Afera w tarnowskim starostwie

0
80
samorzadowe-centrum-edukacji

Sprawę bada policja i prokuratura. Ale na tym nie koniec, bo wyszło na jaw kilka dziwnych spraw związanych z nadzorującym centrum dyrektorem wydziału edukacji starostwa, który również dyrektorem już nie jest.
– Pieczątka na zakwestionowanej fakturze wydaje się oryginalna, ale podpis na pewno nie jest mój – tłumaczy Roman Łucarz, starosta powiatu tarnowskiego. – Musiałem zgłosić tą sprawę do prokuratury. Słowa starosty potwierdza ekspertyza grafologiczna, która wykazała, że podpis na fakturze z Samorządowego Centrum Edukacji na kwotę 5 tys. zł. nie został wykonany jego ręką. Faktura pochodzi z 2013 roku. Podpis był wymagany, aby wydatek zaakceptowano, ponieważ Samorządowe Centrum Edukacji to jednostka prowadzona przez Starostwo Powiatowe w Tarnowie i wszystkie wydatki powyżej 5 tys. zł osobiście musiał akceptować starosta. Faktury na mniejszą kwotę wymagały akceptacji jedynie dyrektora wydziału edukacji starostwa – Edmunda Juśko. Wszystko wskazuje na to, że do fałszerstwa doszło w starostwie, chyba że ktoś podrobił pieczątkę Romana Łucarza.

REKLAMA

Prywatny folwark dyrektorki?
Wyniki kontroli Centrum zakończyły się złożeniem rezygnacji z zajmowanej funkcji przez dyrektorkę – Barbarę Dagmarę Niziołek. Kilka dni później ze stanowiska dyrektora wydziału zrezygnował także Edmund Juśko, który sprawował nadzór nad placówką.
– Można powiedzieć, że te dwie rezygnacje ubiegły nasze działania – mówi Roman Łucarz. – Skala nieprawidłowości nas zszokowała. Zaufanie, jakim darzyliśmy te osoby, zostało nadszarpnięte. Nie było możliwości dalszej współpracy.Władze starostwa twierdzą, że od pewnego czasu podejrzewały, że w placówce nie dzieje się najlepiej. Powodem były ogromne koszty jej utrzymania. W zeszłym roku wyniosły 330 tys. złotych. To dużo, zwłaszcza że w placówce pracowały na etacie… trzy osoby.– Formalną kontrolę mieliśmy zaplanowaną na przyszły rok – wyjaśnia Zbigniew Karciński, wicestarosta. – Ale wydatki i sytuacja w centrum wydała nam się podejrzana, dlatego przyspieszyliśmy ją.
Czarę goryczy miał „przelać” ekspres do kawy za ponad 8 tys. złotych.
– Taki ekspres dla trzech pracujących tam osób? – zastanawia się Roman Łucarz. – To była podejrzana sprawa.
Lista zakupów, które zleciła szefowa centrum, okazała się jeszcze bardziej zaskakująca. Tylko w zeszłym roku znalazły się na niej min.: garnki za ponad 1 tys. zł, żelazko, deska do prasowania, ozdoby choinkowe, a nawet okulary … za 4,5 tys. zł.
– Trudno racjonalnie wytłumaczyć te wydatki – dodaje starosta. – To jednostka, która prowadzi kursy dokształcające i szkolenia dla nauczycieli, a nie zajęcia z gotowania, prasowania, czy parzenia kawy.

Kilkadziesiąt tysięcy „dodatku” do pensji
W tej chwili trwa kolejna kontrola, która ma ustalić, czy zakupione rzeczy w ogóle znajdują się „na stanie” centrum edukacji. Jeśli okaże się, że nie, starostwo będzie domagać się ich zwrotu na drodze sądowej, podobnie jak co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych, które zdaniem władz starostwa bezprawnie pobrała była już szefowa edukacji.
– W zakresie obowiązków pani dyrektor było szkolenie nauczycieli. Za to pobierała ponad 6 tys. zł. brutto miesięcznie wynagrodzenia. To tyle samo, ile zarabia dyrektor szkoły, który ma pod sobą kilkudziesięciu nauczycieli i kilkuset uczniów. Dyrektorka centrum miała jedynie dwóch pracowników etatowych – tłumaczy Roman Łucarz.
Ale pensja okazała się zbyt niska, bo kontrola wykazała, że pani Niziołek zleciła sobie organizację kursów dla nauczycieli. Za każdy pobierała około 10 tys. zł. Takich kursów było rocznie trzy lub cztery.


