Afera, którą miała skrywać trawa

0
644
afera - kosił trawę w pasie drogowym
Prokuratura zarzuciła W. Krzyżakowi, że wprawdzie kosił trawę w pasie drogowym, ale jej nie zbierał | Fot. Tadeusz Koniarz
REKLAMA

Półtora miesiąca przesiedział w areszcie. Już wcześniej cierpiał na różne schorzenia, mogące zagrozić życiu, ale kiedy znalazł się za kratkami, choroby nasiliły się jeszcze bardziej. W swoim dzienniku notował: „boli całe podbrzusze”, „dziwne objawy zdrowotne”, „ból nie do zniesienia, brak pomocy”. Nie rozumiał, o co chodzi śledczym, jedna z policjantek powiedziała w jego obecności, że gdy posiedzi dłużej, to mu wróci pamięć, miało chodzić o jakąś aferę drogową. Pamięć nie wróciła, on był przekonany, że w niczym nie zawinił. Wreszcie, po dwóch latach, sąd w procesie uwolnił go od prokuratorskich zarzutów. Dziś dawny oskarżony twierdzi, że ktoś chciał go wrobić w aferę, której nie było.

Z Wojciechem Krzyżakiem spotykamy się w jego firmie. To położony za Tarnowem, blisko starej „czwórki”, zakład o nazwie ReDrog, który zajmuje się m. in. kompleksowym utrzymaniem dróg. Kilka nowocześnie wyposażonych obiektów i zgromadzony na parkingach drogi specjalistyczny sprzęt.
– To dorobek moich dwudziestu lat życia. Była taka chwila, gdy obawiałem się, że już wszystko stracę, że to koniec z moją firmą i ze mną. Zresztą niewiele brakowało, by do tego doszło.
Jesienią 2016 roku prasę obiegła wieść, że przed sądem w Tarnowie trwa proces w sprawie drogowych przekrętów. Określano ją jako dużą aferę. Głównym oskarżonym był 58-letni dzisiaj Wojciech Krzyżak, właściciel firmy ReDrog, któremu zarzucano wyłudzenie od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ponad 202 tys. zł, miał również wręczyć łapówkę jednemu z pracowników tarnowskiej placówki GDDKiA. W stan oskarżenia Prokuratura Okręgowa w Tarnowie postawiła także 6 inspektorów Generalnej Dyrekcji, którzy mieli poświadczyć w dokumentach nieprawdę w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Nieprawda miała dotyczyć potwierdzenia wykonania przez ReDrog robót, które – według prokuratury – nie były wykonane.

REKLAMA

Załatwimy cię…
– Swego czasu wraz ze swoim konsorcjantem wygrałem przetarg na letnie i zimowe utrzymanie dróg krajowych w tarnowskim Rejonie GDDKiA – opowiada Krzyżak. – Wystartowałem do przetargu, bo od wielu lat pracowałem w tym rejonie jako podwykonawca dużych firm, które w zasadzie nie prowadziły tych prac, lecz tylko koordynowały działania miejscowych podwykonawców. Pobierały wynagrodzenie „przepisując” jedynie faktury. Same dysponowały niewielką ilością swojego sprzętu i skromną liczbą swoich pracowników. Generalnej Dyrekcji zaproponowaliśmy ofertę tańszą o 17 mln zł i pokonaliśmy konkurencję. Tylko że od tego czasu zaczęły się moje kłopoty.
Najpierw właściciel ReDrogu miał nadzieję, że skończy się na otrzymywanych pogróżkach typu: załatwimy cię! Ktoś wyraźnie się denerwował, że przez korzystniejszą ofertę Krzyżaka stracił w GDDKiA dobre źródło zarobku.
Obawy o swój los gwałtownie wzrosły u Krzyżaka 24 października 2016 roku, gdy został zatrzymany przez tarnowską policję po raz pierwszy. Po przesłuchaniu został zwolniony do domu za poręczeniem majątkowym, ale już tydzień później znowu trafił do aresztu, już na dłużej, gdyż – jak dowiedziała się prokuratura – próbował przekupić jednego z pracowników GDDKiA.
– To był szeregowy pracownik, który co prawda w czasie konfrontacji w prokuraturze potwierdził – nawiasem mówiąc, ze spuszczoną głową, nie patrząc nikomu w oczy – że pan Krzyżak próbował wręczyć mu łapówkę, lecz nie był w stanie wyjaśnić, za co miałby ją otrzymać. Tak się bowiem złożyło, że nie on był odpowiedzialny za nadzór nad pracą, którą wykonywał mój klient – mówi mec. Marcin Szumlański, adwokat Wojciecha Krzyżaka. – W dodatku łapówka miałaby zostać przekazana jeszcze przed ogłoszeniem przetargu. Kuriozalne było też to, że ów człowiek wskazywał trzy różne miejscowości, w których miało dojść do próby wręczenia pieniędzy, nie był w stanie sobie dokładnie przypomnieć ani gdzie to było, ani kiedy…

