Archeolodzy ruszą na zamek?

0
113
Czy uda się znaleźć nowy skarb?

Może i tym razem archeolodzy natrafią na niezwykłe znalezisko?
– W minionym roku dokonano inwentaryzacji ginących pozostałości zamku Tarnowskich, ale bez udziału archeologów. Bez ich prac taki remanent można uznać za szczątkowy, dlatego zamysł poszerzenia jego zakresu jest bardzo trafny – uważa Wiesław Marszalik, znawca i pasjonat dziejów zamku Tarnowskich, który przyczynił się do zorganizowania i sfinansowania przez Urząd Miasta Tarnowa ubiegłorocznej inwentaryzacji. W jej ramach ekipa pracująca pod kierunkiem Eligiusza Dworaczyńskiego, archeologa i konserwatora zabytków, częściowo oczyściła teren wzgórza zamkowego, za pomocą nowoczesnej techniki określone zostały rodzaj, kształt, wymiary i położenie przestrzenne składników objętych badaniem. Chodziło bowiem o pełne udokumentowanie obecnego stanu ruin zamkowych, które od lat – pozostawione same sobie – w szybkim tempie niszczeją. Zebrany materiał posłużył do wykonania specjalistycznego opracowania, które trafiło do urzędu miasta i jest tam przechowywane.
Prace wykopaliskowe, które miałyby się teraz odbyć, dotyczyłyby głównie obszaru tzw. zamku wysokiego i najbliższego otoczenia, odgruzowania dawnej fosy wykutej w skale i niektórych elementów średniowiecznej zabudowy.
– W przeszłości były prowadzone na wzgórzu tego rodzaju prace, ale nigdy nie objęły całości – mówi Eligiusz Dworaczyński, który również tutaj kiedyś wykonywał badania i który chciałby je obecnie kontynuować. – To była ekspedycja archeologiczna pod kierownictwem dr. Andrzeja Żakiego w latach sześćdziesiątych, potem, w następnych dziesięcioleciach, kontynuowano te prace do 1986 roku, lecz nie zostały w pełni zrealizowane. Moim zdaniem, można byłoby to zrobić teraz.
Działania z poprzednich lat zdominowały teren wokół zamku wysokiego, zamku niskiego oraz dzielącą ich przestrzeń. Wykonano wówczas prace konserwatorskie, rekonstrukcyjne i zabezpieczono wykopaliska.
Pięćdziesiąt lat temu w czasie trwających badań wydobyto ponad 80 tys. zabytków ruchomych (przedmioty różnego przeznaczenia, wykonane z rozmaitych materiałów), a także ponad 100 tys. fragmentów naczyń glinianych. Rewelacją było odkrycie skrytki w ścianie przy wejściu do kazamaty arsenału, a w niej około tysiąca monet srebrnych i miedzianych z XV‑XVIII wieku, które dzisiaj można oglądać w Muzeum Okręgowym w Tarnowie. Skarb ukryty był przez 300 lat.
– Bez wątpienie mówimy o terenie pod względem archeologicznym bardzo atrakcyjnym przyznaje – Eligiusz Dworaczyński.
Czy jest prawdopodobne, by w wyniku podjęcia nowych prac wykopaliskowych natrafić na podobne znaleziska, choć od dziesiątków lat teren wzgórza zamkowego na „Marcince” penetrują różni poszukiwacze skarbów? – Póki archeolodzy nie wejdą na wybrany teren i nie rozpoczną robót, nie wiadomo, czy coś znajdą i co znajdą. Na wzgórzu zamkowym osobiście bardziej spodziewałbym się odnalezienia jakiegoś nieznanego dotychczas obiektu niż skarbu, lecz niczego nie można wykluczyć – odpowiada Eligiusz Dworaczyński.
Aby móc przystąpić do dzieła, konieczne są pozwolenia od obecnych właścicieli wzgórza zamkowego, które formalnie należy do rodziny Sanguszków, oraz od konserwatora zabytków.
Andrzej Cetera, kierownik tarnowskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie, mówi, że nie sprzeciwi się pomysłowi, jeśli zachowane będą pewne warunki. – Na pewno obiekt, o którym mowa, nie jest do dzisiaj w pełni przebadany. Kontynuacja prac zakończonych w latach 80. warta jest rozważenia, ale jestem za tym, by wraz z odsłanianiem nowych fragmentów budowli następowało odpowiednie ich zabezpieczanie. Mam na myśli przede wszystkim rekonstrukcję, choćby częściową, niektórych z nich. Samo odkopywanie murów i pozostawianie ich potem na pastwę losu byłoby niewłaściwe, gdyż prowadziłoby do dalszej destrukcji. Archeologom powinna towarzyszyć ekipa rekonstrukcyjna, tak dzieje się choćby w obrębie ruin zamku w Melsztynie.
Eligiusz Dworzyński mówi o możliwości odtworzenia części odsłoniętych kubatur, o nadbudowie zamkowej wieży i zrekonstruowaniu mostu łączącego dwie zasadnicze części obiektu, wschodnią i zachodnią. Na razie pozostaje otwarta kwestia niezbędnych funduszy.
Zdaniem konserwatora, największy problem dawnego założenia zamkowego tkwi gdzie indziej. W latach 80. poprzedniego stulecia wskutek samowoli budowlanej, za którą stały gminy wiejska i miejska Tarnów, wzdłuż korony dawnych fortyfikacji ziemnych została poprowadzona asfaltowa droga. To dzisiejsza ul. Wypoczynkowa. – Gmina Tarnów przesunęła granicę swego terytorium o kilka czy kilkanaście metrów kosztem miasta i zabytku – kwituje Andrzej Cetera. – Historyczna linia obrony zamku została zatarta, a całe założenie nieszczęśliwie przekształcone. Warto dzisiaj zastanowić się nad możliwością jego odtworzenia.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o