorzy Grand Prix Polski w Warszawie staną na wysokości zadania. Wszyscy pamiętali jeszcze doskonale ubiegłoroczny skandal. Przypomnijmy, że przygotowująca nawierzchnię firma byłego mistrza świata Ole Olsena pokpiła kwestię przygotowania jednorazowego toru, który uniemożliwiał normalną rywalizację i zagrażał bezpieczeństwu zawodników. W dodatku zepsuła się taśma startowa, a sędzia z Wielkiej Brytanii podjął kilka przedziwnych decyzji. W efekcie po dwunastym biegu turniej na żądanie zawodników został przerwany i po ponadgodzinnych przepychankach postanowiono go nie wznawiać. Kibice byli srodze zawiedzeni, tym bardziej że tak naprawdę nikt nie poczuł się odpowiedzialny.
Tym razem było jednak inaczej i ci, którzy zaufali organizatorom i nie bacząc na ubiegłoroczną wpadkę, zjawili się w Warszawie, mogli być zadowoleni. Zobaczyli bowiem ciekawe zawody, które szczególnie w drugiej części dostarczyły sporej dawki emocji. Sprzyjała także temu długość toru, która spowodowała iż zawodnicy jeździli w tzw. kontakcie, a różnice na mecie nawet wtedy, kiedy na dystansie nie było wyprzedzania, były minimalne. Jedynym mankamentem było nie najlepsze nagłośnienie, w efekcie stadionowi prezenterzy byli często zupełnie niezrozumiali. Do pełni szczęścia polskim fanom zabrakło zwycięstwa lub chociażby miejsca na podium jednego z naszych reprezentantów.
A było ich czterech. Trzech z nich to stali uczestnicy: Maciej Janowski, Bartosz Zmarzlik, Piotr Pawlicki oraz startujący w Warszawie z tzw. „dziką kartą” Patryk Dudek. Pawlicki jeździł bardzo nerwowo, aż trzy razy leżał na torze, chociaż w jednym przypadku potrącony przez Zmarzlika. Dudkowi zabrakło do awansu punktu. Sztuka ta udała się natomiast Zmarzlikowi i Dudkowi, ale chyba nie najlepiej wybrali swoje pola startowe w biegach półfinałowych, w efekcie z finale ich zabrakło. W tej sytuacji najlepszy okazał się mistrz świata, wytatuowany od stóp do głowy Anglik Tai Woofinden..

REKLAMA

Wzruszające pożegnanie
Mniej więcej połowa kibiców postanowiła pozostać w stolicy, aby nazajutrz wczesnym popołudniem zobaczyć w akcji uczestników meczu Polska – Reszta Świata. Pomimo iż skład zespołu gości nie był najmocniejszy, zabrakło w nim na przykład finalistów sobotnich zawodów, mecz był interesujący. O jego wyniku zadecydował dopiero ostatni wyścig, ostatecznie to zespół gości pod wodzą Ole Olsena, w którym liderem był Rosjanin Grigorij Łaguta, zwyciężył minimalnie 46:44. Warto dodać, że jednym z zawodników Reszty Świata był mocno związany z Tarnowem przez ostatnie kilka lat Słowak Martin Vaculik. Ale zaliczył mocno przeciętny występ, udowadniając, że po odejściu z Tarnowa do Torunia na razie nie może odnaleźć formy, którą zadziwiał, przywdziewając plastron z jaskółką.
25 tysięcy widzów na stadionie mimo wszystko musiało zrobić wrażenie, warto przypomnieć, że podobne mecze rozegrane w ubiegłym roku na torach w Krośnie, Pile, Gdańsku i Lublinie nie zdołały zgromadzić wspólnie takiej liczby kibiców. Samo spotkanie miało typowo towarzyski charakter, chociaż rywalizacja była ciekawa. Ale najważniejsze wydarzenie miało miejsce jeszcze przed jego rozpoczęciem. Oto podczas prezentacji na torze pojawił się kończący swoją przygodę z reprezentacją narodową Tomasz Gollob. Nasz mistrz świata z 2010 roku, człowiek, który był współtwórcą kilku triumfów w Drużynowym Pucharze Świata, pokonał najpierw tor na motocyklu żużlowym, a na koniec w odkrytym samochodzie, powiewając dużą biało‑czerwoną flagą. W międzyczasie został uroczyście pożegnany przez działaczy PZM, trenera Marka Cieślaka oraz młodszych kolegów z reprezentacji. Było to dla niego bardzo wzruszające wydarzenie, zbliżenie kamery pokazało wyraźnie, że w pewnym momencie popłakał się jak dziecko.
W pożegnaniu Tomasza Golloba z kadrą nie mogło zabraknąć kibiców z Tarnowa, którzy pamiętają przecież jego zasługi dla Unii, której barw bronił w latach 2004‑2007 i przyczynił się do dwóch tytułów Drużynowego Mistrza Polski. Kiedy zawodnik wykonywał swoją rundę honorową dookoła toru na trybunach nad pierwszym wirażem pojawiła się duża biało‑czerwona flaga z napisem „Tarnów”.

Show must go on
Po zawodach zadowolony z przebiegu imprezy prezes Polskiego Związku Motorowego, Andrzej Witkowski zadeklarował, że projekt „żużlowa Grand Prix na Stadionie Narodowym” będzie kontynuowany. To deklaracja zrozumiała. Pytanie brzmi jednak, jak niewątpliwy, tegoroczny sukces organizacyjny polskiego żużla przekuć w coś trwałego? Jak go wykorzystać do zainteresowania żużlem, zdobywania dla niego nowych kibiców? W ostatnim czasie bowiem frekwencja na stadionach, o czym mogliśmy się przekonać także w Tarnowie, raczej maleje. Chodzi także o to, aby Grand Prix na Stadionie Narodowym nie stała się jednorazowym happeningiem w ciągu sezonu, po którym następuje powrót do szarzej rzeczywistości i poza jednodniową mobilizacją kibiców nic z tego nie wynika. Ale to już problem działaczy Polskiego Związku Motorowego. Miejmy nadzieję, że będą potrafili z tego zadania się wywiązać.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o