Przestępca bardzo niebezpieczny
Po posiedzeniu sądu, który postanowił o tymczasowym aresztowaniu właściciela firmy ReDrog, Krzyżak na korytarzu stracił przytomność, karetka pogotowia przetransportowała go do szpitala, a stamtąd został przewieziony prosto za kratki; od lat cierpi na nadciśnienie tętnicze i cukrzycę, odezwał się także woreczek żółciowy.
– Ten niekarany dotychczas przedsiębiorca, lokalny społecznik, działacz Małopolskiego Związku Hodowców Koni, członek Rady Fundacji „Klikowska Ostoja Polskich Koni” został skierowany do aresztu z nakazem przyjęcia, w którym wskazano, że jest to sprawca niebezpieczny – mówi mec. Marcin Szumlański. – Prokuratura, występując do sądu o przedłużenie stosowania tymczasowego aresztu, zaznaczyła w swoim wniosku, że sprawa dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej oraz powołała się na przepis z ustawy… o przeciwdziałaniu narkomanii. To kompletne nieporozumienie. Wprawdzie sprawa istotnie dotyczyła „trawy”, ale tej przy drodze, nigdy narkotyków!
Kwestia trawy, już prawdziwej, wydaje się dość osobliwa. Prokuratura zarzucała Krzyżakowi, że wprawdzie kosił ją w pasie drogowym, ale już jej nie zbierał. W rozumieniu prokuratury robota nie była do końca wykonana, a mimo to – jak podkreślano w akcie oskarżenia – nadzorujący ją inspektorzy GDDKiA wystawiali protokoły odbioru, na podstawie których firma ReDrog mogła wystawiać faktury VAT, by pobrać zapłaty za świadczone usługi. Z siedemnastu zarzutów, które otrzymał oskarżony Krzyżak, piętnaście dotyczyło wyłącznie tej sprawy.

Koszą, nie zbierają
Wszyscy podejrzani od początku tłumaczyli, że zarzuty są absurdalne, gdyż od wielu lat w koszeniu powierzchni łatwo dostępnych stosuje się tzw. kosiarki bijakowe, które „mulczują” skoszoną trawę, a więc rozdrabniają ją na tak drobne elementy, że nie jest możliwe jej zbieranie. Jest to technologia przyjęta w całej Polsce, wyjaśniano, i w żadnym rejonie nie zbiera się zmulczowanej trawy, poza tym metoda ta jest dla zarządców dróg tańsza.
– Tłumaczono, że poprzedni wykonawcy w taki sam sposób wykonywali roboty, a w końcu w trakcie procesu obrońcy zadali pytanie, czy prokuratura prowadzi inne postępowania za wcześniejsze okresy oraz czy zawiadomiła inne właściwe jednostki prokuratury, skoro, trzymając się logiki aktu oskarżenia, w całej Polsce masowo popełnia się przestępstwa! Odpowiedź była oczywiście negatywna, a więc tylko w tym jednym przypadku uznano tę metodę za przestępstwo – nadmienia mec. Szumlański.
– Nie miałem wątpliwości, że ktoś mnie i inspektorów GDDKiA wrabia w aferę, której nie ma – podkreśla Wojciech Krzyżak. – Siedząc w areszcie czułem, że już nic ode mnie nie zależy, że jestem człowiekiem, na którego szuka się odpowiedniego paragrafu. Zorientowałem się, że komuś solidnie nadepnąłem na odcisk.