Dyrektor Juśko na kilku etatach
Dlatego dymisja Edmunda Juśko, który nadzorował centrum przez kilkanaście lat, została przyjęta „z ulgą”, tym bardziej że kontrola wykazała nieprawidłowości tylko z minionego roku. Co pokaże dokładny przegląd wszystkich wydatków, tego jeszcze nie wiadomo.
– Dochodziły do nas jakieś sygnały, że coś niedobrego dzieje się w centrum – wspomina Zbigniew Karciński. – Dyrektor wydziału edukacji zapewniał nas jednak, że wszystko jest w najlepszym porządku. Teraz uważam, że wykorzystał nasze zaufanie. To trwało kilka lat. Szczerze mówiąc, jestem tym całkowicie zaskoczony.
Nowe światło na całą sprawę mogą rzucić fakty, do których dotarliśmy. Okazuje się, że Edmund Juśko był jednocześnie pracownikiem etatowym Starostwa Powiatowego w Tarnowie oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Rzecznik prasowa uczelni poinformowała nas, że od 2008 roku dyrektor jest zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego w pełnym wymiarze godzin – etat 210 godzin miesięcznie. Jest kierownikiem Katedry Pedagogiki Szkolnej i Zarządzania Oświatą WZPiNoS KUL w Stalowej Woli. Widnieje także w spisie pracowników Katedry Pedagogiki Małopolskiej Szkoły Wyższej w Brzesku. Czy na skuteczną kontrolę zabrakło więc czasu?
– Wiedziałem, że pan Juśko ma jakieś zajęcia na uczelni, ale nie wiedziałem, że jest na etacie – mówi Roman Łucarz. – Kiedy zostałem starostą, wydałem wyraźne polecenie, że do końca 2013 roku pracownicy mają się określić, czy pracują w starostwie, czy w innym miejscu i ewentualnie rozwiązać umowy o pracę czy współpracę z tymi instytucjami.
Starosta dodaje, że widywał dyrektora Juśko w pracy prawie codziennie. Podobne deklaracje składa rzeczniczka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i dodaje, że brak informacji o korzystaniu Edmunda Juśko z urlopów bezpłatnych.

Do gry wchodzi polityka
Wiele wskazuje na to, że cała sprawa może mieć także polityczne konsekwencje. Dla części radnych powiatowych rezygnacja Niziołek, rezygnacja Juśki i decyzja o całkowitej likwidacji centrum edukacji to wciąż za mało. Będą domagać się dymisji… wicestarosty Zbigniewa Karcińskiego.
– To jemu podlegały centrum edukacji i wydział edukacji przez ostatnie lata – mówi Paweł Augustyn, radny powiatu. – To właśnie on, a nie Roman Łucarz, powinien teraz świecić oczami. Augustyn dodaje, że pytań w całej aferze z centrum edukacji jest znacznie więcej, a kontrola nie pokazała jeszcze pełnego obrazu zaniedbań i nadużyć, które działy się tam przez lata, a szefowa mimo to rok w rok otrzymywała od zarządu powiatu nagrody za swoja pracę.
– Nie wiemy ,co wydarzyło się, że sprawa trafiła do prokuratury – dodaje Augustyn. – Na ostatniej sesji takiej informacji nie mieliśmy. Jest gorzej, niż komukolwiek się wcześniej wydawało. Polityczną odpowiedzialność za ten bałagan powinien ponieść Karciński i całe PSL.
PiS i PSL to koalicjanci w radzie powiatu. To właśnie przedstawiciele tych dwóch klubów radnych tworzą zarząd powiatu. W opozycji jest Ziemia Tarnowska i Platforma Obywatelska.
– Tę sytuację trzeba koniecznie uzdrowić i to jak najszybciej – komentuje radny z PO, Marek Podraza.‑ Jeśli PiS zdecyduje się wyrzucić PSL z koalicji, mogą liczyć na wsparcie naszego klubu w głosowaniach.
Nową koalicję miałoby tworzyć PiS oraz Ziemia Tarnowska, ale do tych planów z rezerwą podchodzi starosta Roman Łucarz (PiS):
– Jesteśmy rok przed wyborami samorządowymi. Nie sądzę, żeby takie zamieszanie było komukolwiek teraz potrzebne. Uważam, że najważniejsze jest to, że zarząd nie zamiótł sprawy pod dywan, ale działał szybko i zdecydowanie. Nie mamy nic do ukrycia w tej sprawie. Awantura polityczna wokół nie jest potrzebna.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o