Zakulisowe działania
Mec. Szumlański podejrzewa, że istotną rolę w sprawie mogły odegrać zakulisowe działania pewnej pani, która w przeszłości współpracowała z firmami konkurencyjnymi dla ReDrogu, startującymi w przetargach drogowych; to niedoszła posłanka, kiedyś bez powodzenia kandydująca do sejmu RP.
– Wiemy, że zgłosiła się na policję ze swoimi notatkami i nagraniami rozmów z inspektorami GDDKiA i w oparciu o ten materiał organa ścigania podjęły działania – relacjonuje adwokat. – W tej sprawie zaskakuje też gorliwość niektórych policjantów. Kiedy mojemu klientowi chciano jeszcze zarzucić, że nie wykonał remontu odcinka drogi, funkcjonariusze podczas oględzin „nie zaobserwowali utwardzonego pobocza”. Aż trudno sobie wyobrazić, jak to możliwe. Prokuratura musiała się więc wykosztować na opinię biegłych z Politechniki Krakowskiej, z której ewidentnie wynika, że remont został wykonany.
Historia drogowa z Tarnowa z łapówkami w tle dość prędko zrobiła ogólnopolską karierę. Na jej temat wypowiedziała się posłanka Agnieszka Ścigaj z Kukiz’15 w telewizyjnej Superstacji, przekonując, iż mówi o faktach, a nie o domysłach. Wraz z posłem Norbertem Kaczmarczykiem złożyła w sejmie interpelację w sprawie niepokojącej sytuacji w tarnowskim Rejonie GDDKiA. Mowa jest tam o „popełnionych przestępstwach”.

Żądam zadośćuczynienia
Sąd w Tarnowie – w dwóch instancjach (Prokuratura Okręgowa złożyła apelację od wyroku sądu rejonowego) – uniewinnił Wojciecha Krzyżaka od wszystkich zarzutów, za które groziła mu kara do 10 lat więzienia, z wyjątkiem jednego, w przypadku którego postępowanie zostało umorzone (chodziło o rzekomą fikcyjną naprawę kolejnego odcinka drogi). Uniewinnieni zostali także inspektorzy GDDKiA. „Wielka afera” nagle przestała istnieć.
Sprawa Krzyżaka jednak się nie kończy. Teraz domaga się on od Skarbu Państwa zadośćuczynienia w kwocie 300 tys. zł za niesłuszne, jego zdaniem, tymczasowe aresztowanie. Pieniądze zostałyby przekazane na cele charytatywne, w tym miesiącu sprawa aresztowania trafiła do sądu. Prokuratura Okręgowa od początku była zdania, że zastosowane wobec Wojciecha Krzyżaka środki zapobiegawcze były konieczne: „Mając na uwadze fakt, iż dla zapewnienia prawidłowego toku postępowania, celem ustalenia innych osób, które mogą być zamieszane w ten przestępczy proceder zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie podejrzanego jest niezbędne dla wystąpienia z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania”. Prokurator argumentował również, że w sprawie pojawiły się nowe dowody, w oparciu o które uzupełniono zarzuty w stosunku do podejrzanego, a ponadto przedstawiono mu kolejny poważny zarzut odnoszący się do korupcji.

Nie zrobić czegoś głupiego…
– Przecież podejrzany w trakcie pierwszego zatrzymania złożył wyjaśnienia, nie odmówił odpowiedzi na żadne pytanie i w żaden sposób nie utrudniał postępowania. Już wcześniej, co również wynika z akt sprawy, przekazywał dokumenty, o które się do niego zwracano. Mój klient został zatrzymany 24 października 2016 r., następnie spędził ponad tydzień na wolności, jeśli zatem miałby podejmować jakiekolwiek działania związane z ustalaniem wersji z innymi osobami, to już miał na to aż nadto czasu – przekonuje mec. Szumlański.
Wojciech Krzyżak mówi, że okres, w którym był zatrzymywany i osadzany w areszcie tymczasowym przypłacił zdrowiem.
– To była dla mnie udręka. Pamiętam, że podczas jednego z zatrzymań najpierw cały dzień spędziłem w prokuraturze i do policyjnej izby zatrzymań zostałem przywieziony dopiero wieczorem. Byłem bez śniadania, nie dostałem obiadu, a kiedy trafiłem do izby, było już po kolacji. Policjant, który tam był, zrobił mi herbatę i dał sam chleb. Tej samej nocy zasłabłem i zostałem odwieziony do lekarza, który dyżurował w izbie wytrzeźwień. Następnego dnia poza izbą zatrzymań spędziłem cały dzień, bo miało się odbyć w sądzie posiedzenie w sprawie tymczasowego aresztowania, i znów nie otrzymałem żadnego posiłku. Do izby wróciłem wieczorem. Dyżurujący policjant odmówił mi skorzystania z toalety, mówiąc, że jest cisza nocna. Męczyłem się całą noc.
Któregoś dnia, siedząc w areszcie, w swoim dzienniku zapisał: „(…) aby przetrwać i nie zrobić coś głupiego, proszę o to Boga”.

Sprawa wciąż się ciągnie
Wojciech Krzyżak twierdzi, iż mimo wyroku uniewinniającego w najważniejszych dla niego sprawach, życie jego się zmieniło, nie powróciło na dawne tory.
– Błoto, którym obrzuci się niewinnego człowieka, często na długo przysycha, może na zawsze. Jedna z konkurencyjnych firm po przegraniu z nami przetargu podnosiła w Krajowej Izbie Odwoławczej argument, że moja spółka miała sprawę prokuratorską i sądową. Wkrótce po aresztowaniu mnie utraciliśmy znaczną część lokalnego rynku, znacznie spadły przychody, w pewnej chwili myślałem, że firma nie przetrwa. A przecież daje ona pracę także sześćdziesięciu innym osobom. Nie sądziłem wcześniej, że trzydzieści lat po obaleniu komuny nasze państwo nadal jest tak słabe, że tak trudno walczyć w nim o prawdę. Na szczęście sądy w Tarnowie zajęły się moją sprawą tak jak należy.
Właściciel firmy ReDrog już po wyroku uniewinniającym starał się o nawiązanie kontaktu z posłanką Agnieszką Ścigaj, by wyjaśnić jej, że organa ścigania sformułowały wobec niego chybione oskarżenia, ale posłanka nie zareagowała na zaproszenie do rozmowy. Zareagował poseł Norbert Kaczmarczyk, współautor wymienionej wyżej interpelacji sejmowej, który spotkał się z zainteresowanym i stwierdził, że „jest mu przykro”.
Krzyżak mówi, że sprawa wciąż ciągnie się za nim i chyba długo tak jeszcze będzie.
– Wielu ludzi nie zastanawia się nad szczegółami, nie analizuje ich. Myślą sobie: jak to, siedział? Ano siedział. A skoro tak, to znaczy, że coś było na rzeczy. Część znajomych odwróciła się ode mnie, dała wiarę fałszywym oskarżeniom. Obawiam się, że pod tym względem już nic się nie zmieni, dla nich na zawsze pozostanę winny.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o